Mniej warci niż psy

483

Teoria ewolucji jest dziś dla większości naukowców jak prawda objawiona, jak religia. I jak w religii — wystarczy w nią wierzyć, nawet bez dowodów. Tyle że w tej religii trudno doszukać się miłości bliźniego.

W filmie Evolution vs. God (Ewolucja kontra Bóg) ewangelista Ray Comfort rozmawia o teorii Darwina i ateizmie z naukowcami i studentami takich dziedzin nauki jak: biologia, geologia, biochemia, chemia, ekologia, polityka, fizyka. Tłem rozmów są mury i wnętrza szanowanych wyższych uczelni. Z każdą minutą filmu uchodzi z nich pewność siebie jak powietrze z przebitej dętki. Zadeklarowani ateiści okazują się w końcu głęboko wierzącymi, tyle że ich religią jest ewolucja.

Rozmówcy Comforta to ateiści. Uznają ewolucję za fakt, gdyż „jest zbyt wiele dowodów, żeby to zignorować”, „to zbyt logiczne” i „naukowcy się z tym zgadzają”.

Daj mi jeden dowód

Narrator filmu przypomina widzom, że metoda naukowa opiera się na zbieraniu danych przez obserwację i eksperymentowanie. I zaraz Comfort pyta rozmówców, czy znają jakieś zaobserwowane dowody świadczące o prawdziwości ewolucji. W odpowiedzi słyszy ogólne wypowiedzi o wydarzeniach sprzed 65 milionów lat, możności prześledzenia ewolucji w zapisie kopalnym. W końcu ktoś przyznaje, że ewolucji nie można przetestować w czasie.

I tu na ekranie pojawia się cytat Richarda Dawkinsa, piewcy ewolucjonizmu: „Jesteśmy skazani na życie raptem przez kilka dekad, a to zbyt wolno i mało na skali czasu, aby zauważyć przebieg ewolucji”.

Comfort przechodzi do konkretów. Mówi o różnych rodzajach zwierząt i prosi o choć jeden przykład zaobserwowanego przejścia z jednego rodzaju w drugi. Darwin twierdził, że takie zmiany miały miejsce. W odpowiedzi słyszy o istnieniu w zamierzchłej przeszłości wspólnych przodków czy też ogniw pośrednich między człowiekiem a małpą. Ale pytani o obserwowalne dowody darwinowskiej ewolucji rozmówcy mówią raczej o zaufaniu do wniosków ekspertów, że tak było. Nie znają dowodów, ale wierzą, że takie istnieją lub zostaną jeszcze znalezione. Ktoś z nich mówi nawet: „Jak religijni ludzie wierzą, że Bóg istnieje, tak ja mam wiarę w ekspertów”.

Rozmówcy próbują podawać różne przykłady zmian w świecie zwierzęcym, które jednak ostatecznie — po uwagach Comforta — okazują się być zmianami w obrębie rodzaju, a nie przejściem z jednego w inny. Ryby pozostają rybami, a bakterie bakteriami. Dociskani mówią o potrzebie spojrzenia na ewolucję „w dłuższej ramie czasowej”.

Ktoś z nich mówi o różnicach pomiędzy ziębami na Wyspach Galapagos, gdzie zaobserwowano u nich zmianę dziobów. I znów Comfort wykazał, że nie doszło jednak do zmiany rodzaju, nie powstało inne zwierzę Ptaki te co do pewnych szczegółów anatomicznych mogły się zmieniać, ale nadal pozostały ptakami. To, co tam zaszło, to zdaniem Comforta nie ewolucja, a jedynie adaptacja.

Comfort dalej uparcie prosi rozmówców o obserwowalny dowód, że wiara Darwina w zmianę jednego rodzaju w inny jest naukowa. A oni zastanawiają się, wzdychają, milczą. W końcu ktoś przyznaje, że opiera się jedynie na tym, czego się nauczył na wykładach. Na pytanie, czy jest to wiara, potwierdza. Comfort dopowiada, że ślepa. Na ekranie pojawia się ciekawa myśl Dawkinsa: „Wiara jest wielkim wykrętem, wielką wymówką, żeby uniknąć konieczności przemyślenia i ocenienia dowodów”.

Dalej Comfort pyta rozmówców, czy wierzą w teorię Inteligentnego Projektu — że wszystko, co istnieje, zostało inteligentnie zaprojektowane. Oni na to, że nie. Wtedy prosi jednego z nich o… zrobienie mu róży. Słyszy, że to fizycznie niemożliwe, że nie można zrobić czegoś z niczego, że potrzeba by do tego nadnaturalnych zdolności lub milionów lat. Przecież nie powinno być problemu ze zrobieniem czegoś, co nie wymaga żadnego projektu, myślenia — odpowiada Comfort.

Ktoś z rozmówców próbuje atakować i pyta Comforta, dlaczego nikt nie wykłada teorii Inteligentnego Projektu na uniwersytetach. Odpowiedź filmowca jest prosta — bo nie wolno. Narrator dopowiada, że prawnicy Fundacji Wolności od Religii, grupy strzegącej rozdziału Kościoła od państwa, przekonali instytucje edukacyjne, iż nauczanie tej teorii byłoby złamaniem amerykańskiej konstytucji. Gdy władze jakiejś instytucji edukacyjnej nie dawały się przekonać, fundacja ta pozywała ich do sądu i zazwyczaj wygrywała sprawę.

Filmowiec prosi o podanie mu definicji organu szczątkowego i wyjaśnienie, jak istnienie takich organów ma wspierać słuszność teorii ewolucji. W odpowiedzi słychać, że to organy już bezużyteczne. Padają przykłady wyrostka robaczkowego i kości guzicznej jako ewolucyjnej pozostałości po ogonie. Comfort replikuje, że kość ta nie jest żadną pozostałością poewolucyjną dowodzącą  pokrewieństwa z małpami, a przy tym domniemanie, że nie ma żadnego zastosowania, jest błędne — jest niesamowitą podporą do zamocowania ścięgien, wiązadeł i mięśni. A co do wyrostka robaczkowego — innego rzekomego dowodu na istnienie ewolucji, po której mają pozostawać w różnych organizmach jeszcze jakieś bezużyteczne organy szczątkowe — filmowiec cytuje „Scientific American”: „Przez lata przypisywano wyrostkowi brak funkcji fizjologicznych. Teraz jednak wiemy, że wyrostek  ma do spełnienia ważną rolę dla płodu i dla młodych dorosłych osób. Obecnie uważa się, że u dorosłych wyrostek zaangażowany jest głównie w funkcje odpornościowe”.

Relatywizm moralny

Filmowiec próbuje dowiedzieć się, jaki jest stosunek do moralności jego ateistycznych i popierających ewolucję rozmówców.

„Czy wierzysz w absoluty moralne?” — pyta jednego z naukowców. Pada odpowiedź, że nie. A gwałt — pyta — czy zawsze jest zły? Gdy pada konkret trudno rozmówcom odpowiedzieć, że nie. Słyszymy, że jeśli szanuje się istoty ludzkie, to tak. Zatem istnieją moralne absoluty — wnioskuje pytający i zaraz pyta, kto je zatem ustanawia. Rozmówcy —  że my. Wtedy wskazuje na Hitlera, który mając za sobą większość społeczeństwa ustanawiał różne zasady, ale czy moralne? W istocie wprowadził w życie społeczne ewolucyjną zasadę przetrwania jedynie najlepiej przystosowanych. Silniejsi, czyli lepiej przystosowani, mordowali słabszych — gorzej przystosowanych. Rozmówcy zaoponowali, twierdząc, że w ewolucji chodzi o coś więcej niż o ten surowy model: zabić lub zostać zabitym. Na co Comfort odpowiedział cytatem z Dawkinsa, że „ewolucja w swojej najsurowszej postaci jest niewiarygodnie okrutna”. Wniosek: ani Hitler, ani ewolucja (zakładając, że miała miejsce) nie byli moralni, przeciwnie — byli niemoralni.

Comfort jeszcze raz upewnia się, czy jego rozmówcy wierzą w ewolucję. Padają potwierdzenia. Wtedy pyta każdego, czy ma psa, którego kocha. Kilkoro z nich ma i kocha. A gdyby twój ukochany pies i twój wredny bliźni tonęli, a mógłbyś uratować tylko jedną istotę, kogo byś uratował? — pyta filmowiec. Z pewnym wahaniem, ale jednak każdy odpowiada, że uratowałby psa…

Dla zwolenników ewolucji ludzie są w istocie zwierzętami, a wszystkie zwierzęta są równe. Bliźni okazują się więc dla nich mniej warci życia niż ukochane psy.

Olgierd Danielewicz

[Film do obejrzenia na stronach: www.chnnews.pl]