| Oczekiwana zmiana (ZC 2/09) |
Wśród Amerykanów cieszących się z objęcia urzędu przez nowego prezydenta krąży podobno pogłoska, że znana przepowiednia Nostradamusa o końcu świata, który ma być poprzedzony wyborem czarnego papieża, wcale nie musi odnosić się do papieża, a do najpotężniejszego światowego przywódcy — a więc Baracka Obamy.Co prawda w bieżącym numerze „Znaków Czasu” nie poświęcamy prezydentowi USA żadnego artykułu, ale mając na świeżo w pamięci uroczystość inauguracji tej prezydentury, trudno oprzeć się wrażeniu, że dla wielu wyborców nowy amerykański przywódca jest kimś więcej niż kolejnym prezydentem — jest ich czarnym zbawicielem. Nadzieje, jakie Amerykanie (i duża część świata) wiążą z Obamą, są ogromne. Nowy prezydent ma honorowo zakończyć wojnę w Iraku i Afganistanie, rozwiązać konflikt bliskowschodni w sposób satysfakcjonujący wszystkie zainteresowane strony, ostatecznie wygrać z terroryzmem, zatrzymać postępujący kryzys gospodarczy, przywrócić Amerykanom (i reszcie świata) prosperity i jeszcze, tak przy okazji, uratować Ziemię przed klęską globalnego ocieplenia. A to tylko część problemów do rozwiązania. Przy nich Herkules ze swoją stajnią Augiasza może się schować. To zadania prawdziwie godne zbawiciela. Tylko czy to Obama nim jest? Czy w tym niewątpliwie sympatycznym człowieku, ale tylko człowieku, nie pokłada się nadziei zbyt wielkich, których adresatem może być tylko Bóg? No tak, ale to takie ludzkie. My, naród, my, ludzie, my sobie sami poradzimy. Trzeba tylko wybrać właściwego człowieka na właściwe miejsce. Damy radę. Po co nam Bóg? Takie właśnie myślenie — spychające Boga na margines ludzkich zainteresowań, a koncentrujące się na człowieku i jego „możliwościach” — to charakterystyczny dla ateizmu mem — wirus umysłu, czyli bezwartościowa informacja zaśmiecająca nasz mózg jak wirus komputerowy, rozsiewana poprzez współczesne media i bezkrytycznie przyjmowana przez odbiorców (zob. „Do braci ateistów”). Oczywiście twórca teorii memów — papież ateizmu Richard Dawkins — nie nazwałby samego ateizmu wirusem umysłu, ale jego definicja memu idealnie do ateizmu pasuje. Takimi samymi memami są twierdzenia, że ludziom wykształconym religia nie jest potrzebna, że wystarczy im nauka; że ludzie sami z siebie wiedzą, co jest dobre, a co złe i nie potrzeba im do tego żadnego boskiego oświecenia. Gdyby tak rzeczywiście było — że nauka nam wystarcza i sami wiemy, co dobre — to dlaczego jest tak źle? W końcu żyjemy w świecie zdominowanym przez naukę i rządzonym przez ludzi. Tylko czy to nie kolejne twierdzenia na wyrost? Inny wirus umysłu (rozsiewany dziś, nomen omen, namiętnie) to przekonanie, że prawdziwa miłość to „wolna” miłość, „wolny” seks — uprawiany swobodnie, z kim popadnie i gdzie popadnie — a małżeństwo to grób miłości. W pewnym sensie można się nawet zgodzić z tym, że małżeństwo jest grobem takiej miłości, gdyż rezerwuje akt seksualny tylko dla samych małżonków, zachowuje ich tylko dla siebie. Nie można się jednak zgodzić z tym, że swobodnie uprawiany seks to przejaw miłości i wolności. To raczej samolubstwo, którego końcowym efektem jest zniewolenie — niechcianymi żonami, niechcianymi dziećmi, niechcianymi alimentami, niechcianymi chorobami. Być może mem „wolnej miłości” nie rozpowszechniałby się tak bardzo, gdyby Kościoły chrześcijańskie odeszły od wielowiekowego, ale niekoniecznie słusznego poglądu, że seks, nawet w małżeństwie, to coś z gruntu nieczystego, żeby nie powiedzieć grzesznego. W efekcie próbowano (i nadal się próbuje) ingerować w życie seksualne małżeństw, sugerując im, jak się powinny, a jak nie powinny kochać; jak często mają to robić i w jakim celu — właściwie tylko prokreacyjnym. A prawda jest taka, że miłość seksualna małżonków jest święta. Ale nie tak święta czy aż tak święta, by miała być im ograniczana czy dozowana (zob. „I Bóg stworzył seks” oraz „Seks — wstydliwa potrzeba czy Boży dar?”). Nostradamus na pewno w jednym miał rację — koniec świata nastąpi. Nic nowego nie wymyślił. Przed nim koniec zapowiadało już Pismo Święte. Jednak wśród znaków tego końca Biblia nie wymienia ani czarnego papieża, ani czarnego prezydenta; wymienia natomiast zanik wiary1, wojny i wieści o wojnach2, seksualne rozpasanie3, atak na instytucję małżeństwa4 i wiele innych. Tych problemów nie rozwiąże jednak żaden człowiek. Kres położy im dopiero powrót Jezusa Chrystusa, prawdziwego Zbawiciela świata. Stare się skończy i nastanie coś zupełnie nowego. I to dopiero będzie zmiana, której powinniśmy oczekiwać.
1„Tylko czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk 18,8).
|
| « poprzednia | następna » |
|---|


