| Dojrzeć sens w zniszczeniu (ZC 02/10) |
| Ed Dickerson | |||
„Wszystko ma swój czas, jest czas burzenia i czas budowania” — pisze mędrzec Salomon. Czas burzenia nawiedził w ubiegłym miesiącu Haiti, gdy na wyspie potężnie zatrzęsła się ziemia. Czas burzenia dotknął też wcześniej Kalifornię, gdy szalejące pożary trawiły wszystko na swej drodze. Jak w zniszczeniu odnaleźć twarz dobrego Boga?Tamtej sobotniej nocy 20 października 2007 roku nadszedł czas niszczenia. Nieopodal miasteczka Piru w kalifornijskim kompleksie leśnym Angeles National Forest wybuchł pożar. Wiatry wiejące z prędkością 80 km/h wkrótce rozniosły go po powierzchni 200 ha. Rankiem następnego dnia zarejestrowano wiatry dochodzące lokalnie do 174 km/h, poniżej górskich przełęczy podmuchy osiągały prędkość „zaledwie” 137 km/h. Zerwane linie energetyczne wznieciły miejscami nowe zarzewia ognia. W kilku przypadkach władze podejrzewały podpalenie, źródło wielu innych pozostaje nieznane. Abstrahując od przyczyn, dodatkowe pożary pokryły niebawem obszar kilkudziesięciu hektarów między Los Angeles a granicą meksykańską. Największy ogień szalał w rejonie San Diego. Pędzone wiatrem płomienie mknęły kanionami, wąwozami, przekraczały autostrady, wspinały się po górskich stokach, obejmując zasięgiem niemal 200 tys. ha i pożerając wszystko, co tylko stanęło im na drodze. Pół miliona ludzi na wszelki wypadek opuściło swoje domy. Żywioł pochłonął 14 ofiar śmiertelnych, dwa tysiące domów mieszkalnych i spowodował straty w wysokości wielu miliardów dolarów. Dziesiątki strażaków odniosło oparzenia. Jak ostrzegał mędrzec Salomon1, był to czas zniszczenia. Ale dlaczego?Jak to zniszczenie wyjaśnić rodzinie przeszukującej zgliszcza, które pozostały z ich domu? Budowali go wiele tygodni, spłacali latami. Był skarbnicą marzeń, nadziei, wspomnień i pamiątek. Bawiły się w nim dzieci, rodzina spożywała razem posiłki, okazywała sobie miłość. Piękne, funkcjonalne, szczęśliwe miejsce. A teraz popielisko. My, ludzie, na ogół nie lubimy zniszczenia. Nazywamy je bezsensownym, a mimo to się przecież zdarza. Szukamy więc jego przyczyn, racji. Przeraża nas świadomość, że możemy nasz czas, pieniądze, nadzieje i wysiłki inwestować w coś, co bez dania racji może nam być nagle zabrane. Nie, nie widzimy w destrukcji nic miłego — bez względu na to, czy spada z nagła, czy też się jej spodziewamy — i czynimy usilne starania, żeby do niej nie doszło. Jest w tym wszystkim coś irracjonalnego. Natura czy dopust Boży?W ostatnich czasach proces przypadkowej destrukcji naukowcy wynieśli do rangi prawa natury, do zasady zwanej entropią. Otóż mówi ona, że z biegiem czasu wszystko zmierza ku dezorganizacji, rozpadowi, rozkładowi. Na przykład jeśli postawimy w zamkniętym pomieszczeniu flakon z perfumami, będziemy mieć dwie w dużej mierze odrębne substancje: znajdujące się w ampułce pachnidło oraz powietrze wypełniające salę. Te dwie substancje cechuje znaczny stopień wewnętrznej organizacji. Niemniej nawet bez pomocy wentylatora, który by mieszał cząstki powietrza, perfumy z czasem powolutku wydostaną się z buteleczki i rozejdą po pokoju. Te dwa zorganizowane, oddzielne układy zmiksują się i ich uporządkowanie zostanie poddane randomizacji2. Tak samo ogień, który przedziera się przez drzewa i zarośla i redukuje je do składników chemicznych, po prostu sprowadza zorganizowane formy życia z ich oddziałującymi na siebie nawzajem komponentami na powrót do prostszego, mniej uporządkowanego, martwego stanu. Albo gdy pali się dom, wówczas całe starannie wykonane ułożenie drewna i szkła, płytek i dywanów, hydrauliki i instalacji elektrycznej, dzięki którym tym żywym, wygodnym otoczeniem dobrze się sterowało — bach! i znika. Mówiąc prościej, naukowcy radzą nam się do tego „przyzwyczaić, bo takie rzeczy się zdarzają”. Tyle że nam to nie wychodzi. Są też tacy, który proponują inne wyjaśnienie. Nazywają je dopustem Bożym. Nasz rozum jednak nie godzi się na takie określenie. Kiedy wiatr zrywa linię energetyczną, powodując ogromny pożar, to czy sprawcą jest Bóg? Kiedy zderzają się masy gorącego i zimnego powietrza, wywołując trąbę powietrzną albo burzę pociągającą za sobą gołoledź, niszcząc domy, przewracając drzewa, zrywając linie elektryczne i zbierając krwawe żniwo w ludziach — to czy sprawcą takich zajść jest Bóg? Jak to pogodzić z wyobrażeniem na temat Bożej miłości? Czy Bóg niszczy? Wielki paradoksOto jeden z największych paradoksów naszego istnienia. Z jednej strony naukowcy mówią nam, jakoby zniszczenie — nagłe czy stopniowe — było wpisane we wszechświat jako taki; ma być naturalne, bezlitosne i nieuniknione. Z drugiej strony poświęcamy dużo energii na to, by odwrócić tę „naturalną kolej rzeczy”, zapobiec jej i naprawić skutki jej działania. Najwyraźniej jesteśmy słabo przystosowani do życia w świecie wyzierającej zewsząd destrukcji. Może do rzeczywistości, którą rządzi zniszczenie, nie zaadaptowaliśmy się dlatego, że zniszczeniu ulegnie sama rzeczywistość. Oczywiście, naukowcy z całego świata właśnie to przewidują. Mówią nam mianowicie, że ostatecznie entropia odniesie triumf. Wszystkie kule ognia zwane gwiazdami w końcu się wypalą, a ich ciepło rozejdzie się w nieskończonej pustce zimnej przestrzeni kosmicznej. Każde żywe stworzenie umrze, ulegnie rozkładowi, z powrotem rozpadnie się na części pierwsze. Ale dlaczego? Skoro Bóg stworzył nas, ludzi, świat, w którym żyjemy, oraz prawa, które tym wszystkim rządzą — to dlaczego tak nas uczynił, że stale musimy walczyć ze światem i jego prawami? To trochę tak jakbyśmy próbowali zdobyć Mount Everest w stroju płetwonurka. Po prostu nie jesteśmy należycie wyposażeni, aby poradzić sobie z otaczającym światem. I może tak właśnie brzmi odpowiedź. Nie do tego nas stworzono!Czy to możliwe, że tak jak nurka próbującego zdobyć Mount Everest i nas przygotowano — a może i przeznaczono — do innego świata? Świata, w którym zniszczenie i entropia nie stanowią zasadniczych elementów struktury rzeczywistości? Według Pisma Świętego pierwsi ludzie, znani nam jako Adam i Ewa, zamieszkiwali właśnie taki świat. Świat bez śmierci. Bez ulewnych deszczów powodujących erozję warstwy glebowej. Świat, gdzie zwierzęta nie zabijały siebie ani ludzi. Świat rządzony przez Stwórcę, który uczynił człowieka „na swój obraz”3 i obdarzył go umiejętnością porządkowania chaosu, tak jak On sam to zrobił, powołując do istnienia świat. Ponadto dał ludziom władzę nad całą kulą ziemską. Biblia jednak mówi też, że ten piękny świat kiedyś się skończy. Wąż powiedział Adamowi i Ewie, że jeśli nie usłuchają Stwórcy, poznają zarówno dobro, jak i zło, a oni mu uwierzyli. Wcześniej znali jedynie dobro. Odkąd jednak dali wiarę wężowi, żyjemy w epoce zniszczenia, w „czasie burzenia”. Kain zamordował Abla, do katalogu przejawów destrukcji dopisując wojnę. Każde kolejne pokolenie stopniowo podkopywało pierwotny porządek naturalny, przyczyniając się do wzrostu chaosu i zniszczenia. To wyjaśnia kłopotliwe położenie, w jakim się dziś znajdujemy. Dlatego będąc rozbitkami w królestwie bezładu i entropii, tęsknimy za tym, aby odtworzyć cząstkę tamtego pierwotnego piękna i harmonii. Choć nasi prarodzice dawno temu porzucili ów błogi świat, on nadal nas wzywa. Destrukcja nie ma w naszych oczach sensu, ponieważ Bóg tak nas stworzył, abyśmy zamieszkiwali świat od niej wolny. Grzech, rozpad, zniszczenie i śmierć to intruzi. Nie należą do tej rzeczywistości, o czym wiemy od urodzenia. Jednak póki w tym świecie żyjemy, póty musimy sobie radzić z tymi najeźdźcami. Póty będziemy patrzeć, jak ocalali opłakują ukochanych bliskich i niepocieszeni przeszukują pogorzelisko powstałe wskutek niszczycielskiego działania przyrody i innych ludzi. Co za rozpaczliwe położenie: tęsknić za Edenem i zarazem być zmuszonym egzystować tutaj! Ale jest nadziejaNa szczęście Bóg, który stworzył Eden, obiecał, że nie opuści nas w tym smutnym stanie. Tym z nas, którzy Mu ufają, zamierza oddać świat, do którego zostaliśmy przeznaczeni. Całej przyrodzie zostanie przywrócona pierwotna harmonia: „Wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, ciele i lew paść się będą pospołu i mały chłopiec będzie je poganiał”4. Bóg obiecuje, że „zła czynić nie będą ani działać na zgubę po całej świętej mej górze, bo kraj się napełni znajomością Pana, na kształt wód, które przepełniają morze”5. Kiedy nadejdzie pora odbudowy domów zniszczonych podczas szalejących w Kalifornii pożarów, pierwszą czynnością będzie wyrównanie buldożerami wszystkich zgliszczy. Paradoksalnie, zniszczenie będzie również pierwszym Bożym krokiem ku odnowie naszego świata. Bóg zetrze z powierzchni ziemi wszystkie pozostałości grzechu, które od tak dawna nękają nasz świat, wraz z zatwardziałymi grzesznikami. Biblia nazywa to „dziwnym dziełem”6, oczyszczeniem starego świata ogniem7. A kiedy się to skończy, nadejdzie czas na Bożą odbudowę. Po zniszczeniu starego świata Pan stworzy nową ziemię, nowy Eden. A wtedy „śmierci już nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już nie będzie, bo pierwsze rzeczy — stary porządek, którym rządziły zniszczenie i śmierć — przeminęły”8. Przyjdź, Panie Jezu! Ed Dickerson
[Artykuł ukazał się w „Signs of the Times”, 01/2008, tłum. Paweł Jarosław Kamiński/www.adwentysci.waw.pl. Lid pochodzi od redakcji].
|
Rubryki stałe
Dystrybucja
Znaki Czasu dostępne są także w największych salonach Już w sprzedaży!
DVD - BOHATEROWIE WIARY. Filmoteka reformacjiJedyna w Polsce taka seria filmów na DVD!
Pakiet pięciu płyt poświęconych dziejom reformacji protestanckiej w Europie, jej prekursorom i bohaterom.
W pakiecie: Na straży ognia, Jan Wyckliffe. Gwiazda Poranna, Jan Hus. Wstrząsająca, prawdziwa historia, Luter, Boży banita. Historia Wiliama Tyndala.
W sprzedaży od kwietnia!
DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ >>
Hity
Zapoznaj się z najlepszymi wieściami, jakie kiedykolwiek zostały przekazane ludzkości. Nie ma czasu do stracenia. Zacznij odczytywać znaki nadziei. Już teraz.

