Problem nagłej śmierci (ZC 05/10)
Wpisany przez Andrzej Siciński   

Każda śmierć napawa lękiem, ale nagła śmierć niemal każdego przeraża. Największym problemem nie jest jednak śmierć jako taka, ale to, czy jesteśmy na nią przygotowani.
Posłuchaj nagrania artykułu:

Lub przeczytaj:



Katastrofa prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem przeraziła wszystkich. Nie chodzi już nawet o to, że zginęła Para Prezydencka oraz wielu znaczących polityków i działaczy społecznych. Przeraził nas sam fakt tak nagłej śmierci tak wielu. Śmierć starych schorowanych ludzi zasmuca, ale nie przeraża; dopuszczamy myśl, że w jakiejś perspektywie umrą, bardziej bliższej niż dalszej. Jednak nagła śmierć wielu ludzi, w tym wielu stosunkowo młodych, jeszcze wczoraj aktywnych, zawsze jest głębokim wstrząsem. Taka śmierć dowodzi swej suwerennej władzy nad człowiekiem. Uświadamia, że młody wiek i zdrowie nie są żadną gwarancją życia, a władza i pozycja społeczna tym bardziej.

Ta świadomość musi boleć, zwłaszcza w społeczeństwach, które od lat starają się zepchnąć śmierć niejako na margines życia (do szpitali, hospicjów i domów starców) jako zjawisko wysoce niepożądane, a nawet nieestetyczne. Wokoło panuje kult pięknego, młodego i sprawnego ciała oraz profesjonalizmu. Ludzie mają precyzyjnie określone plany na życie, wytyczone ścieżki kariery, kalendarze zadań wypełnione na rok z góry. Śmierć do tego nie pasuje, zwłaszcza ta nagła. Nie daje się zaplanować. Burzy wszystko, co ludzie z takim mozołem sobie ułożyli.

W naszej strefie geograficzno-religijno-kulturowej ludzie boją się nagłej śmierci z jeszcze innego powodu. Boją się, że będą nieprzygotowani na jej nadejście; że zastanie ich w stanie grzechu; że umrą bez dopełnienia koniecznych — jak ich cały czas uczono — czynności religijnych (np. spowiedzi, komunii czy ostatniego namaszczenia), a przez to pójdą do piekła. Nawet ci, którzy nie spowiadają się księdzu, a bezpośrednio — w modlitwie — Jezusowi, też się boją, że tuż przed śmiercią źle o kimś pomyślą, powiedzą w gniewie coś głupiego, upadną i zanim zdążą się z tego przed snem wyspowiadać Zbawicielowi, wcześniej dopadnie ich „wieczny odpoczynek”.

W XVII-wiecznej katolickiej publikacji francuskiej pt. Przygotowania do śmierci śmierć jest przedstawiona z jednej strony jako coś okropnego, jako najgorsza kara dotykająca grzeszników, a z drugiej strony jako coś pożądanego — wyzwolenie z padołu łez, koniec ziemskiej udręki. Połowa tego poradnika „mówi o niebezpieczeństwie nagłej śmierci, która nie daje czasu na przygotowanie się do niej i zwiększa tym samym groźbę potepienia”1.

Potrzeba przygotowania

Czy na nagłą śmierć w ogóle można być przygotowanym?

Pewnego razu — o czym sprawozdaje Nowy Testament — jakiś mężczyzna publicznie poprosił Jezusa o korzystne dla siebie rozstrzygnięcie jego sporu z bratem o spadek. Jezus odmówił i ostrzegł, by unikać chciwości, bo nawet obfitość bogactw wcale nie gwarantuje życia2. By zilustrować tę prawdę Jezus opowiedział przypowieść o bogatym głupcu: „Pewnemu zamożnemu człowiekowi pole wydało obfity plon. Rozważał więc: Co tu zrobić? Gdzie ja pomieszczę swoje zbiory? W końcu powiedział: Tak uczynię: Zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i w nich zgromadzę całe moje zboże i dobra. I powiem sobie: Masz wielkie bogactwa złożone na wiele lat; odpoczywaj, jedz, pij i wesel się. Ale Bóg oznajmił mu: Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają od ciebie twojej duszy! Czyje więc będzie to, co zgromadziłeś? Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem”3.

W przypowieści pojawia się element nagłej śmierci, która momentalnie przekreśla wszystkie plany na przyszłość i stawia nas przed Bogiem właściwie nagimi. Pytanie: „Czyje będzie to, co zgromadziłeś?” jest retoryczne; wiadomo: ktoś to odziedziczy. Jezus chce nam jednak przez nie uświadomić, że niczego z tego, co zgromadziliśmy, i tak ze sobą na tamten świat nie zabierzemy; że nasza pozycja społeczna i dobra materialne nie robią na Bogu żadnego wrażenia, nie liczą się, gdy chodzi o życie, to wieczne. I głupi, kto myśli inaczej.

Co się zatem liczy? Bycie bogatym przed Bogiem. Nieco światła na to, jak rozumieć tę frazę, rzuca Ewangelia Mateusza: „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi (...). Ale gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie mogą się włamać ani ukraść. Gdzie bowiem jest twój skarb, tam będzie i twoje serce”4. Bycie bogatym przed Bogiem oznacza gromadzenie sobie skarbów w niebie. Wyjaśnienie, co oznacza ta kolejna fraza, znajduje się kilkanaście rozdziałów dalej. Bogaty i, wydawałoby się, bardzo pobożny młodzieniec pyta Jezusa, co ma czynić, by mieć pewność życia wiecznego. Jezus odpowiada, by przestrzegał dziesięciu przykazań. Młodzieniec mówi, że ich przestrzega, a mimo to dalej nie ma pewności zbawienia. Wtedy słyszy od Jezusa: „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj swój dobytek i rozdaj ubogim5, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną”6. Bycie bogatym przed Bogiem to posiadanie skarbu w niebie, ten zaś gromadzimy przez dostrzeganie potrzeb innych ludzi, dbanie o nich i naśladowanie Chrystusa. W obliczu nagłej śmierci tylko to się liczy — jak traktowaliśmy ludzi i jakie były nasz relacje z Bogiem.

Do takich samych wniosków prowadzi również inna ewangeliczna przypowieść, o wiernym i niewiernym słudze. „Któż więc jest wiernym i mądrym sługą, którego pan ustanowił nad swoją służbą, aby w odpowiednim czasie wydawał jej posiłki? Szczęśliwy ten sługa, którego pan, gdy przyjdzie, zastanie tak czyniącego. Zapewniam was: Ustanowi go zarządcą całego swojego majątku. Jeśli zaś taki zły sługa powiedziałby sobie w duchu: Mój pan opóźnia swój powrót, i zacząłby bić swoich podwładnych, jadłby i pił z pijakami, to pan tego sługi nadejdzie w dniu, w którym się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna. Surowo go ukarze”7.

Znów mamy tu element zaskoczenia — tym razem powrotem pana. Kontekst przypowieści z 24. i 25. rozdziału Ewangelii Mateusza wskazuje, że jest to metafora powrotu Chrystusa. Wszyscy będziemy zaskoczeni tym wydarzeniem. Jedni z nas okażą się wiernymi, a inni niewiernymi sługami. O wierności, a w konsekwencji o wiecznym szczęściu u boku powracającego Zbawiciela kolejny raz zadecyduje właściwy stosunek do innych ludzi, dostrzeganie i zaspokajanie ich potrzeb oraz właściwy stosunek do Boga wyrażający się posłuszeństwem, realizowaniem Jego zaleceń. Niewierny sługa to ten, który wbrew zaleceniom pana nie dba o innych („bije ich”) i żyje tylko dla siebie.

W przypowieści powrót pana zaskakuje zarówno wiernego, jak i niewiernego sługę, tyle że ten pierwszy okazuje się przygotowany. Dlatego Biblia tak często ostrzega: „Czuwajcie (...) bo nie znacie dnia ani godziny, o której Syn Człowieczy przyjdzie”8.

Nieświadomy sen

Oczywiście, ktoś mógłby zapytać, czy bycie przygotowanym na powrót Chrystusa ma coś wspólnego z byciem przygotowanym na nagłą śmierć. Otóż ma, nawet z uwzględnieniem faktu, że powrót Chrystusa będzie wydarzeniem globalnym, a śmierć jest wydarzeniem niejako osobistym. Spójrzmy na to wezwanie do czuwania nieco głębiej, zwłaszcza w kontekście biblijnej nauki o stanie umarłych.

Według Biblii śmierć jest snem9, w którym zmarli pozostają w stanie nieświadomości10 do dnia zmartwychwstania podczas powrotu Chrystusa11. Skoro umarli pozostają w stanie nieświadomości, to nie mają też świadomości upływu czasu. Czyli umierając, zamykają oczy, by zaraz — niezależnie od tego, ile od tej chwili upłynęło „naszego” czasu — w tym samym momencie otworzyć je podczas zmartwychwstania w dniu powrotu Chrystusa. To taka biblijna teoria względności czasu. Dla żyjących czas może się niemiłosiernie dłużyć. Zmarli z perspektywy żyjących leżą w grobach i czekają na dzień zmartwychwstania, większość już bardzo długo. Tymczasem „z perspektywy” zmarłych ich zmartwychwstanie już się dokonało, a Chrystus powrócił. To, co było pomiędzy ich śmiercią a powrotem Chrystusa i zmartwychwstaniem, przespali niczego nieświadomi.

Skoro dla umierających Chrystus przychodzi z chwilą ich śmierci, to słowa: „Czuwajcie (...) bo nie znacie dnia ani godziny, o której Syn Człowieczy przyjdzie” wzywają nie tylko do przygotowania się na niespodziewane globalne przyjście Chrystusa, ale także na własną niespodziewaną śmierć. Dnia i godziny własnej śmierci też nie znamy. To, że jesteśmy zdrowi i w miarę młodzi, nie powinno powodować w nas złudnego poczucia bezpieczeństwa, że jeszcze mamy czas na pewne decyzje: głębszego zaangażowania się w religię, pełnego poddania się Bogu, naprawy relacji z bliźnimi. Nie znamy dnia ani godziny. Nikt nie ma gwarancji przeżycia nawet następnych dziesięciu minut.

Jedyne, co się liczy

A wracając do przypowieści o bogatym głupcu, którego zaskoczyła nagła śmierć, to Jezus opowiedział ją na tle konkretnej sytuacji — kłócących się o spadek braci. Mistrz z Nazaretu chciał im pokazać, że w obliczu śmierci spadek, majątek, spory, kłótnie nie mają żadnego znaczenia, jeśli na tym tle miałyby ucierpieć ich braterskie relacje. Bogatszym w dobra materialne można być tylko na tym świecie. Na tamtym nie ma to żadnego znaczenia. Tam będzie się liczyło tylko to, czy tu liczymy się z Bogiem i ludźmi. Starotestamentowy prorok Micheasz wyraził to tak: „Oznajmiono ci, człowiecze, co jest dobre i czego Pan żąda od ciebie: tylko abyś wypełniał prawo, okazywał miłość bratnią i w pokorze obcował ze swoim Bogiem”12.

Przypomniała nam o tym również katastrofa prezydenckiego samolotu. Zdaniem większości komentatorów niezwykle symboliczna. Zginęli w niej ludzie z bardzo różnych opcji politycznych i światopoglądowych, którzy niejednokrotnie stawali ze sobą w szranki na sejmowej mównicy, podczas ulicznych wieców czy w mediach. Często były to bardzo ostre spory. Ale tam, w lesie pod Smoleńskiem, wszystkie te spory nagle przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Różnić zawsze się możemy, a nawet powinniśmy, ale nigdy nie powinniśmy przestać się szanować. Po tej katastrofie już to wiemy, powstaje tylko pytanie, jak długo to zapamiętamy...

Andrzej Siciński

1 Refleksje Jacka Kwaśniewskiego nad książką Jeana Delumeau pt. Grzech i strach. Poczucie winy w kulturze Zachodu XIII-XVIII w., w: Grzech i Strach, s. 19 [dostęp: 18.04.2010].
2 Zob. Łk 12,13-15.
3 Łk 12,16-21 Biblia ekumeniczna. O ile inaczej nie zaznaczono, pozostałe cytaty biblijne pochodzą z tego samego przekładu.
4 Mt 6,19-21.
5 Wezwanie do sprzedaży majątku i rozdania go ubogim skierowane było, jak wskazuje kontekst całego Nowego Testamentu, do tego konkretnego człowieka, którego osobistym problemem było zbytnie przywiązanie do majątku. Biblia podaje przykłady wielu osób bogatych (Abrahama, Dawida, Salomona), od których Bóg wcale nie wymagał wyzbycia się majątku i których zbawienie jest pewne; por. Hbr 11,8.32-40.
6 Mt 19,21.
7 Mt 24,45-51.
8 Mt 25,13.
9 Zob. J 11,11-14 Biblia Tysiąclecia: „(...) rzekł do nich [Jezus]: Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę go obudzić. Uczniowie rzekli do Niego: Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje. Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie. Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: Łazarz umarł”.
10 Koh 9,5 Biblia warszawska: „Wiedzą bowiem żywi, że muszą umrzeć, lecz umarli nic nie wiedzą”.
11 Zob. J 5,28-29: „(...) zbliża się godzina, kiedy wszyscy, którzy są w grobach, usłyszą Jego głos, i ci, którzy dobrze czynili, powstaną do życia, ci zaś, którzy źle czynili, powstaną na potępienie”. Por. 1 Kor 15,22-23: „(...) w Chrystusie wszyscy będą ożywieni. Każdy we właściwej sobie kolejności: jako pierwszy Chrystus, następnie ci, którzy należą do Chrystusa w czasie Jego przyjścia”.
12 Mi 6,8.
Komentarze (0)
Napisz komentarz
Twoje dane kontaktowe:
Komentarz:
  przewiń na górę ^

Dystrybucja

Polecamy

  • Wielki Bój

Hity

  • Obiecująca Przyszłość

Obiecująca przyszłosćKsiążka roku 2011 Obiecująca Przyszłość to książka o nadziei dla Ciebie i Twoich dzieci.

Obiecująca Przyszłość DAVID MARSHALL