Zanim pójdę siedzieć (ZC 6/09)
Wpisany przez Olgierd Danielewicz   

Zanim pójdę siedziećJedno trzeba przyznać środowiskom homoseksualnym — nie dają o sobie zapomnieć. Jak wynika z wiadomości zamieszczonej w rubryce Znaki i fakty, organizacje homoseksualistów starają się zdobyć kolejny przyczółek — ochronę karną przed przemocą, groźbami, nawoływaniem do nienawiści, naruszaniem nietykalności cielesnej czy publicznym znieważaniem na tle orientacji seksualnej.

Dzięki swoistej nadaktywności tych środowisk i niewątpliwej umiejętności skupiania na sobie uwagi mediów można odnieść wrażenie, że w Polsce mamy tylko jedną mniejszość i tylko jeden rodzaj dyskryminacji — na tle orientacji seksualnej. Gdyby tyle samo energii miały w sobie inne mniejszości, na przykład religijne, gdyby organizowały parady równościowe, gdyby wszem i wobec krzyczały o dyskryminacji, jaka ich dotyka, i gdyby jeszcze media zechciały się tym zainteresować — wszyscy mielibyśmy możliwość bardziej obiektywnego i zrównoważonego spojrzenia na problem dyskryminacji mniejszości.

A tak na marginesie, czy to nie interesujące, że do niedawna pisano jeszcze o 'odmiennej orientacji seksualnej', a obecnie już się owej odmienności nie podkreśla? Żeby uznać coś za odmienne, należy coś innego uznać za punkt odniesienia — normę, w porównaniu z którą inne zachowania są odmienne, a tym samym nie-norma-lne. Rezygnacja z podkreślania odmienności innych orientacji seksualnych dowodzi, że w relatywistycznym duchu postmodernizmu uznano (przynajmniej w mediach), że w dziedzinie seksualnej nie ma już żadnych norm, a skoro tak, to i żadnych odmienności; albo że wszystko jest normą, w sensie — jest normalne. Tylko czekać, kiedy to samo zacznie się mówić o pedofilach. Wróćmy jednak do propozycji zmian kodeksu karnego. Bez dwóch zdań wobec nikogo nie należy stosować przemocy, gróźb, zniewag itp. Wobec homoseksualistów również. Czy potrzebna im z tego powodu ochrona prawnokarna? Tak. Czy ją mają? Tak. Kodeks karny zawiera przepisy chroniące każdego przed tego rodzaju zachowaniami, bez względu na to, czy należy, czy nie do jakiejś mniejszości. Poszerzanie obszaru penalizacji (karania) o zachowania skierowane wobec członków mniejszości homoseksualnej jest w tym świetle zupełnie niepotrzebne.

Roszczenia te są podobne do powracających co jakiś czas roszczeń o uznanie za małżeństwo związków jednopłciowych. Uzasadnieniem dla takich 'małżeństw' miałoby być m.in. zapewnienie prawa do dziedziczenia po zmarłym homoseksualnym 'małżonku'. A przecież to prawo już jest — wystarczy, że w takim nieformalnym związku sporządzi się na zasadach ogólnych 'formalny' testament. I nie trzeba w tym celu uznawać związku jednopłciowego za małżeństwo. O co więc chodzi? Może o stworzenie precedensu na gruncie polskiego prawa. Skoro nie udało się zdobyć przyczółka, nazwijmy go 'równościowego' (w sensie zrównania małżeństwa ze związkiem jednopłciowym) w prawie rodzinnym i opiekuńczym, to może uda się zdobyć taki przyczółek równościowy w prawie karnym. A gdy już zostanie on zdobyty, nastąpi powrót do roszczeń z dziedziny prawa rodzinnego, a za rozszerzeniem definicji małżeństwa pojawią się kolejne roszczenia — o adopcję dzieci. W Wielkiej Brytanii prawo uznaje małżeństwa homoseksualne i ich starania o adopcję. Poszło to tak daleko, że ośrodki adopcyjne prowadzone przez Kościoły, które z powodu przekonań religijnych negatywnie odnoszą się do zjawiska homoseksualizmu, nie mogą odmówić udziału w takim procesie adopcyjnym. Wiele z nich, nie godząc się na to, zostało zmuszonych do zakończenia swojej działalności. Oto prawdziwa dyskryminacja.

Roszczenia o szczególną prawnokarną ochronę osób o odmiennej orientacji seksualnej stawiają je w pozycji uprzywilejowanej w stosunku do reszty populacji heteroseksualnej. Dlaczego bowiem heteroseksualista uderzony w twarz przez homoseksualistę i nazwany przez niego 'obrzydłym heterykiem' ma dochodzić ochrony tylko w trybie prywatnoskargowym (a więc samemu zdobywać dowody przeciwko agresorowi, samemu formułować akt oskarżenia i samemu dochodzić przed sądem sprawiedliwości), a homoseksualista uderzony przez heteroseksualistę i nazwany przez niego „obrzydłym pederastą” miałby korzystać z trybu publicznoskargowego, to jest ścigania z urzędu?

Dziwi też proponowane rozszerzenie katalogu grup, które miałyby być szczególnie chronione przed nawoływaniem do nienawiści, naruszaniem nietykalności cielesnej czy publicznym znieważaniem, o osoby niepełnosprawne czy dyskryminowane ze względu na wiek lub płeć. Instrumentalne traktowanie tych grup społecznych przez środowiska homoseksualne — potrzebujące ich jak listka figowego usprawiedliwiającego ich własne żądania, by lepiej wypaść medialnie — jest aż nadto widoczne.

Jednak największy niepokój powinno budzić dążenie do objęcia karaniem rozpowszechniania lub publicznego prezentowania treści mogących wywołać nienawiść na tle orientacji seksualnej oraz publicznego znieważania grupy ludności albo poszczególnej osoby na tle orientacji seksualnej lub tożsamości płciowej. I znów bez dwóch zdań pozostaje, że nie należy nawoływać do nienawiści ani nikogo znieważać. Wątpliwości i niepokój budzi natomiast to, jak te przepisy — jeśli miałyby w takim kształcie wejść w życie — będą interpretowane. Czy duchowny będzie mógł podczas kazania zacytować i omówić fragmenty Pisma Świętego określające homoseksualizm jako obrzydliwość i zboczenie lub napisać na ten temat artykuł bez obawy o oskarżenie go o sianie nienawiści lub zniewagę na tle orientacji seksualnej i ściganie z urzędu?

To nie żadna przesada. W 2004 roku w Szwecji skazano zielonoświątkowego pastora na miesiąc pozbawienia wolności za 'szerzenie nienawiści' do homoseksualistów, ponieważ podczas kazania nazwał homoseksualizm 'rakiem na ciele społeczeństwa'. Sąd apelacyjny uchylił ten wyrok, ale fakt pozostaje faktem — środowiska gejowskie poczuły się dotknięte tym kazaniem i zażądały ukarania duchownego.

Wprowadźmy ten przepis, a możemy być pewni, że trójki gejowskie zaczną nawiedzać kościoły, czytać kościelną prasę i przeszukiwać kościelne strony internetowe w poszukiwaniu treści, które ich zdaniem będą znieważać homoseksualistów. A gdy znajdą, posypią się do prokuratur zawiadomienia o 'kościelnych' przestępstwach. I wtedy będziemy mieli 'prawdziwą' tolerancję i równouprawnienie, pod którymi pogrzebane zostaną wolność słowa oraz wolność sumienia i wyznania. Kto wie, czy za ten tekst, napisany pod rządami proponowanych przepisów, nie poszedłbym siedzieć...

Komentarze (0)
Napisz komentarz
Twoje dane kontaktowe:
Komentarz:
  przewiń na górę ^