Dowód na istnienie Boga (ZC 02/10)
Wpisany przez Marek Błaszkowski   

Ateistów można podzielić na dwie grupy: mocnych i wątpiących. Pierwsi mocno wierzą w to, że Boga nie ma. Drudzy nie potrafią uwierzyć, że On jest.

Dlaczego nie potrafią? Brak im dowodów. Bóg się nie pokazał, nie przemówił. Słyszą sprzeczne wypowiedzi autorytetów naukowych i przywódców religijnych.

Dyskusje z ateistami

Ateiści „mocni” odczuwają silną potrzebę misji. Oni przecież wiedzą, że Bóg to tylko „projekcja ludzkiej psychiki”, „narzędzie walki klasowej”, „myślenie życzeniowe”, „uwznioślony ojciec”, „przednaukowy zabobon”, „metoda naciągania ludzi na kasę” (niepotrzebne skreślić). Misja „mocnych” ateistów sprowadza się do wykazywania, że żadna z nauk przyrodniczych — ani chemia, ani fizyka, ani geologia — nie natrafiła na przedmiot, o którym można by powiedzieć: to jest Bóg. Ateiści „mocni” domagają się, aby im istnienie „takiego przedmiotu” udowodnić.

Teiści z kolei wskazują na racjonalność świata. Na to, że jest on dla nas zrozumiały; że świat musi mieć przyczynę i podstawę istnienia. Ateiści odpowiadają im, że racjonalność i sens nie znajdują się w świecie, ale w ludzkich umysłach. Teiści twierdzą, że Chrystus zmartwychwstał. Ateiści uważają, że to mit. Teiści na to... I tak w nieskończoność. Obie strony odbijają argumenty.

Wydaje się, że „mocnego” ateisty nie da się przekonać, ponieważ „mocny” ateista to też człowiek wierzący, tyle że on wierzy, że Boga nie ma, a wiara to poważna sprawa.

Co na to ateiści wątpiący

Ci, którzy wątpią, chcieliby otrzymać jakiś dowód na istnienie Boga. A jeśli już nie dowód w rozumieniu nauk przyrodniczych, to chociaż znak. Kiedy jednak taki znak się w ich życiu pojawi, natychmiast przybiegają ateiści „mocni” i tłumaczą, że to nie znak, ale „przypadek”, „zjawisko naturalne”, „kłamstwo”, „mechanizm psychologiczny” (niepotrzebne skreślić).

Ludzie, którzy deklarują wiarę, ale brak im miłości, potrafią podsycać sceptycyzm równie skutecznie jak „mocni” ateiści — potępianiem, pochopnym osądem.

Ostatecznie ateiści wątpiący machają na ten cały spór ręką i mówią: Czy to ważne, czy wierzę w Boga? Ważne, abym był porządnym człowiekiem. I starają się być porządnymi ludźmi.

Czy wiara wystarczy

Można odnieść wrażenie, jakoby w sporze o istnienie Boga chodziło o to, że z tego, czy w Niego wierzyliśmy, czy nie, zostaniemy rozliczeni po śmierci. Tak jakbyśmy mieli umrzeć i stanąć przed obliczem Istoty Najwyższej, i ten, kto wierzył, miałby otrzymać nagrodę, a kto nie wierzył — karę.

Ateiści (w pewnym sensie słusznie) odrzucają taką „wiarę” i uważają, że „pośmiertna nagroda” nie jest w stanie umotywować ich do wiary w coś, do czego nie są przekonani.

Tymczasem wiara w Boga nie polega na utrzymaniu do końca określonego poglądu filozoficznego i oczekiwaniu za to nagrody. Wiara nie jest poglądem filozoficznym. Jest relacją z Żywym Bogiem. Nie chodzi tylko o to, by wierzyć w (istnienie) Boga, ale o to, by wierzyć (istniejącemu) Bogu.

Życie wieczne od zaraz

Jaki sens ma wiara w transcendentną Istotę, której nie da się zobaczyć? Której istnienia nie da się w żaden niebudzący wątpliwości sposób wykazać?

Ktoś wierzy, że świat stworzył Bóg, ktoś inny, że świat wypączkował. Dlaczego akurat wiara w Boga-Stwórcę miałaby być tą właściwą? A już w ogóle do czego ta wiara miałaby być potrzebna Istocie Najwyższej? Po co Bóg miałby wymagać od nas wiary w swoje istnienie, nie dostarczając przy tym jednoznacznych dowodów?

Odpowiedź jest prosta. Wiara w Boga jako filozoficzne pojęcie nie daje zupełnie nic. Według Biblii demony też wierzą w Boga — tylko co z tego, skoro nie wierzą Bogu?1. Bóg jest miłością. Wiara w Boga jest przyjęciem oferty Jego miłości skierowanej do nas tu i teraz. Życie wieczne zaczyna się natychmiast. Jezus powiedział, że kto w Niego wierzy, ten już przeszedł ze śmierci do życia2.

Wiara żywa

Ten, kto poprzez wiarę otworzył się na relację z Żywym Bogiem, jest tej relacji świadom. Staje się nowym człowiekiem, przy czym owo stawanie się jest procesem. W ramach tego procesu zmienia się nasze zachowanie i postrzeganie świata.

Rozmawiamy z Bogiem w modlitwie i Jego obecność jest dla nas faktem. Kochamy Go, ale nie pod przymusem, miłość sama wypływa z naszego serca. W tej relacji miłości jesteśmy więc równi Bogu, bo nie jest On w stanie wymusić na nas wzajemności. Kochamy, bo chcemy, tak jak On. Uczestniczymy w obrzędach religijnych dlatego, że mają one dla nas żywą treść. Przestrzegamy Bożych przykazań, gdyż uchwytny jest dla nas sens tych przykazań.

Wiara daje nam wolność od wszelkiej presji, którą wywiera świat.

„Naukowa” weryfikacja wiary

Choć wiara jest sprawą osobistą, to trzeba pamiętać, że zawsze jest to relacja z Kimś, z drugą Istotą, najwyższą. Nie może tego doświadczyć ten, kto wiary nie posiada. Proponuję więc „wątpiącym” ateistom, aby poddali zagadnienie wiary w Boga ściśle naukowemu eksperymentowi. Aby uzyskali niebudzący wątpliwości „dowód na istnienie Boga”. Taki dowód jest możliwy.

Ponieważ chodzi o relację ściśle osobistą, nie ma innego wyjścia jak przekonać się, czy można taką relację nawiązać.

Kochani ateiści, zwróćcie się do Boga. Wyznajcie mu swoje wątpliwości, swoją niewiarę, i poproście, aby — jeśli jest — przyszedł do was. Jeśli jest, to przyjdzie. Ale jeśli Go nie ma, uzyskacie naukowe potwierdzenie swojego ateizmu. Nie bójcie się, do tylu ludzi On już przyszedł. Dlaczego was miałby ominąć?

Marek Błaszkowski

1Zob. Jk 2,19.
2Zob. J 5,24; 1 J 3,14.
Komentarze (0)
Napisz komentarz
Twoje dane kontaktowe:
Komentarz:
  przewiń na górę ^

Dystrybucja

Polecamy

  • Wielki Bój

Hity

  • Obiecująca Przyszłość

Obiecująca przyszłosćKsiążka roku 2011 Obiecująca Przyszłość to książka o nadziei dla Ciebie i Twoich dzieci.

Obiecująca Przyszłość DAVID MARSHALL