Szczęśliwy mózg altruisty (ZC 03/11)
Wpisany przez Beata Frańczak   

Pieniądze szczęścia nie dają, chyba że... wydajemy je na potrzeby bliźnich. Czyżby typowa retoryka na chwilę przed kościelną kolektą? Nic podobnego! Do takiego wniosku coraz częściej dochodzą psycholodzy.

Naukowcy z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie oraz z Harwardzkiej Szkoły Biznesu w USA postanowili sprawdzić, czy wysoki stan konta bankowego przynosi radość życia jego właścicielowi. Czy faktycznie tylko ludzie bogaci złapali przysłowiowe szczęście za nogi i tym samym osiągnęli ten jakże ulotny i poszukiwany cel — spełnione i radosne życie? Wyniki ich pracy opublikowane w czasopiśmie „Science” mogą wydawać się zaskakujące, zwłaszcza dla tych, którzy wierzą, że raj na ziemi zapewnią im wszelkie dobra materialne, jakimi tylko kusi świat mediów, biznesu i wielkich korporacji. Po raz kolejny okazuje się to ułudą, tym razem w świetle nauki. Jak widać, niekoniecznie wiara musi być przeciwieństwem „szkiełka i oka”.

Poprawianie nastroju

Do badań zaproszono grupę 632 Amerykanów. Psycholodzy oceniali u każdej osoby poziom odczuwanego szczęścia, roczny dochód oraz miesięczne wydatki na jedzenie, rachunki, rzeczy dla siebie, prezenty dla znajomych, cele charytatywne. W ten sposób wyliczono, że średnio na swe utrzymanie ochotnicy wydali 1714 dolarów, a na innych — 146 dolarów. Uczeni porównali obie rubryki u każdego z badanych. Okazało się, że ci, którzy w stosunki do zarobków wydawali na innych najwięcej, byli najbardziej szczęśliwi. Naukowcy uznali więc, że ludzie, którzy dostaną nieoczekiwany zastrzyk gotówki, powinni poczuć się jeszcze lepiej, zwłaszcza jeśli przeznaczą część tych pieniędzy na innych. Tezę tę przetestowali na 16 pracownikach banku. Miesiąc przed miłą finansową niespodzianką w wysokości 5 tys. dol. badani określili swój pozom szczęścia i dochód roczny. Po dwóch miesiącach od otrzymania pieniędzy musieli znów określić swe samopoczucie, a także wyznać, ile wydali i na kogo. Po analizie ich wypowiedzi naukowcy stwierdzili, że czynnikiem zdecydowanie poprawiającym nastrój bankierów były zachowania prospołeczne. Potwierdzono więc, że sposób, w jaki wydajemy swe pieniądze, jest nie mniej ważny od tego, ile zarabiamy.

Sceptycy mogliby powiedzieć, że to nie obdarowywanie innych daje szczęście, ale to ludzie szczęśliwi częściej robią innym prezenty. I tę możliwość badacze rozważyli. Przeprowadzili jeszcze jeden eksperyment, który dał także odpowiedź na intrygujące pytanie: ile kosztuje jednodniowe szczęście? 46 osób poproszono z samego rana, żeby oceniły swoje samopoczucie. Następnie wręczono im koperty, w których było 5 lub 20 dolarów. Losowo podzieleni na dwie grupy mieli je wydać do godziny 17. Części badanych polecono zapłacić jakiś rachunek lub sprawić sobie mały prezent. Pozostałych poproszono o kupienie upominku znajomemu lub o przeznaczenie pieniędzy na cele charytatywne. Wieczorem uczestnicy doświadczenia ponownie określili swe samopoczucie. Okazało się, że nastrój badanych poprawiało wydanie pieniędzy, nawet 5 dolarów, na upominek dla znajomego. Za to ci, którzy wydali pieniądze na własne potrzeby, czuli się dokładnie tak samo jak przed otrzymaniem koperty.

Psycholodzy i socjolodzy zaobserwowali również, że mimo znaczącego wzrostu w ciągu ostatnich dekad stanu posiadania mieszkańców krajów rozwiniętych, poziom szczęścia jest taki sam jak pół wieku temu. Autorzy pracy zamieszczonej w „Science” twierdzą nawet, iż sama myśl o tym, że mamy pieniądze, wywołuje mniejszą ochotę do pomagania innym i co gorsza — do spędzania czasu w towarzystwie znajomych. Czyżby bezwiednie woda sodowa uderzała nam do głowy? To prawda, że ludzie szczęśliwi stają się bardziej towarzyscy i skłonni do pomagania innym. Szczęście poprawia ich samoocenę i stosunek do otoczenia, zwiększa umiejętności rozwiązywania konfliktów i wzmacnia system odpornościowy. Ludzie szczęśliwi tworzą bardziej udane związki, dobrze wiedzie się im w życiu zawodowym, a do tego żyją dłużej i są zdrowsi.

Jak tabliczka czekolady

Około 50 proc. naszego ogólnego stanu zadowolenia jest zdeterminowane genetycznie i nie możemy niczego zmienić. Kolejne 10 proc. zależy od uwarunkowań społecznych (wykształcenie, dochody, stan cywilny), na które mamy ograniczony wpływ. Natomiast aż 40 proc. pozostaje w ścisłym związku z naszym codziennym zachowaniem oraz sposobem myślenia o sobie i innych. Przyczyna tego, jak się wydaje, jest głęboko zakorzeniona w naszych umysłach. Neuroekonomista William Harbaugh wraz z kolegami z Uniwersytetu Stanu Oregon rozdał ochotnikom po 100 dolarów na wirtualnym koncie bankowym i rozpoczął monitorowanie pracy ich mózgów za pomocą tomografów. Uczestnicy eksperymentu zobaczyli, jak część ich pieniędzy zostaje przekazana w postaci obowiązkowego podatku na rzecz fundacji charytatywnej, po czym zapytano ich, czy chcą podarować jakąś część pozostałej kwoty także na cel dobroczynny. Badania tomograficzne ujawniły, że podczas gdy badani widzieli, jak ich pieniądze przekazywane są potrzebującym, dwa obszary mózgu, jądro ogoniaste i jądro półleżące, były szczególnie aktywne, przy czym aktywność ta wzrastała, gdy badani przekazywali pieniądze dobrowolnie. Te dwa rejony mózgu aktywizują się, gdy zaspokajamy nasze podstawowe potrzeby — jemy coś smacznego lub słyszymy komplement, co sugeruje istnienie bezpośredniego neurologicznego związku między pomaganiem innym a odczuwaniem szczęścia. Stąd wniosek, że pomagając innym, pomagamy tak naprawdę sobie, bowiem nasze altruistyczne działania oddziałują bezpośrednio na mózg, który wytwarza poczucie zadowolenia.

Stara prawda w nowych szatach

Ewolucjonista dostrzeże w powyższych wywodach dowód na organiczne przystosowanie ludzkiego mózgu do życia społecznego, zwolennik teorii egoistycznego genu będzie podziwiał niesamowity spryt tej bezdusznej poniekąd cząstki ludzkiej materii, ale kreacjoniści ceniący Biblię jako objawiono Słowo Boże pomyślą zapewne: nic nowego pod słońcem! Gdyż biblijne księgi, których rodowód ginie w dziejowej pomroce, pełne są przykładów, zachęt i mocnych apeli wzywających rodzaj człowieczy do postaw, czynów i ogólnie życia wypełnionego wszelkiego rodzaju dobroczynnością. I po cóż to wszystko? Ludziom ku udręce, a Panu Bogu ku swoistej uciesze? Bynajmniej. Apostoł Paweł pisze: „Ani też nie służy mu się [Bogu] rękami ludzkimi, jak gdyby czego potrzebował, gdyż sam daje wszystkim życie i tchnienie, i wszystko”1. I także wszystko, czego Stwórca od nas wymaga, służy w ostatecznym rozrachunku naszemu szeroko rozumianemu dobru. Od najmniejszej rady dotyczącej spożywanej żywności po niezmienne przykazania dekalogu nakazy niebiańskiego Ojca zakończone są zwykle następującą argumentacją: „Wykonujcie moje ustawy i przestrzegajcie moich praw, i wypełniajcie je, a będziecie mieszkać na ziemi bezpiecznie”2; „(...) aby dobrze było tobie i twoim synom po tobie i abyś długo żył na ziemi”3; „(…) aby się wam dobrze powodziło”4. Sam Jezus Chrystus przez całe swe życie nieustannie udowadniał, że dając, służąc i dzieląc się z bliźnim, otrzymuje człowiek od samego Boga jeszcze więcej, a przy tym żyje z Nim w bliskiej i serdecznej zażyłości. A taka bliskość z Absolutem musi z natury rzeczy produkować w mózgu całą masę pozytywnych emocji. I to nawet wtedy, gdy warunki naszej materialno-cielesnej egzystencji są dalekie od ideału. Poświadcza to Dawid słowami: „Wlałeś w me serce większą radość, niż kiedy ma się obfitość zboża i wina”5.

Wygląda na to, że współczesny człowiek zmierza w poszukiwaniu swego eldorado w dokładnie odwrotną stronę. A kto, jeśli nie jego Konstruktor, ma wiedzieć lepiej, gdzie powinien się udać, by znaleźć prawdziwe szczęście i trwałą satysfakcję? Dlatego wzywa zagubionych i pokaleczonych w meandrach życia synów i córki słowami odwiecznej mądrości: „Chodźcie, zawróćmy do Pana! On nas rozszarpał, On nas też uleczy, zranił i opatrzy nasze rany! (…). Starajmy się więc poznać, usilnie poznać Pana; że go znajdziemy pewne jest jak zorza poranna i przyjdzie do nas jak deszcz, jak późny deszcz, który zrasza ziemię!”6; „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie je mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje podkopują i kradną; ale gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie podkopują i nie kradną. Albowiem gdzie jest skarb twój — tam będzie i serce twoje”7.

Beata Frańczak

1 Dz 17,25.
2 Kpł 25,18.
3 Pwt 4,40.
4 Pwt 5,33.
5 Ps 4,8.
6 Oz 6,1.3.
7 Mt 6,19-21.

[W artykule wykorzystano publikacje: Szczęście kosztuje tylko pięć dolarów Margit Kossobudzkiej, „Gazeta Wyborcza” z 21.03.2008, oraz Altruiści są szczęśliwsi Richarda Wisemana, „Newsweek” z 03.10.2010].
Komentarze (0)
Napisz komentarz
Twoje dane kontaktowe:
Komentarz:
  przewiń na górę ^