| Skrzywiona twarz Polaka |
| Wpisany przez Maciej Strzyżewski | |||
Polacy nie potrzebują wrogów. Zniszczą się sami w imię walki o słowa i pawlakowe trzy palce ziemi.Jako naród mamy wspaniałe tradycje gościnności. Nasze mamy, babcie, ciocie potrafią zatulić swoich gości niemalże na śmierć. Obcokrajowcy są zachwyceni naszym ciepłem, serdecznością, potrawami i urodą polskich dziewcząt. Lubimy słuchać, gdy nas za to chwalą. Niestety, jest także druga strona rzeczywistości, w której żyjemy — nasze codzienne, nieznośne, uliczno-medialne piekiełko w relacjach polsko-polskich, kiedy goście już wyjadą. Wiecznie narzekającyCzytając w pewnej angielskiej książce charakterystyki różnych narodowości, natrafiłem na stwierdzenie, że Włosi są gadatliwi i roztrzepani, Anglicy poukładani i dumni, a o Polakach napisano, że są gościnni oraz że... na wszystko narzekają. Życie w naszym kraju lekkie nie jest. Niewątpliwie duży wpływ na naszą egzystencję ma klimat, w jakim przyszło nam żyć. Mój znajomy po niedawnym powrocie z Teneryfy powiedział jedno wymowne zdanie: „Zastanawiam się, po co przez 60 lat człowiek tak męczy się z tymi wszystkimi deszczami, wiatrami, mrozami i brakiem słońca”. Pomijając huśtawkę pogodową, to wielu ludzi ma obiektywnie ciężką sytuację materialną. Muszą włożyć dużo wysiłku, aby przeżyć od pierwszego do pierwszego. To nie oni jednak czynią z nas lidera europejskiego malkontenctwa. Opinię wyrabia nam spora część naszego społeczeństwa, której powodzi się całkiem dobrze, a która z jakiegoś powodu przesiąknięta jest różnego rodzaju lękami, podejrzliwością, zawiścią, zazdrością, uprzedzeniem oraz podwójną moralnością. Oni zatruwają atmosferę. W naszych biurach, sklepach, szkołach i firmach jesteśmy nerwowi i nieprzyjemni. Rekordy braku kultury i taktu biją komentarze internetowe. Zazwyczaj pod przybranym nickiem bardzo inteligentni czytelnicy wygłaszają cynicznie bystre opinie, których nigdy nie wypowiedzieliby głośno na forum czy bezpośrednio osobie zainteresowanej, gdyż byliby uznani za aroganckich i nieokrzesanych. Sławomir Mrożek bardzo cierpiał z powodu tych naszych skłonności do źle pojętej szczerości i otwartości. Mieszkając w Meksyku, powiedział, że nie chce wracać do Polski, bo się boi, że po wyjściu z domu spotka na ulicy polskiego chama. Szczególnie dużo emocji wzbudza polityka. Czujemy się w tej dziedzinie wyjątkowymi ekspertami i znawcami. Wielu z nas gotowych jest oddać życie za swoje zdanie, co sprawia, że noże nieustannie latają w internecie, prasie, radiu, telewizji, na ulicach oraz w naszych własnych mieszkaniach. To nie jedyna nasza domena. Oprócz tego jesteśmy lekarzami, mechanikami, sędziami, a ostatnio jeszcze specjalistami od tragedii smoleńskiej. W naszej opinii politycy są oszustami i złodziejami, lekarze niedoukami, mechanicy partaczami. Myślimy tak o innych, a inni myślą tak o nas. Uważamy, że mamy uzasadnione powody do bycia niezadowolonymi, więc chodzimy skrzywieni. Nie ma jednak usprawiedliwia dla braku uśmiechu i bycia niemiłym, zgorzkniałym człowiekiem. Na Zachodzie też odbywają się kampanie wyborcze. Po wyborach jednak naród jednoczy się wokół prezydenta czy premiera. Stąd siła społeczeństw, które to rozumieją. Nasze kampanie trwają nieustannie — przed wyborami i po wyborach. Dzielenie włosa na czworo i przecedzanie komara pochłania nas bez reszty. Wielu ludzi jednoczy się w krytyce. Nie czują się wówczas osamotnieni. Pocieszają się tym, że są osoby, które myślą tak samo jak oni. Puszczają sobie w głowach filmy na temat upatrzonych osób, a czym gorszy scenariusz, tym lepiej, bo wyzwala więcej energii. Zapalają się od ognia, który sami podkładają. Królują wśród nich teorie spisku. Uciekajmy od ludzi, którzy tak funkcjonują, bo wkrótce też będziemy mieli kłopoty ze snem i nieustanny ból głowy. Można inaczejWydaje się, że wystarczy przekroczyć granicę naszego państwa w którymkolwiek kierunku, a natychmiast spotykamy ludzi pogodnych, życzliwych i uśmiechniętych. To, jak może wyglądać wysokiej jakości komunikacja międzyludzka, szczególnie dobrze widać w anglosaskich filmach obyczajowych. Jak przyjemnie czyta się komentarze na portalach anglojęzycznych. Można się z nich nauczyć, że nawet posiadając inne zdanie, można je wyrażać w sposób niepalący mostów. Udane kontakty z drugim człowiekiem wspominają szczególnie ci Polacy, którzy wracają z emigracji. Chwalą i mile wspominają swoich sąsiadów oraz pracodawców. Niestety, to, czego doświadczają, trudno opisać i wyjaśnić. To trzeba zobaczyć. Potrzebny jest do tego społeczny wzrok, który pozwoli te niuanse dostrzec. Nowe pokolenie wygląda na zdrowsze. Młodzież nie ma już uprzedzeń do Rosjan, Niemców, Rumunów czy Żydów, chyba że rodzice zdążyli przekazać jej „prawdę historyczną” na temat innych. Młodzi ludzie czują się częścią międzynarodowej rodziny. Mają plany i marzenia. Są pokoleniem pokoju i współpracy. Wiele osiągną. Najmniej obciążeń mają jednak dzieci. Tak samo lubią zarówno tych wysokich, jak i niskich, ładnych i brzydkich, uczciwych, jak i tych, którym kiedyś noga się powinęła. Kredyt zaufania stwarza warunki do rozwoju. Bądźmy jak dzieci w naszych codziennych relacjach z ludźmi. Czasami stracimy na naiwności, ale znacznie więcej zyskamy. Ufajmy innym. Nikomu nie zarzucajmy złej woli. Bądźmy bezinteresowni. Pomagajmy tym, którym ciężko. Mniej mówmy, więcej róbmy. Pamiętajmy i szanujmy polityków, dzięki którym dzisiaj możemy żyć w pokoju. To oni musieli kiedyś podejmować trudne decyzje, z którymi nikt z nas nie chciałby się zmierzyć. Bądźmy wdzięczniI cieszmy się, że w domu mamy ciepło, że jeździmy ładnymi samochodami, a nasze dzieci chodzą do kolorowych szkół z pięknymi salami gimnastycznymi, w których dostają owoce i soki. To nie jest takie oczywiste. Większość ludzi na świecie nie ma takiego przywileju. Cieszmy się Polską. Nie wstydźmy się dobrze o niej mówić. Wytoczmy wojnę malkontentom i maruderom. Skupmy się wszyscy na budowaniu, bo od burzenia lepiej nam nie będzie. Niech na naszych ulicach gości uśmiech i wielkoduszność. Zanim się ożeniłem, bardzo często kłóciliśmy się z moją dziewczyną. Nieporozumienia wybuchały z powodu najbardziej błahych spraw. Z perspektywy czasu widzę, jak żałosne musiało to być dla osób, które nas obserwowały. Pewnego dnia byliśmy na spacerze z naszym wspólnym przyjacielem. W jego obecności rozpoczęliśmy jedną z naszych głupawych kłótni. Nagle Piotr z serdecznym uśmiechem przerwał nam, mówiąc: „Kochani! Po co w kółko sobie coś udowadniacie. Przecież to nie ma żadnego znaczenia dla ludzkości”. To jedno zdanie piętnaście lat temu otworzyło nam oczy na naszą głupotę. Od tamtej pory się nie kłócimy. Zachęcam wszystkich do zrobienia tego samego. Maciej Strzyżewski
|


