| Czy jesteśmy bezradni wobec kataklizmów? (ZC 04/11) |
| Wpisany przez Olgierd Danielewicz | |||
Kataklizm, jaki dotknął przed kilkoma tygodniami Japonię, zaszokował świat. I nie dlatego, że podobne nie zdarzają się gdzie indziej, ale dlatego, że dokonał tak olbrzymich zniszczeń w kraju, wydawałoby się, najlepiej ze wszystkich na to przygotowanym.Początkowo chyba nikt nie zdawał sobie sprawy ze skali i niszczycielskiej siły obserwowanych zdarzeń. Fala tsunami wdzierająca się w głąb lądu chwilami wyglądała z powietrza tak niewinnie. Dopiero zbliżenia kamery pokazywały, jak porywała całe domy, niszczyła mosty, rzucała wielkimi statkami jak zabawkami. Początkowo liczby ofiar wcale nie były szokujące. Pierwsze doniesienia mówiły zaledwie o kilkudziesięciu ofiarach. Dopiero kolejne dni zaczęły przynosić coraz gorsze wieści. Tysiące zabitych, rannych, zaginionych. Całe miasta zmiecione z powierzchni ziemi falą dochodzącą do wysokości 10 metrów. Do tego doszły niepokojące wieści z Fukushimy. Uszkodzonych zostało kilka reaktorów elektrowni jądrowych. Do atmosfery przedostały się substancje radioaktywne. Doszło do skażenia powietrza, wody, żywności. Władze uspokajają, ale nad wyraz oszczędnie szafują informacją, więc lęk społeczeństwa narasta. Warto być przygotowanymMimo wszystko ostatnie wydarzenia w Japonii pokazały, że warto być przygotowanym. Japonia położona w jednym z najbardziej sejsmicznych regionów świata od lat inwestowała w rozwój technologii budowy budynków w taki sposób, by były zdolne przetrwać nawet najsilniejsze trzęsienia ziemi. Już pierwsze zdjęcia pokazały, że budynki się chwieją, i to znacznie, ale nie zawalają się. Choć było to najsilniejsze z japońskich trzęsień ziemi od 140 lat i jedno z najsilniejszych w historii świata. Zupełnie inaczej ponad rok temu było na Haiti. Tam zawaliła się dosłownie cała stolica, grzebiąc pod ruinami budynków ponad 200 tysięcy ludzi. W Japonii zdecydowana większość ofiar to ofiary tsunami, a nie trzęsienia ziemi. Nie wszystko da się przewidziećJednak fakt, że to tsunami jest odpowiedzialne za śmierć większości ofiar, oznacza, że nawet Japończycy nie są w stanie wszystkiego przewidzieć, na wszystko się przygotować i przed wszystkim zabezpieczyć. Są żywioły, wobec których cała ludzka wiedza nic nie znaczy. Nie do przewidzenia i nie do zatrzymania w swej niszczycielskiej mocy. Wydajemy się wobec nich zupełnie bezradni. Dokładnie tak, jak zapowiedział Jezus w kontekście swego powtórnego przyjścia: „I będą znaki na słońcu, księżycu i na gwiazdach, a na ziemi lęk bezradnych narodów, gdy zahuczy morze i fale. Ludzie omdlewać będą z trwogi w oczekiwaniu tych rzeczy, które przyjdą na świat, bo moce niebios poruszą się. I wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłoku z mocą i wielką chwałą”1. I to, czego nas te kataklizmy powinny nauczyć, to pokora — na początek wobec przyrody, którą nieustannie próbujemy ujarzmiać w sposób rabunkowy, a potem wobec ludzi i Boga. Zwróćmy bowiem uwagę, że dopiero nieszczęścia nam potrzeba, najlepiej takiego masowego, na ogólnonarodową skalę, żeby zacząć w człowieku dostrzegać człowieka, a nie wroga. Na bezpieczeństwie nie można oszczędzaćKataklizm ujawnił również, że na bezpieczeństwie nie można oszczędzać. Okazało się, że elektrownie atomowe w Fukushimie zostały zbudowane w taki sposób, by wytrzymać falę tsunami sięgającą sześciu metrów, a zalała je fala dziesięciometrowa. Zniszczenia byłyby mniejsze i prawdopodobnie nie wydostałyby się substancje radioaktywne, gdyby elektrownie te nie leżały nad brzegiem morza, ale jakieś 20 kilometrów w głębi lądu. Tam fala tsunami może by nawet nie dotarła. Ale zbudowane nad brzegiem morza elektrownie były tańsze, bo do chłodzenia reaktorów używały wody morskiej. A w głębi lądu trzeba by ją było dostarczać rurociągami w olbrzymiej ilości, a więc drogo. Wydaje się też, że świat powinien się zastanowić — może na forum ONZ — czy społeczność międzynarodowa powinna pozwalać państwom leżącym na terenach sejsmicznych budować elektrownie atomowe, których skutki awarii mogą sięgać daleko poza granice tych państw. Oczywiście wraz z ewentualnym zakazem powinno się przewidzieć możliwość dostarczania takiemu państwu części energii z krajów sąsiednich na korzystnych dla tego państwa warunkach. Bezradni, ale nie całkiemWydarzenia z Japonii mogą też być źródłem innych lekcji, duchowych; zwłaszcza dla świata szeroko pojętego Zachodu (choć Japonia dla nas leży na wschodzie, to już dla Stanów Zjednoczonych na zachodzie), dla świata dobrobytu, stabilizacji i spokoju. To świat, który generalnie odwraca się od Boga. Komu potrzebny jest Bóg, gdy wszystko mamy — zdają się mówić jego mieszkańcy. A tymczasem z dnia na dzień wszystko się może zmienić. Przyjdzie trzęsienie ziemi, tsunami, trąba powietrzna, powódź, spadnie samolot, elektrownia jądrowa będzie miała awarię i nasze życie może się nagle skończyć, dosłownie albo całkowicie lec w gruzach. Każde takie wydarzenie powinno chrześcijanom przypominać zapowiedź apostoła Pawła o dniu powrotu Pana Jezusa: „Dzień Pański przyjdzie jak złodziej w nocy. Gdy mówić będą: Pokój i bezpieczeństwo, wtedy przyjdzie na nich nagła zagłada”2. Są rzeczy, których nie przewidzimy ani nie zatrzymamy. Możemy stracić wszystko, ale jeśli zachowamy wiarę w Boga, to nie wszystko jednak będzie stracone. Choć wobec żywiołów tego świata jesteśmy bezradni, to jednak nie tak całkiem. Wiara pozwoli nam być przygotowanym, by nie stracić tego, co najważniejsze — życia wiecznego. Dlatego ten sam apostoł dodaje: „Wy zaś, bracia, nie jesteście w ciemności, aby was dzień ten jak złodziej zaskoczył. (...) Przeto nie śpijmy jak inni, lecz czuwajmy i bądźmy trzeźwi”3. Olgierd Danielewicz
1 Łk 21,25-27.
|
| « poprzednia | następna » |
|---|


