| Lekceważone znaki (ZC 9/09) |
| Wpisany przez Błażej | |||
Czy popsuta pralka może mieć coś wspólnego z końcem świata? Okazuje się, że może.W wakacje „niespodziewanie” zepsuła się nam jedenastoletnia pralka, tak nie do naprawienia. Trzeba było kupić nową. Niby nic takiego, ale zawsze to kolejny wydatek i to w okresie, w którym pieniądze rezerwuje się raczej na co innego. Właściwie to nie powinienem być tym zaskoczony, od jakiegoś czasu dawała już bowiem sygnały, że coś z nią nie tak: a to nie odwirowywała wody, a to nie chciała jej pobierać, omijała pewne fazy prania lub zatrzymywała się w połowie programu. Wiedziałem, że jej koniec jest bliski, a jednak dałem się zaskoczyć. Kto z nas nie zna takich sytuacji — czy to ze sprzętami, których używamy, czy nawet z własnym organizmem, który różnymi bólami daje nam znaki, że czas na wizytę u lekarza. Wiemy o tym, a i tak nie robimy tego, co należy. A potem bywa już za późno. Pralka to może przykład trywialny. Zdrowie — już poważniejszy. Nie o przykład jednak chodzi, a o istotę problemu — umiejętność rozpoznawania znaków zwiastujących pewne wydarzenia. Już Jezus zwracał na to uwagę swoich słuchaczy: „Wieczorem mówicie: [Będzie] piękna pogoda, bo niebo się czerwieni; rano zaś: Dziś burza, bo niebo się czerwieni i jest zasępione. Wygląd nieba umiecie rozpoznawać, a znaków czasu nie potraficie?”1. Zagadnieniu temu poświęcony jest okładkowy artykuł Olgierda Danielewicza „Barbarzyństwo powróci”. Autor omawia w nim tragedie XX wieku, barbarzyństwo na masową skalę; zastanawia się, co do nich doprowadziło, czy były jakieś symptomy, które je poprzedzały, oraz czy to wszystko może się jeszcze powtórzyć, czy już dziś nie widać jakichś znaków nadchodzącej katastrofy. Choć Danielewicz tego nie porusza, to niektóre stwierdzenia jego artykułu niemal idealnie pasują do biblijnych zapowiedzi powrotu Chrystusa i końca świata, tak zwanych znaków czasu. Ludzkość ma problem z umiejętnością rozpoznawania znaków zwiastujących nadchodzące tragedieW artykule czytamy na przykład, że „niewyobrażalne barbarzyństwo, jakiego doświadczyła ludzkość w XX wieku, musiało wpłynąć na stępienie wrażliwości całych społeczeństw”. Dwa tysiące lat temu mówił już o tym Jezus: „ponieważ bezprawie się rozmnoży, przeto miłość wielu oziębnie”2. Zapowiadał to również apostoł Paweł, pisząc, że czasy ostateczne będą trudne, „ludzie bowiem będą (...) bez serca, nieprzejednani (...) okrutni”3. W innym miejscu artykułu okładkowego czytamy, że cała historia ubiegłego wieku „mieści w sobie tyle nieszczęść (...) że czasem czujemy ciężar zabitych (...) błąkających się jak widma po naszych miastach i domagających się sprawiedliwości”. Jak bardzo słowa te podobne są do symbolicznych stwierdzeń Księgi Apokalipsy, o duszach zabitych za głoszenie Słowa Bożego, które „wołały donośnym głosem: Kiedyż, Panie święty i prawdziwy, rozpoczniesz sąd i pomścisz krew naszą na mieszkańcach ziemi?”4. Wszyscy kiedykolwiek zamordowani z powodu innego koloru skóry, innej rasy, innego wyznania czy innych poglądów, czy w ogóle bez powodu — domagają się sprawiedliwości, domagają się pamięci; również pamięci o wydarzeniach, które doprowadziły do ich śmierci, o tym jak i dlaczego do nich doszło. Domagają się tego nie tylko ze względu na siebie, ale również ze względu na następne pokolenia, by nie musiały doświadczać tego samego. Danielewicz zwraca uwagę na potrzebę rozumienia historii i ostrzeżeń, które z niej płyną. Dokładnie do tego samego wzywa chrześcijan Biblia — by nie lekceważyli nauk płynących z historii Żydów: „A to wszystko na tamtych przyszło dla przykładu i jest napisane ku przestrodze dla nas, którzy znaleźliśmy się u kresu wieków”5. W innym miejscu autor porusza kwestię zagrożeń płynących z rozwoju technologii. I o tym mówi Biblia, zapowiadając, że „ziemia spustoszona będzie dla obywateli swoich, dla owocu wynalazków ich”6. Artykuł wypomina również współczesnej cywilizacji zachodniej duchową pustkę spowodowaną erozją teologii i upowszechnieniem idei końca religii. To też było zapowiedziane dawno temu przez Jezusa, który ubolewając nad stanem duchowym ostatniego pokolenia, pytał retorycznie: „Tylko czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”7. Po analizie tragedii wieku XX autor przechodzi do analizy sytuacji aktualnej, zwłaszcza obecnie toczonych konfliktów, dostrzegając w nich zarzewie bardzo prawdopodobnego kolejnego konfliktu globalnego — tytułowego powrotu barbarzyństwa. Dokładnie tak widział to Jezus. W Ewangelii Mateusza czytamy, jak uczniowie prosili Go: „Powiedz nam (...) jaki będzie znak twego przyjścia i końca świata?”8. A Jezus odpowiedział im: „(...) usłyszycie o wojnach i wieści wojenne (...). Powstanie bowiem naród przeciwko narodowi i królestwo przeciwko królestwu (...). Wtedy wydawać was będą na udrękę i zabijać was będą (...) dla imienia mego (...) nastanie wielki ucisk, jakiego nie było od początku świata aż dotąd, i nie będzie”9. Nie tylko wojny, nienawiść i przemoc miały być znakami czasów ostatecznych, ale również kataklizmy przyrodnicze. Wszystko to miało budzić lęk całych narodów. Jezus zapowiadał: „I będą znaki na słońcu, księżycu i na gwiazdach, a na ziemi lęk bezradnych narodów, gdy zahuczy morze i fale. Ludzie omdlewać będą z trwogi w oczekiwaniu tych rzeczy, które przyjdą na świat, bo moce niebios poruszą się”10. Kto wie, czy ostatnie słowa tego tekstu nie odnoszą się do wspomnianej w artykule postępującej militaryzacji kosmosu? Chociaż wypełnanie się znaków czasu może budzić obawy i napawać lękiem, nie taki był cel ich podania. Chodziło raczej o to, by przypominały o najdonioślejszej obietnicy, jaką pozostawił nam Jezus — obietnicy Jego powrotu i naprawienia wszystkiego, co zepsuliśmy. W podsumowaniu mowy o znakach czasu Jezus powiedział: „A gdy się to zacznie dziać, wyprostujcie się i podnieście głowy swoje, gdyż zbliża się odkupienie wasze”11. Andrzej Siciński
1 Mt 16,3 Biblia Tysiąclecia.
|
| « poprzednia | następna » |
|---|


