| Testament życia czy kryptoeutanazja? (ZC 11/09) |
| Andrzej Siciński | |||
W polskim prawie eutanazja jest przestępstwem, choć karanym dużo łagodniej niż zwykłe zabójstwo — karą więzienia do 5 lat. Kodeks karny pozwala sądom na nadzwyczajne złagodzenie kary w szczególnych przypadkach, a nawet odstąpienie od jej wymierzenia. Mimo to od jakiegoś czasu trwa dyskusja nad legalizacją „godnej śmierci”. O co chodzi w sprawie „testamentów życia” i po co porusza się w polskim prawodawstwie temat eutanazji?Projekt tzw. ustawy bioetycznej zawiera postanowienia o „testamencie życia”. Miałoby to być zostawione w formie pisemnej lub elektronicznej żądanie, aby wobec określonej osoby nie stosować pewnych form leczenia czy ogólnie nie stosować praktyk „uporczywego przedłużania życia”. Europejska konwencja bioetyczna nakazuje brać pod uwagę podczas leczenia pacjentów nieprzytomnych ich wcześniej wyrażoną wolę co do zgody na określone interwencje medyczne. W tym zakresie projekt ustawy dostosowuje nasze prawo do europejskiego oraz zrównuje niejako w prawach pacjentów nieprzytomnych z przytomnymi. Bowiem pacjenci przytomni muszą oczywiście zgodnie z polskim prawem wyrazić zgodę na każdą interwencję medyczną. Tak samo kwestia „uporczywego podtrzymywania życia”, poruszona w projekcie ustawy, może dotyczyć tylko pacjentów nieprzytomnych. Przytomni mogą bowiem w każdej chwili odmówić leczenia czy wręcz wypisać się ze szpitala. W praktyce widzę pewne trudności w stosowaniu przyszłej ustawy. Często jest bowiem tak, że ludzi ratuje się wbrew ich woli (np. samobójców), a później nawet przymusowo leczy, co reguluje ustawa o ochronie zdrowia psychicznego. Gdybym był lekarzem, podjąłbym interwencję ratującą życie (np. dokonał transfuzji krwi, reanimacji) wobec każdego pacjenta nieprzytomnego, którego miałbym nadzieję uratować, bez względu na zapisy jego „testamentu życia”. Pozostałbym w zgodzie z własnym sumieniem, ewentualne późniejsze dyskusje spokojnie zostawiając prawnikom. Co do „uporczywego przedłużania życia”, to znaczy przeciągania i tak nieuchronnej agonii, to praktyka taka jest sprzeczna z katolicką encykliką Evangelium vitae. Stanowisko protestanckie jest podobne. Po co nam „testament życia”?Jeśli chodzi o zostawienie pisemnego zakazu stosowania określonych form leczenia czy w ogóle leczenia, to wydaje się on rodzić tylko problemy. Wolę osoby przytomnej łatwo ocenić. Lekarz widzi, czy ktoś żądający wypisania ze szpitala nie wykazuje zaburzeń psychicznych, czy ma rozeznanie, czego żąda. Ocena, w jakim stanie psychicznym sporządzała „testament życia” osoba aktualnie nieprzytomna, wymagałaby postępowania sądowego; na pewno nie starczą na to minuty, a nawet sekundy, w ciągu których trzeba przystąpić do ratowania życia. Co do praktyk „uporczywie podtrzymujących życie”, to w mojej ocenie takich praktyk w polskich szpitalach się nie stosuje. Chorych, u których wystąpiły objawy śmierci mózgowej, trzyma się podłączonych do aparatury tak długo, aż nie przyjedzie ekipa pobierająca narządy. Wobec osób będących w beznadziejnym stanie nie stosuje się chemioterapii. Chemioterapia jest zabiegiem wyczerpującym pacjenta, a jednocześnie bardzo drogim. Równie drogie jest leczenie na oddziałach intensywnej opieki medycznej. Nikt tam nie przedłuża na siłę agonii. Natomiast ratuje się życie, póki ma to sens. Co jakiś czas zostaje uratowany człowiek, który znajdował się w stanie pozornie beznadziejnym. Dlatego nie warto przedwcześnie opuszczać rąk. Zawsze pozostanie w takim wypadku wątpliwość: a może jednak by się udało? O co więc chodzi w sprawie „testamentów życia”? Po co porusza się w polskim prawodawstwie temat eutanazji? Stary kłopotJak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Temat eutanazji będzie zapewne coraz uporczywiej powracał wraz ze zmianami demograficznymi w krajach zachodnioeuropejskich. Spada liczba ludności. Dawno temu obliczono, że aby społeczeństwo mogło odtwarzać się, każda kobieta powinna urodzić przeciętnie 2,3 dziecka. Tymczasem Europejki nie chcą rodzić. Przeciętna Polka rodzi 1,4 dziecka. Jednocześnie wydłuża się średnia długość życia — dziś wynosi prawie 80 lat, ale będzie nadal rosła. Szacuje się, że co drugi noworodek ma przed sobą co najmniej 100 lat życia. Oznacza to, że przy malejącej liczbie ludności będzie to ludność coraz starsza. W miarę starzenia się społeczeństwa coraz mniej osób młodych, w pełni sił, będzie musiało utrzymywać rosnącą armię starców. Starcy staną się kłopotem dla siebie i swoich dzieci (o ile w ogóle będą posiadać potomstwo). Odstawieni na bok życia, zamknięci w specjalistycznych domach opieki będą kosztować astronomiczne sumy. Nikt im przy tym nie poświęci uwagi poza personelem, nikt nie zechce skorzystać z ich wiedzy i życiowych doświadczeń. Sami będą czuć się zbędni. I kosztowni. Odwrócenia piramidy demograficznej może nie wytrzymać system emerytalny i opieki zdrowotnej. Co więc pozostaje? Jedno z dwojga. Albo z powrotem propagować tradycyjny model rodziny, albo eutanazję. Tradycyjny model rodziny sprzeciwia się wszelkiej „poprawności politycznej”. Odbiera „wolność” i kobietom, i mężczyznom. „Zniewolone” tym modelem kobiety muszą bowiem rodzić dzieci, a mężczyźni muszą przyjmować na siebie odpowiedzialność za rodzinę. Nie ma mowy o ciągnących się w nieskończoność karierach i pseudokarierach, nie ma mowy o wygodnym i urozmaiconym życiu singla, którego nie zakłóca płacz dziecka. Tradycyjny model rodziny obrzydzono ludziom tak skutecznie, że teraz dla ratowania sytuacji demograficznej nie pozostaje nic innego jak propagować eutanazję. Im dłużej żyje człowiek, tym bardziej obciąża system emerytalny. Ponadto z roku na rok wzrastają wydatki na opiekę zdrowotną. Najkosztowniejsi są pacjenci niedołężni oraz śmiertelnie chorzy. Są to osoby niesamodzielne, a przy tym wymagające najdroższych leków i najdroższych metod leczenia. Wiadomo, że ci ludzie i tak umrą, jednak zarówno starość, jak i śmiertelne choroby potrafią się ciągnąć latami, obciążając kieszeń coraz mniejszej liczby pracujących. Dlatego alternatywą dla rodzenia dzieci jest rozpowszechnienie mody na „godną śmierć”, czyli eutanazję. Ostatecznie skutkiem takiej mody może stać się presja psychiczna wywierana na ludziach starych i chorych, aby podejmowali decyzję o „godnym” odejściu, kiedy tylko ich stan będzie zbyt ciężki, a mówiąc prosto — zbyt kosztowny. Bycie starym i chorym stanie się wstydliwe i niemodne. Rozpoczęcie dyskusji na temat eutanazji przy okazji „testamentów życia” wygląda na typowe włożenie nogi w drzwi. Teraz zwolennicy eutanazji mają pretekst do wszczynania debat i propagowania swoich poglądów. Ale rozpoczęta kampania na rzecz eutanazji jest sprzeczna z podstawowym odruchem, który dotąd odróżniał człowieka od zwierząt — odruchem ratowania za wszelką cenę życia swoich bliźnich. Żaden z autorów Biblii nie rozpatrywał możliwości dokonywania eutanazji. Dlatego jedyny fragment, który można zacytować jej zwolennikom, brzmi: „Nie zabijaj”. Marek Błaszkowski
|
Rubryki stałe
Dystrybucja
Znaki Czasu dostępne są także w największych salonach Hity
Zapoznaj się z najlepszymi wieściami, jakie kiedykolwiek zostały przekazane ludzkości. Nie ma czasu do stracenia. Zacznij odczytywać znaki nadziei. Już teraz.

