| Wędrująca apokalipsa (ZC 07-08/10) |
| Wpisany przez Andrzej Siciński | |||
Coś ewidentnie dziwnego dzieje się ze światem w ogóle, a z naszym krajem w szczególności. W niereligijnej prasie coraz częściej zdarzają się tytuły w stylu: Nadchodzi apokalipsa, Czyżby koniec świata? itp. Czy nadal będziemy się tylko temu wszystkiemu dziwić, czy może zaczniemy się wreszcie zastanawiać, o co w tym chodzi?Poświęcając felieton wstępny lutowych „Znaków Czasu” zagadnieniu katastrof i temu, czy są one dziełem natury, czy tak zwanym dopustem Bożym, nawet nie przypuszczałem, że tak szybko przyjdzie mi do tego tematu powrócić. Wtedy kontekstem było tragiczne trzęsienie ziemi na Haiti, ale od tego czasu u nas w kraju mamy klęskę za klęską — katastrofa prezydenckiego samolotu, powódź majowa, powódź czerwcowa, osunięcia ziemi dewastujące całe miejscowości; dotknęła nas nawet, niczym w biblijnym Egipcie, plaga komarów. W lipcu i sierpniu nadejdą kolejne klęski. Na pewno jakaś część Polaków poniesie klęskę wyborczą, kiedy ich kandydat nie zostanie wybrany na prezydenta. Zwycięzcy też chyba ów sukces smakować nie będzie, bo kraj po powodziach raczej ochoty na świętowanie nie ma. Można się również spodziewać klęski cenowej, zwłaszcza na produkty żywnościowe. Lekko w każdym razie nie będzie. W mediach coraz częściej czyta się i słyszy o jakiejś wędrującej po Polsce apokalipsie, co zapewne ma być luźnym, aczkolwiek dającym do myślenia nawiązaniem do opisanych w ostatniej księdze Pisma Świętego plag, jakie mają dotknąć grzeszną ludzkość przed końcem świata. Ludzie mówią, że już Bóg nas chyba opuścił; że żyjemy w miejscu przeklętym. Takie słowa wypowiadane przez zwykłych Polaków, skądinąd znanych ze swej religijności, muszą dziwić. Dziwią nie tyko słowa wątpliwości, ale też dziwna „bierność” Pana Boga wobec klęsk spadających na tak religijny i rzekomo oddany Mu naród. Jaskrawym dowodem tego oddania są przecież z upodobaniem transmitowane przez telewizję publiczną i telewizje prywatne wielogodzinne relacje ze świąt religijnych, nabożeństw, pielgrzymek, beatyfikacji itp. z udziałem setek tysięcy rodaków. Powtarzam więc pytanie z lutego: czy te klęski to tylko dzieło ślepej natury, czy dopust Boga mimo wszystko niezadowolonego z naszego stanu ducha, czy może wręcz jakiś rodzaj kary? Zaraz, zaraz... Jaki dopust? Jakiej kary? — już słyszę te protesty współczesnych zwolenników swoistej religijnej, na wzór politycznej, poprawności. Bóg jest od miłowania, a nie karania. Czyżby? Ja bym raczej powiedział, że od jednego i drugiego. Czytelnicy Biblii doskonale znają historie potopu, Sodomy i Gomory, plag egipskich, upadku Jerycha, trzyipółletniej suszy w Izraelu w czasach proroka Eliasza. Wszystkie te nieszczęścia spadały na ludzi na skutek ich konsekwentnego trwania w grzechu i odstępstwie religijnym. Celem tych klęsk było doprowadzenie do odwrócenia sytuacji, skłonienia ludzi do zastanowienia się nad sobą, zrozumienia i wyznania swych win, powrotu do prawdziwego Boga; a gdyby to nie nastąpiło — to położenie kresu nadmiernie panoszącemu się złu. W pewnym sensie nie dziwię się jednak temu, że obraz Boga, który nie tylko miłuje, ale również karze, jest dziś nieatrakcyjny. No bo jakie faktycznie mamy obecnie społeczeństwo? Rodzicom w niektórych krajach odebrano już prawo wychowywania własnych dzieci. Można odnieść wrażenie, że mają je tylko „hodować” — ubierać, pielęgnować, dawać jeść, płacić za naukę. Nie wolno im natomiast ich wychowywać — zwracać im uwagę, podnosić na nie głos, dyscyplinować, karcić. Dzieciom wolno wszystko, rodzicom — nic. Szwecja już tak ma, a my na tę drogę dopiero wchodzimy. Ponieważ Biblia ukazuje Boga jako rodzica swoich ziemskich dzieci, można próbować doszukać się tu pewnej analogii. O ile dawniej nie było problemu z akceptowaniem faktu, że Bóg w przeszłości wielokrotnie karcił swoje bardzo, ale to bardzo nieposłuszne ziemskie dzieci, o tyle nowomodna, religijnie poprawna teologia — taka kierująca się nie Słowem Bożym, ale oczekiwaniami większości współczesnych czytelników — odbiera dziś Bogu do tego prawo. Bóg ma dawać ludziom to, czego potrzebują. Broń Boże posyłać proroków, którzy by ich karcili, gromili i napominali! Żadnych wychowawczych dopustów Bożych, bo to mogłoby być dziś źle widziane. A jeśli już się zdarzą jakieś nieszczęścia, katastrofy, konflikty czy kataklizmy — to zwalmy wszystko na przypadek, naturę lub Ruskich. Bóg ma nas tylko kochać, a w końcu wszystkich bez wyjątku zbawić. Nie wiem jak nasi Czytelnicy, ale ja dziękuję za taką teologię, i przy okazji za takie wychowanie też. Andrzej Siciński
|
Rubryki stałe
Dystrybucja
Hity
Książka roku 2011 Obiecująca Przyszłość to książka o nadziei dla Ciebie i Twoich dzieci.


