Trzy kroki ku wolności
Wpisany przez Krzysztof Kudzia   

Czy doświadczasz bezsilności i frustracji alkoholika który nie chce pić, ale nie może przestać? Czy czujesz się zniewolony w jakiejkolwiek sferze swojego życia? Czy stale się o to modlisz i masz wrażenie, że nie zostałeś wysłuchany? Oto trzy kroki niosące uzdrowienie.

Apostoł Jan w czwartym rozdziale swej Ewangelii opisuje rozmowę Jezusa z Samarytanką. Ta kobieta pragnęła szczęścia, ale nie mogła go znaleźć. Chciała prowadzić poprawne życie, dlatego pięć razy legalizowała swoje związki. Nie mam wątpliwości, że była osobą uzależnioną od relacji międzyludzkich. Dlatego tym większy był jej dramat, że jako osoba żyjąca w szóstym i to wolnym związku była społecznie wyizolowana i musiała przychodzić po wodę w godzinach południowych. Jezus nawiązuje do tego i mówi Samarytance: „Każdy, kto pije tę wodę, znowu pragnąć będzie”. Substytuty miłości, które zażywamy („ta woda”), przynoszą krótkotrwałą ulgę i często trzeba do nich wracać. „Ale kto napije się wody, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki”. Spragniona wolności od poniżenia społecznego i izolacji kobieta odpowiada: „Panie, daj mi tej wody, abym nie pragnęła i tu nie przychodziła, by czerpać wodę”. Wówczas Jezus rzecze jej: „Idź, zawołaj męża swego i wróć tutaj!”.

Czy to nie trochę dziwne? Nie mówi się ludziom, bardzo spragnionym, by poszli i zawołali mamę lub tatę… albo męża. Jezus zmienia temat. Jest albo nieczuły, albo zmierza wprost do celu. Kluczowy jest tu wiersz 24: „Bóg jest duchem, a ci, którzy mu cześć oddają, winni mu ją oddawać w duchu i w prawdzie”. O jakiej prawdzie mówi Jezus?

Krok pierwszy

Przyznaję, że jestem bezsilny wobec swojego grzechu (uzależnienia) i że przestałem z tego powodu kierować własnym życiem.

To najważniejszy krok — tzw. krok ateisty. Nie ma tu mowy o Bogu. Dotychczas bogiem był narkotyk (substytut prawdziwej miłości). Na razie nadal nim jest, lecz uzależniony odkrywa wobec niego swoją bezsilność i utratę kontroli (do tej pory myślał bowiem, że ma boga, którym może manipulować i przy pomocy którego rozwiąże problemy swojego życia).

Ludzie boją się tego kroku. Ja bałem się tego kroku. Dlaczego? Ponieważ moje ego mówiło mi tak: Jak uznasz, że jesteś bezsilny wobec grzechu, to znaczy, że nie masz nad nim kontroli i dopiero teraz pójdziesz „po bandzie”. Pamiętaj: kontrola, kontrola i jeszcze raz kontrola! Musisz się starać nad tym panować, by twoje życie całkiem nie oszalało.

Ale tu napotykamy problem. Za przekazem: mam nad tobą kontrolę stoi inny przekaz: jeśli masz nade mną kontrolę, to w takim razie możesz mnie bezpiecznie zażywać.

W czasie programu antynikotynowego wielu uczestników odwyku nosi papierosy w kieszeni albo trzyma je na telewizorze. Dlaczego? Twierdzą, że mają silną wolę i chcą udowodnić, kto jest silniejszy. Ale jeśli masz silną wolę, to po co przyszedłeś na odwyk? Trzeba było podjąć silne postanowienie i rzucić palenie w domu. Często oszukujemy się w ten sposób. Nasze uzależnione „ja” każe nam myśleć, że mamy władzę nad naszymi zniewoleniami. Tymczasem gdy „ktoś usiłuje kontrolować jakieś naprawdę uzależnione zachowanie przez podejmowanie samodzielnych i celowych postanowień, zaczyna sam sobie zadawać klęskę. Poczucie klęski wynika przeważnie z mieszanych motywacji. Jedna część woli szczerze pragnie być wolna. Druga część chce kontynuować uzależnione zachowanie. W każdym prawdziwym uzależnieniu druga część jest silniejsza, tak więc chlubne postanowienia zawodzą. Podstawową sztuczką umysłu uzależnionego jest skupienie uwagi na sile woli. (…) W pewnych momentach skłania nawet do podjęcia postanowień, aby zaprzestać. Wie dobrze, że postanowienia te prawdopodobnie nie będą skuteczne”1.

Gdzie więc jest wyjście z tej matni, owego obłędu, jaki funduje nam rozdwojone „ja”?

Kiedy Izraelici zdobywali Kanaan, musieli walczyć z wrogiem o wiele liczniejszym i silniejszym od siebie. Bóg wtedy powiedział do nich: „Gdy wyruszysz na wojnę przeciwko swoim nieprzyjaciołom i zobaczysz, że koni, wozów wojennych i wojska jest u nich więcej niż u ciebie, to nie bój się ich, gdyż jest z tobą Pan, Bóg twój, który cię wyprowadził, z ziemi egipskiej. (...) Gdyż Pan, Bóg wasz, idzie z wami, aby walczyć za was z waszymi nieprzyjaciółmi, by was wybawić”2. Historia Izraela to obrazy, ilustracje i symbole naszej duchowej walki. Czy walka z grzechem to wybawienie? Kto ma walczyć? Kto ma przejąć nad tym kontrolę?

Kiedy na królestwo Jehoszafata najechali Moabici i Ammonici, to czytamy, że było to „wielkie wojsko”, a Jehoszafat „zląkł się” i wołał do Boga: „Boże nasz! Czy ich nie osądzisz? Bo myśmy bezsilni wobec tej licznej tłuszczy, która wyruszyła przeciwko nam; nie wiemy też, co czynić, lecz oczy nasze na ciebie są zwrócone”3. Jehoszafat uznał swoją bezsilność i wyznał ją Bogu. Jaka była Boża reakcja? „Tak mówi do was Pan: Wy się nie bójcie i nie lękajcie tej licznej tłuszczy! Gdyż nie wasza to wojna, ale Boża. Nie waszą rzeczą będzie tam walczyć, ustawcie się tylko i stójcie, i oglądajcie ratunek Pana, o Judo i Jeruzalemie! Nie bójcie się i nie lękajcie! Jutro wyjdźcie przed nich, a Pan będzie z wami!”4. Ich zadaniem było stanąć na polu bitwy. Wymagało to gotowości do oddania swego życia Bogu. Była to gotowość do przezwyciężenia zagrożenia.

Wiedza o szkodliwych sutkach naszych nałogów nie daje nam mocy do tego, by z nimi zerwać. Trzeba tu czegoś więcej. Światowej sławy polski kardiochirurg zmarł niedawno na raka płuc z powodu palenia tytoniu. Wiedza, jaką miał, nie dała mu mocy.

My także mamy być pewni, że chcemy pozbyć się grzechu (naszych zniewoleń). Tylko że naszym zadaniem jest walka pionowa, a nie pozioma. Mamy walczyć o utrzymanie relacji z Bogiem, a nie walczyć z samymi grzechami poprzez kontrolowanie ich „zażywania”. Bóg wyraźnie mówi: nie wasza to wojna, ale moja. „Głównym paradoksem Pierwszego Kroku jest fakt, że uznanie całkowitej porażki przynosi zwycięstwo przemieniające życie (…). Uznanie bezsilności nad swoim nałogiem staje się jednocześnie fundamentem dla siły, która ostatecznie przełamie uzależnienie”5. Chrześcijańska pisarka E.G. White tak to ujęła: „Wszystkie zapewnienia i ślubowania uczynione w naszej mocy nic nie osiągną. Wszystkie przysięgi świata nie są zdolne złamać potęgi przyzwyczajenia. Nie wcześniej zdobywa się umiar we wszystkim, aż serce nie osiągnie odnowienia przez łaskę Bożą [pionowe połączenie — przyp. autora]. Nawet na jeden moment nie możemy utrzymać się bez grzechu. W każdej chwili jesteśmy zależni od Boga”6. Jezus powiedział: „Trwajcie we mnie, bo beze mnie nic uczynić nie możecie”7, a apostoł Paweł wyznaje: „Kiedy jestem słaby, wtedy jestem mocny”8.

W czasach Jehoszafata lepiej było być wojownikiem niż śpiewakiem, bo Jehoszafat wystawił śpiewaków w pierwszym szeregu. Co to za taktyka? Z ludzkiego i militarnego punktu widzenia Jehoszafat oszalał i popełniał polityczne samobójstwo. Ale pierwszy krok to droga wiary. I to na trzech etapach: intelektualnym (masz świadomość, że nie kierujesz już swoim życiem, ale grzech i nałogi nim kierują), emocjonalnym (grzech, alkohol, narkotyki, seks już tak nie smakują jak kiedyś; odczuwasz „dzień świstaka” — rutyna, nie ma nic zaskakującego; doły psychiczne są coraz cięższe, wyrzuty sumienia coraz dotkliwsze, a grzech zaczyna przeszkadzać); duchowym (dusza woła za wolnością, tęskni za pokojem wewnętrznym, pragnie uwolnienia; nie skupia się na tym, jak przerażające może być życie bez środka/grzechu, ale myśli o tym, jak cudowne może być życie bez zniewolenia; pojawia się zarówno lęk, jak i nadzieja).

Na początku pierwszego kroku towarzyszył mi paniczny lęk, który zawierał się w słowach: jak ja bez swojego eliksiru (ulgi) będę żył? Jest to lęk człowieka z celi więziennej. Z całych sił broniłem się przed uznaniem faktu, że jestem uzależnionym pracoholikiem. Zaniedbywanie domu, siebie i swoich potrzeb, potrzeb żony i dzieci było przecież poświęceniem się mnie, pastora, dla Boga. Cóż za doskonała wymówka i perfidna racjonalizacja! Z drugiej strony czułem, że Bóg nie chce takiego poświęcenia. Kiedy uznałem fakt, że jestem uzależnionym pracoholikiem, wcale nie poczułem pustki i przerażenia. Poczułem ulgę. Wreszcie wiedziałem, co ze mną jest nie tak.

O tej drodze piszą Anonimowi Alkoholicy następująco: „W jaki sposób zdołali oni zrobić Pierwszy Krok, skoro wymaga on przyznania się do utraty zdolności kierowania własnym życiem? Trzeba było oczywiście uderzyć o dno”9.

Krok drugi

Uwierzyłem, że Siła Większa ode mnie samego może przywrócić mi zdrowie (wolność).

To krok nadziei: nie jestem sam, jest ktoś, kto może mi pomóc. Jeśli za uznaniem bezsilności nie pojawi się nadzieja, to przyjdzie w jej miejsce beznadzieja. A bezsilność i beznadzieja to stan samobójców. Dlatego drugi krok jest bardzo ważny. Jest to także pierwszy krok wiary — zaczyna się od słowa „uwierzyłem”. Aby móc przejść dalej, wiara musi się więc pojawić.

W kroku tym często spotyka się trzy rodzaje ludzi: agnostyka, który twierdzi, że nie ma dowodów na istnienie Boga; ateistę, który twierdzi, że ma dowody na to, że Bóg nie istnieje, i „odszczepieńca”, który miał wiarę w Boga, lecz ją stracił. Nawet jeśli stosunkowo łatwo było im uznać bezsilność z kroku pierwszego, to wiara dla każdego z nich jest problemem. Dlatego na początku drogi, rolę Siły Wyższej może tu pełnić rodzina, która chce pomóc alkoholikowi, wspólnota religijna, który chce pomóc upadającemu w grzech, grupa wsparcia itd.

Czy ludzie wierzący nie mają problemów z wiarą na tym etapie? Oto Abraham, choć zwany był ojcem wiary, przejął kontrolę nad Bożym planem. Gdy jego cierpliwość w oczekiwaniu na syna była wystawiona na próbę, żona udzieliła mu „dobrej” rady i Abraham „pomógł” Panu Bogu z wypełnieniem obietnicy, biorąc sobie za żonę Hagar. Z czym więc miał problem Abraham? Co oznacza w istocie słowo „uwierzyliśmy”?

Pierwsza trudność leży w uznaniu Siły Większej od nas samych. Wielu ludzi nie chce, by był ktoś większy od nich, ktoś, kto wtrąca się do ich życia i ich osobistych planów. Są wierzące osoby, które boją się Bożych pomysłów dotyczących ich życia. Potrzebują Większej Siły jak chłopcy na podwórku, którzy lubią mieć starszych kolegów, kiedy idą wyrównać z innymi rachunki. Ale nie lubią starszych kolegów, jeśli ci mówią im, w co się bawić lub co mają robić. W tym sensie wolą być sami dla siebie Siłą Wyższą.

Druga trudność polega na tym, że mamy wyobrażenia na temat tego, jak Siła Wyższa nas uzdrowi. Kiedy Pan Jezus przychodzi do paralityka przy sadzawce Betezda, pyta: „Chcesz być zdrowy? Odpowiedział mu chory: Panie, nie mam człowieka, który by mnie wrzucił do sadzawki, gdy woda się poruszy; zanim zaś ja sam dojdę, inny przede mną wchodzi”10. Zwróćcie uwagę, że Jezus pyta go o to, czy chce być zdrowy, a paralityk wyjaśnia, dlaczego nie jest jeszcze uzdrowiony. Odpowiedź tego człowieka pokazuje, że miał on własny koncept na uzdrowienie. Potrzebna mu była sadzawka, odpowiedni moment i drugi człowiek, który go tam wrzuci. Z tego powodu nie widział konceptu Bożego. Na szczęście miał w sobie dużo desperacji i wiary, dlatego Jezus był w stanie mu pomóc.

Trzecia trudność polega na tym, że ograniczamy Boga czasem. Kiedy zmarł Łazarz, przyjaciel Jezusa, Jezus udał się do jego grobu. Tam spotkał Martę, jego siostrę, która rzekła tak: „Panie! Gdybyś tu był, nie byłby umarł brat mój. Ale i teraz wiem, że o cokolwiek byś prosił Boga, da ci to Bóg”11. Ładne wyznanie wiary, ale Marta zaraz sobie zaprzeczy. Jezus odpowiada, jakby wyprzedzając jej potrzeby: „Zmartwychwstanie brat twój. Odpowiedziała mu Marta: Wiem, że zmartwychwstanie przy zmartwychwstaniu w dniu ostatecznym Rzekł jej Jezus: Jam jest zmartwychwstanie i żywot; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie”12. Jeszcze tego samego dnia Chrystus wzbudza z martwych Łazarza.

Zamknięcie drugiego kroku oznacza więc deklarację: wierzę, że istnieje Siła Większa ode mnie (Bóg), która jest mi na tyle życzliwa, że zechce mnie uzdrowić; wyrzekam się wszystkich swoich starych bogów (zaspokajaczy, polepszaczy nastroju, substytutów miłości); gotów jestem oddać Bogu kontrolę nad swoimi nałogami i grzechami; gotów jestem przyjąć Jego sposób i metodę uzdrowienia mnie; gotów jestem czekać na moment uzdrowienia, który On wybierze.

Krok trzeci

Postanowiłem powierzyć swoją wolę i swoje życie opiece Boga (jakkolwiek Go pojmuję).

W drugim kroku była mowa o gotowości do uznania Boga, w kroku trzecim postanawiamy powierzyć życie i wolę Bogu. Krok trzeci jest krokiem działania i praktyki.

Co oznacza zwrot „jakkolwiek Go pojmujemy”? Czy ja sam mogę być dla siebie Siłą Wyższą? Skoro w pierwszym kroku uznaliśmy swoją bezsilność, więc teraz musielibyśmy temu zaprzeczyć. Czy oznacza to, że mogę wierzyć w cokolwiek? Nie powierzyłbym swojej woli i życia krzesłu czy chomikowi jako swojej Sile Wyższej. Moja Siła Wyższa musi: znać jutro, którego ja nie znam; być mi życzliwa; planować dla mnie to, co dobre; musi posiadać własną wolę; być sprawiedliwa i obiektywna — być prawdą, aby moje mechanizmy obronne mnie nie zwodziły; musi być wszechmocna. Tylko Bóg pasuje do tego obrazu.

Wielu ludzi uzależnionych ma pokręcony obraz Boga: surowego sędziego, który ukaże ich za grzechy całego nałogowego życia. Nie są oni w stanie uwierzyć, że taki Bóg będzie chciał im pomóc. „Jakkolwiek Go pojmujemy” nie oznacza więc „cokolwiek”, ale raczej „tak, jak na ten moment Go sobie wyobrażasz”. Oto co mówią Anonimowi Alkoholicy: „Niektórzy z nas byli zdecydowanymi przeciwnikami religii. Innym słowo Bóg kojarzyło się ze szczególnym Jego obrazem wyniesionym z okresu dzieciństwa. Odrzuciliśmy ten obraz, bo wydawał nam się niewystarczający. (...) Kiedy inni mówili nam o duchowym podejściu do problemu, myśleliśmy: Ach! (...) jak bardzo pragnąłbym mieć to, co posiada ten człowiek. Jestem przekonany, że i we mnie spowodowałoby to przełom, gdybym tylko potrafił wierzyć tak, jak on wierzy. Ale ja nie potrafię bezkrytycznie przyjąć zasad wiary tak prostych i jasnych dla niego. Z tym większą ulgą dowiedzieliśmy się, że możemy rozpocząć swoje doświadczenie duchowe na niejako uproszczonym poziomie”13.

Bóg przyszedł na ten świat na niejako uproszczonym poziomie: przyjął ludzkie ciało, obciążone grzechem, i żył jak my.

Co oznacza stwierdzenie „powierzyć swoją wolę i swoje życie opiece Boga”? Wielu ludzi rozumie ten temat tak: Boże, chcę tego, co dobre, zabierz mi picie/ćpanie/złe zachowanie... I co? I nic. Czują się rozczarowani i rozgoryczeni. Dlaczego Bóg im nie pomaga? Są dwa powody. Po pierwsze, ludzie ci szukają pomocy, bo chcą uniknąć negatywnych konsekwencji, ale nie chcą oddać Bogu przyjemności związanej z grzechem. Po drugie, wielu ludzi chce mieć z Bogiem układ: moja wola, a Twoja wszechmoc, Panie, i tworzymy superduo. Zrozumieli to także Anonimowi Alkoholicy: „(...) prosiliśmy Go równie usilnie, jak rozpieszczone dzieci proszą Świętego Mikołaja o zbyt kosztowne prezenty. (...) Modliliśmy się o zdrowe dzieci, a przychodziły na świat wątłe albo w ogóle nie mogliśmy mieć dzieci. Modliliśmy się, na próżno, o awans w pracy. Naszych najbliższych, od których byliśmy tak bardzo uzależnieni, zabierała wola niebios. Później, gdy już staliśmy się pijakami, prosiliśmy Boga, aby położył temu kres. I nic — żadnej odpowiedzi. To był najgorszy cios. (...) Na czym polegał błąd w tej postawie krnąbrnej przekory. Ani razu przecież nie spytaliśmy Boga o Jego wolę wobec nas, zbyt zajęci informowaniem Go, jaka ona być powinna. Zrozumieliśmy, że nie można jednocześnie wierzyć i urągać Bogu. Wiara oznacza zaufanie, a nie stawianie się. (...) Wkrótce doszliśmy do wniosku, że jakakolwiek byłaby cena pokory, będziemy gotowi ją zapłacić”14. „(...) musimy uznać, że w tym dramacie życiowym Bóg ma być odtąd naszym Drogowskazem. On jest Przywódcą, my zaś Jego podwładnymi. On jest Ojcem — my Jego dziećmi. (...) Kiedy więc szczerze podjęliśmy decyzję przyjęcia takiej postawy wobec naszego problemu, nastąpiły niezwykłe wydarzenia. Odtąd mieliśmy nowego Pracodawcę. Będąc Wszechmocną Potęgą, zaspokajał nasze potrzeby, pod warunkiem że pozostawaliśmy w bliskiej z Nim łączności i wypełnialiśmy właściwie nasze obowiązki. (…) W miarę jak odczuwaliśmy nową, napełniającą nas siłę, w miarę jak czerpaliśmy zadowolenie ze spokoju ducha i odkrywaliśmy, że możemy stawić czoło życiu w świecie wypełnionym Jego obecnością, nagle pozbyliśmy się strachu przed dniem dzisiejszym, jutrzejszym i wszystkimi następnymi. Odrodziliśmy się na nowo”15.

Pierwszy krok jest otwarciem drzwi do wolności. Drugi krok jest stanięciem w progu. Dopiero trzeci krok jest wejściem do komnaty wolności.

Mogę uwierzyć, że jestem bezsilny i bez drugiego kroku czeka mnie tylko beznadzieja. Mogę też uwierzyć, że jestem bezsilny i że jest jakaś Siła Większa niż ja sam, która może przywrócić mi zdrowie. I co z tego? Ja też mam w domu słonia w karafce. Trzeci krok jest zwieńczeniem tych dwóch wystawionych filarów: powierzam Bogu swoje życie, by On je kształtował według woli swojej.

Samarytanka rzekła: „Panie, daj mi tej wody, abym nie pragnęła i tu nie przychodziła, by czerpać wodę”.

* * *

Poniższa historia jest zwieńczeniem paradoksu wiary i bezsilności, które prowadzą ku wolności.

Pewien ateista spadł ze skały. Zsuwając się w dół, złapał gałąź małego drzewka. Zawisł tak pomiędzy niebem nad sobą i skałami tysiąc stóp niżej, wiedząc, że długo tak nie wytrzyma.
Wtedy przyszedł mu do głowy pomysł.
— Boże! — krzyknął z całej siły.
Cisza. Nikt nie odpowiedział.
— Boże! — krzyknął znowu. — Jeżeli istniejesz, ocal mnie, a obiecuję, że będę w Ciebie wierzył i innych uczył wiary.
Znowu cisza. Wtem omal nie puścił gałęzi, słysząc potężny głos, rozbrzmiewający echem w wąwozie:
Wszyscy mówią mi to samo, gdy tylko potrzebują pomocy.
— Nie, Panie, nie! — wykrzyknął człowiek z iskierką nadziei. — Nie jestem taki jak inni. Czyż nie widzisz, że już zacząłem wierzyć, słysząc Twój głos mówiący do mnie? Ocal mnie tylko, a ja będę głosił Twe imię po wszystkich krańcach ziemi.
— Dobrze — rzekł głos — ocalę cię. Puść gałąź.
— Puścić gałąź?! — zawołał oszalały człowiek. — Czy myślisz, że zwariowałem? Przecież to czyste samobójstwo16.

Krzysztof Kudzia

[Autor kieruje Punktem Poradnictwa Rodzinnego w Stargardzie Szczecińskim. Wcześniej pracował też jako terapeuta uzależnień w zakładzie karnym. Współpracuje z portalem Nadzieja.pl].

1 G.G. May, Uzależnienie i łaska, s. 42.
2 Pwt 20,1-4.
3 2 Krn 20,12.
4 2 Krn 20,15.17.
5 Serenity — A Companion for Twelve Step Recovery, s. 22.
6 E.G. White, Śladami Wielkiego Lekarza, s. 102.
7 J 15,5.
8 2 Kor 12,10.
9 Twelve Steps and Twelve Traditions, s. 15.
10 J 5,6-7.
11 J 11,21-22.
12 J 11,23-25.
13 Big Book — AA, s. 45-47.
14 Twelve Steps..., s. 22.
15 Big Book..., s. 58-59.
16 Modlitwa Żaby, Wydawnictwo Apostolstwa Modlitwy — Księża Jezuici, Kraków 1992, tom I, s. 73.
Komentarze (0)
Napisz komentarz
Twoje dane kontaktowe:
Komentarz:
  przewiń na górę ^