Gojenie ran

60

Czy kiedykolwiek ktoś cię zranił? Jakie zdarzenia były najbardziej bolesne? Co wtedy czułeś? Czy zastanawiasz się, co te zdarzenia z tobą zrobiły?

Czy był ktoś, kto się wtedy o ciebie zatroszczył? Czy doznałeś takiej miłości od drugiego człowieka, zrozumienia, akceptacji w tych doświadczeniach, które dały ci ukojenie? Czy rozmawiałeś kiedykolwiek o swoim bólu w sercu z Bogiem? Jaki miały wpływ na ciebie, na to, jaki jesteś dziś? Nawet jeśli ty tego nigdy nie zrobiłeś, jeśli zakopałeś swój ból głęboko na dnie swojego serca, to jest Ktoś, kto stoi tuż obok ciebie, wyciąga dłoń, patrzy swymi pełnymi miłości i akceptacji oczami, chce z tobą o tym porozmawiać i zaoferować ci swoje uzdrowienie. Chce poprowadzić cię przez proces leczenia serca.

Zranione serca

Pismo Święte zawiera wiele opisów ludzkiego cierpienia. Mówi m.in. o zranionym sercu: „Jestem bowiem ubogi i nędzny, a wewnątrz noszę serce pełne ran”. „Moje serce stało się jak wosk, roztopiło się w moim wnętrzu”. „Moje serce trzepocze, opuściła mnie siła, a światło moich oczu znikło”. „Moje serce jest jak trawa zdeptana i wyschnięta”1.

A jak wygląda twoje serce? Czy potrafisz je opisać? A może zamknąłeś swoje serce tak bardzo, że stało się kamieniem, jak wiele lat temu śpiewała Kayah? Zraniłeś mnie ten pierwszy raz nie mogłam już złapać tchu / Rzuciłeś we mnie słowa kamieniem a kamień ten wbił się głęboko / Jestem kamieniem na podobieństwo twoich słów stworzona / Jestem kamieniem Ja cała jestem z twoich słów ulepiona / Gdy ranisz mnie kolejny raz nie czuję nic już nic / I rzucasz we mnie słowa kamieniem słyszę tylko jak kamień uderza o kamień / Jestem kamieniem na podobieństwo twoich słów stworzona / Jestem kamieniem Ja cała jestem z twoich słów ulepiona / Ja jestem kamieniem dla Ciebie.

Czy twoje serce stało się dla kogoś kamieniem? A czy słowa mogą być jak rzucane kamienie? Nie tylko słowa. Wiele rzeczy może nas tak ranić.

Dziecko rodzi się jako bezbronna istota, bezbronna w każdym wymiarze: fizycznym, psychicznym, emocjonalnym i duchowym. Bóg dał nam rodziców, aby się o nas troszczyli i zapewniali nasz wzrost we wszystkich tych aspektach. Dzięki temu mamy właściwy obraz siebie — tego, jaką wartość przedstawiamy, jaki jest cel i sens naszego życia — oraz rozumiemy, jaki jest Bóg. Jeśli jednak rodzice zaniedbują którykolwiek z tych obszarów, dorastamy jako ludzie zdeformowani — z wypaczonym postrzeganiem siebie, swojej wartości, sensu życia oraz z wypaczonym obrazem Boga. Zaniedbywanie któregokolwiek z tych obszarów to tak, jakby najbliższe nam osoby rzucały w nas kamieniami.

Krzywdę można wyrządzić dziecku na dwa sposoby: przez zło, które się czyni wobec niego, oraz nie zapewniając mu tego, co jest niezbędne dla jego rozwoju. Jeśli twoi rodzice nie dali ci tego, czego jako dziecko potrzebowałeś, lub jeśli wyrządzali ci oczywiste zło, wówczas nie otrzymałeś tego, co Bóg dla ciebie zaplanował. Najprawdopodobniej w związku z tym nie wiesz, jak ogromną wartość przedstawiasz, widzisz siebie w krzywym zwierciadle, ale też nie rozumiesz, kim i jaki jest Bóg. Nie wiesz również, jak nawiązać z Nim bliską łączność.

A może doświadczyłeś przykrości poza domem rodzinnym, ktoś śmiał się z ciebie w szkole, dokuczał ci? Może nauczycielka powiedziała ci, że do niczego się nie nadajesz i nic z ciebie nie będzie? Albo przyjaciel cię zdradził lub współmałżonek zawiódł twoje zaufanie?

Jak radzisz sobie z bólem w sercu? Większość z nas próbuje własnymi siłami nie czuć. Mamy różne strategie, by nie czuć bólu. To może być np. odcięcie, utrata wspomnień, reagowanie złością, krytyczny osąd, zaprzestanie rozmów, alkohol, narkotyki, pornografia, internet, działanie, szukanie zapomnienia w wartościach doczesnych, bunt, zgorzknienie. Jednak próba radzenia sobie w oderwaniu od Boga jedynie pogarsza sprawę.

Chrystus chce wziąć te nasze poranione serca, objąć je najczulszym uściskiem i uleczyć. Jezus ma taką moc. Tylko On może tego dokonać. Umarł, aby nas uleczyć. Jezus umarł nie tylko za nasze grzechy, ale również za nasze cierpienia, za nasz ból: „Lecz On nasze choroby nosił, nasze cierpienia wziął na siebie”, a „jego ranami jesteśmy uleczeni”2. „Pan namaścił mnie, abym opatrzył tych, których serca są złamane, abym ogłosił jeńcom wyzwolenie, więźniom mroków przejrzenie, abym pocieszył wszystkich zasmuconych”3.

Czy wierzysz, że Jezus umarł za twój ból? Może się zastanawiasz, czy Jezus potrafi wziąć od ciebie twój ból, czy On chce to zrobić?

Uzdrawianie przy studni

Samarytanka, którą Jezus spotkał przy studni, również cierpiała i miała swój sposób na radzenie sobie z bólem. Jak każdy człowiek pragnęła w życiu miłości. Jezus usiadł przy studni, aby się z nią spotkać. Kobieta ta uciekała przed ludźmi, poszła do studni w samo południe, gdy nikogo tam nie było. Miała dość oskarżających spojrzeń, cichych szeptów, a niekiedy i odważniejszych komentarzy pod swoim adresem. Czuła wstyd. W dzisiejszych czasach rozwód nie przynosi chluby, tym bardziej wtedy. A ona miała ich za sobą aż pięć! Na dodatek teraz żyła z kolejnym mężczyzną w związku nieformalnym. Wstydziła się patrzeć komukolwiek w oczy. Jej życie było porażką. Nikt nie patrzył na nią przychylnie. Ona sama zastanawiała się, co jest z nią nie tak. Wszyscy inni wydają się żyć właściwie, a ona… Uciekając przed ludźmi, przyszła do studni.

A dokąd ty uciekasz? Jezus idzie tam razem z tobą. Nigdy cię nie zostawia. Pierwszy zaczyna rozmowę, nie czeka, aż się oczyścisz, uporządkujesz swoje życie, przejdziesz terapię, uwolnisz się od grzechów. On kocha i przyjmuję cię takim, jakim jesteś, za takiego ciebie umarł. Do Samarytanki mówi: „Idź, zawołaj swojego męża”4. Co powiedziałby do ciebie?

„Powiedział mi wszystko, co uczyniłam” — tak podsumowała rozmowę z Jezusem Samarytanka. Jezus ją napominał. Ale cóż to było za napominanie. Wyobrażam sobie tę rozmowę tak:

„Dobrze powiedziałaś — nie mam męża. Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego teraz masz, nie jest twoim mężem, prawdę powiedziałaś”. Wiem, co czujesz, jaką pustkę masz w swoim sercu. To, czego naprawdę w głębi serca pragniesz, to miłość, akceptacja, zrozumienie. Od dziecka marzyłaś tylko o tym. To ja wlałem w twoje serce te pragnienia. Ale mama była zabiegana przy twoim młodszym rodzeństwie, ceniła twoją starszą siostrę. Ty czułaś się niezauważana, nieważna. Szukałaś relacji z ojcem, chciałaś kiedyś pokazać mu, jaki piękny rysunek zrobiłaś, specjalnie dla niego, chciałaś, żeby cię przytulił, ale on tylko burknął, że nie ma czasu na głupoty. Płakałaś wtedy. Co czułaś? Nie rozumiesz? Pomogę ci to zrozumieć. Cierpiałaś, czułaś się niepotrzebna, samotna. Twoje serce zaczęło krwawić. Moje też krwawiło razem z twoim, zawsze byłem przy tobie. Twój ból wydawał ci się nie do zniesienia. Podtrzymywałem ciebie swoim ramieniem od narodzin, inaczej byś tego nie przetrwała. Kiedy straciłaś nadzieję, myśląc, że nie zasługujesz na miłość, pojawił się Marek. Twój pierwszy mąż. Ale zaraz po ślubie przestał patrzeć ci w oczy, wolał telewizję. Znów odczułaś samotność. Jednak Ja wciąż byłem z tobą. Rozstaliście się, a wtedy Roman stanął przed tobą. Uwierzyłaś w jego miłość, ale wówczas okazało się, że nadużywa alkoholu. Był agresywny, brutalny, pobił cię… Cierpiałem razem z tobą. Trzeci mąż zdradzał cię z innymi kobietami. Ja byłem obok ciebie. Czwarty ciągle tylko pracował, lecz ja stałem przy tobie. Piąty odszedł do innej, Ja pozostałem przy tobie. Lecz ty, coraz bardziej poraniona, stwierdziłaś, że może to wszystko dlatego, że decydujesz się na ślub, bo to zawsze po ślubie mężczyzna przestawał się troszczyć, więc może tym razem będziesz żyła z wybrankiem bez ślubu. Ale i to nie pomogło. Wciąż cierpisz. Rozumiem twoje cierpienie. Lecz szukasz nie tam, gdzie należy. Ja Jestem odpowiedzią na tę pustkę, którą czujesz w sercu. Żaden człowiek nie może ci jej zapełnić. Cieszę się, że ze mną rozmawiasz. Rodzice nie pokazali ci, jaki jestem. Chcę, żebyś mnie poznała osobiście. Chcę być towarzyszem twojego życia, bliższym niż mąż, bliższym niż matka, ojciec czy przyjaciółka. Chcę rozmawiać z tobą zawsze o wszystkim. Przez cały czas szukałaś mnie, mojej miłości. Nikt ani nic poza mną nie uleczy twojego serca. Jesteś dla mnie wspaniałym skarbem, cennym i drogim mojemu sercu. Ja cię nigdy nie zostawię. Czy chcesz przyjąć mój dar — moje przebaczenie i moją miłość? Moja miłość sprawi, że twoje pragnienie będzie zaspokojone na wieki.

Zaproszenie

Samarytanka przyjęła dar miłości Jezusa, Jego przebaczenie, łaskę i uleczenie. Poznała prawdę, a prawda ją wyzwoliła5. Prawdę o sobie i o Bogu. A czy ty pozwolisz Jezusowi, aby uwolnił cię od bólu, który nosisz w sercu? A może już nie czujesz żadnego bólu, bo twoje serce stało się kamienne? Może jedyne, co czujesz, to gniew?

Jestem kamieniem na podobieństwo twoich słów stworzona. Bóg nie chce, abyśmy byli stworzeni na podobieństwo czyichś słów i czynów wobec nas. On chce nas odnowić, odrodzić. Doświadczenia nas ukształtowały, ale Bóg pragnie odtworzyć w nas swoje podobieństwo. W wyniku doświadczeń nauczyliśmy się radzić sobie z bólem własnymi metodami, które prowadzą nas do grzechu. Jezus chce oczyścić nas z grzesznej, bolesnej przeszłości i nauczyć czegoś nowego, chce, abyśmy zaufali Jego metodzie. „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy jesteście utrudzeni i obciążeni. Ja dam wam wytchnienie”6. Czy czujesz się utrudzony i obciążony? Samarytanka była bardzo utrudzona i obciążona próbami radzenia sobie z cierpieniem. Jej strategia nie była skuteczna. Kobieta ta była wyczerpana. Jednak Jezus dał jej wytchnienie.

Dziś Jezus zaprasza każdego z nas, abyśmy przyszli do Niego ze swoim bólem. Chce, abyśmy poznali prawdę o Nim i o nas samych. Poznanie prawdy i przyjęcie jej odnowi nasze serca. „Jeśli więc Syn was wyzwoli, będziecie naprawdę wolni”7.

„Ubodzy jeść będą i nasycą się. Będą chwalić Pana ci, którzy Go szukają (…) Niech serce wasze ożyje na zawsze!”8. Kiedy serce zostanie otulone, ogrzane przez Jezusa, kiedy ożyje, będziemy mogli zacząć przyjmować Jego miłość. Życie takiego człowieka przestaje być życiem smutku, egoizmu, wstydu. Następuje rozkwit, pojawia się wdzięczność i pragnienie, aby dzielić się Bożą miłością z innymi, gdyż woda, którą On daje, staje się w nim źródłem wody wytryskującej ku żywotowi wiecznemu9, z którego mogą czerpać także inni. 

M.T.W.

1 Ps 109,22; 22,14; 38,10; 102,4. 2 Iz 53,4-5. 3 Iz 61,1-4.
4 Historię Samarytanki opisuje J 4. 5 Zob. J 8,32. 6 Mt 11,28. 7 J 8,36. 8 Ps 22,27. 9 Zob. J 4,14.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj