Sprawiedliwość na ziemi?

255

Nasz świat jest tak niesprawiedliwy, iż we wszystkich narasta pragnienie prawdziwej sprawiedliwości — nie politycznie poprawnej, doczesnej namiastki, ale prawdziwej, która nie jest wyjątkiem, ale regułą. Czy kiedyś to nastąpi?

Sednem naszej nadziei na sprawiedliwość w tym i przyszłym świecie jest Jezus.

Cierpienie za każdego

Wyobraź sobie, że czekasz w poczekalni gabinetu stomatologicznego, bo boli cię ząb. Załóżmy, że wartość tego bólu wynosi × i że to dotkliwy ból — taka dziewiątka w skali od jednego do dziesięciu. Z tobą czeka też kilka osób z takim samym bólem. Suma waszego bólu wyniesie wtedy wielokrotność ×, ale żaden z czekających nie doświadczy więcej bólu, niż jest w stanie doświadczyć samemu. Nawet jeśli cierpią miliony, każdy odczuwa tylko własne cierpienie.

Ale jest jeden wyjątek — Jezus, jednocześnie człowiek i Bóg, który posiada nadnaturalną zdolność odczuwania cierpienia. On nie umarł zwyczajnie — jedynie wskutek ukrzyżowania. Bóg objawiony w ciele był w stanie odczuwać cierpienia wszystkich ludzi — ich urazy, ból i rozpacz. Tak opisał mającego nadejść Mesjasza prorok Izajasz — że poniesie nasze smutki i cierpienia i zostanie ukarany dla naszego zbawienia1. W Chrystusie widzimy Boga-człowieka o nieskończonej zdolności odczuwania naszego cierpienia. My zobojętnieliśmy na grzech i cierpienie, ale Bóg, jako doskonale święty, czysty i miłujący, odczuwa nieskończenie wielką odrazę do grzechu i egocentryzmu, cierpiąc nieskończenie bardziej niż my.

Tak więc w ukrzyżowanym Chrystusie widzimy oś zagadnienia sprawiedliwości. On może naprawdę zrozumieć i oszacować, czym jest prawdziwe cierpienie. Kiedy widzi ofiarę przemocy, kraj wyniszczany przez ludobójstwo czy głód, odczuwa ból wszystkich ofiar jednocześnie. Na krzyżu wziął całe ludzkie cierpienie na siebie.

Jak zatem Mesjasz Jezus ma zamiar zaprowadzić sprawiedliwość na ziemi?

Nowy Testament ukazuje Jezusa ustanawiającego sprawiedliwość na ziemi. Jednak Jezus czynił to nie w sposób polityczny, lobbowanie u cesarza czy ustanawianie sprawiedliwych praw (choć i na to jest dziś właściwe miejsce). Robił to, konsekwentnie przeciwstawiając Królestwo Boże królestwu szatana, z którym prowadził bezpośrednią walkę. Z każdym uzdrowieniem chorego, nawróceniem grzesznika i uwolnieniem zdemonizowanego Jezus odzyskiwał kolejne osoby, poszerzając Królestwo Boże na ziemi i zaprowadzając sprawiedliwość.

„Nauczał raz w szabat w jednej z synagog. A była tam kobieta, która od osiemnastu lat miała ducha niemocy: była pochylona i w żaden sposób nie mogła się wyprostować. Gdy Jezus ją zobaczył, przywołał ją i rzekł do niej: Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy. Włożył na nią ręce, a natychmiast wyprostowała się i chwaliła Boga”2. Jezus najczęściej uzdrawiał po cichu, by nie wzbudzać sensacji. Tym razem, przejęty współczuciem, uzdrowił kobietę w synagodze, co zwróciło uwagę obecnych. „Lecz przełożony synagogi, oburzony tym, że Jezus w szabat uzdrowił, rzekł do ludu: Jest sześć dni, w których należy pracować. W te więc przychodźcie i leczcie się, a nie w dzień szabatu! Pan mu odpowiedział: Obłudnicy, czyż każdy z was nie odwiązuje w szabat wołu lub osła od żłobu i nie prowadzi, by go napoić? A tej córki Abrahama, którą szatan osiemnaście lat trzymał na uwięzi, nie należało uwolnić od tych więzów w dzień szabatu?”3.

Słowa o szatanie, który trzymał kobietę na uwięzi, ukazują zasadniczy biblijny obraz przyczyny niesprawiedliwości i cierpienia na ziemi. To nie Bóg, to „nieprzyjaciel uczynił”4. Ale Jezus bierze na siebie jej uzdrowienie. Chodził od wsi do wsi, od miasta do miasta, od domu do domu, ustanawiając przebaczenie i sprawiedliwość w życiu poszczególnych ludzi. W ten sposób odzyskiwał terytorium Boga.

Podsumowując, Jezus wyniósł pragnienie uzdrowienia i sprawiedliwości do takiego poziomu, iż na krzyżu wziął całą niemoc świata, cały bunt, cały grzech na swoje nieskończenie potężne ramiona, a następnie umarł śmiercią, na którą nie zasługiwał. Doświadczył głębi cierpienia niedającej się opisać słowami.

I choć nie potrafimy wyjaśnić każdego przypadku cierpienia, możemy cierpiącemu wskazać Jezusa i zapewnić, że Bóg rozumie jego ból — stał się jednym z nas i tego doświadczył!

Stworzeni do wolności

W 1839 roku statek La Amistad z 53 niewolnikami wypłynął z Hawany na Kubie. Mieli zostać sprzedani na targu w docelowym porcie. Jednak prawo dozwalało sprzedawać jedynie tych niewolników, którzy urodzili się w niewoli. Nie wolno już było zniewalać wolnych mieszkańców zachodniej Afryki. W tym przypadku właściciele tych 53 niewolników twierdzili, że urodzili się oni na Kubie. Na statku doszło do buntu. Zabito wszystkich handlarzy. Pozostawiono przy życiu tylko kapitana i nawigatora, Portugalczyków, nakazując im płynąć nie na Kubę, ale do zachodniej Afryki, skąd ich porwano. Kapitan i nawigator skierowali jednak statek ku Stanom Zjednoczonym. To, co wydarzyło się później, przeszło do historii jako jedno z najbardziej zdumiewających zdarzeń w dziejach amerykańskiego sądownictwa. Statek przypłynął do Nowego Jorku. Lokalne władze uwięziły rzekomych niewolników. W krótkim czasie szereg osób i instytucji zaczęło zgłaszać swoje prawa do nich. Abolicjoniści zaś zażądali ich uwolnienia.

Na podstawie ich historii Steven Spielberg nakręcił film Amistad (przyjaźń). Film ukazuje, jak w miarę trwania procesu narasta u uwięzionych poczucie frustracji i niesprawiedliwości. Sąd obradował, a biedni Afrykańczycy siedzieli na sali, niczego nie rozumiejąc. Pragnęli jedynie wrócić do ojczyzny. Jeden z Afrykańczyków, który zaczął przyswajać sobie podstawowe angielskie słowa, podczas kolejnej rozprawy wstał i zaczął powtarzać, tak jak umiał: „Dajcie nam wolni!”. Domagał się sprawiedliwości. Ostatecznie po długim procesie w 1841 roku sprawa trafiła do Sądu Najwyższego. Obrońcą Afrykańczyków był John Quincy Adams, późniejszy prezydent. Podkreślał, że żaden człowiek nie może zniewalać drugiego, manipulować nim, stosować wobec niego przymusu, sprzedawać go czy kupować. Wzywał do ich uwolnienia i odesłania do Afryki. W końcu wygrał i Afrykańczycy, ofiary rażącej niesprawiedliwości, wrócili po latach do domu.

Była to jedna z takich spraw, w których większość zwykłych ludzi od razu wie, gdzie leży sprawiedliwość. Ale skoro to takie oczywiste, to dlaczego na ziemi jest tak dużo niesprawiedliwości wśród ludzi i narodów?

Kiedy w Edenie Bóg powiedział: „Uczyńmy człowieka na obraz nasz”, Ojciec, Syn i Duch Święty stworzyli Adama i Ewę, dając im zdolność wydawania potomstwa. Boska Istota społeczna stworzyła istoty społeczne. „Boska Rodzina” stworzyła rodzinę ludzką na swój obraz.

Więź między Ojcem, Synem i Duchem Świętym nie polega na identyczności ról, ale na uzupełnianiu się. Przypomina to małżeństwo, gdzie mężczyzna ma swoją rolę, kobieta swoją, a dzieci mają swoje role. Kiedy wszyscy spełniają swoje role w ramach rodziny, wówczas panuje miłość, dobroć, cnota i szczęście. W takiej rodzinie, stworzonej na obraz Boga, wszyscy są równi. W Bóstwie Ojciec, Syn i Duch Święty są równi co do swojej natury. Ale to nie wyklucza zróżnicowania ról w ramach więzi przymierza. Skoro ludzkość jest stworzona na Ich obraz, żaden człowiek nie jest stworzony do zniewolenia czy zniewalania. W Bóstwie nie ma zniewolenia, przymusu ani manipulacji, więc i my nie powinniśmy tego tolerować w naszych społecznościach i rodzinach, jeśli zostaliśmy stworzeni na obraz Boży.

Niech to będzie praktyczną rodzinną wskazówką dla rodziców. Bóg nie powołał was do zniewalania dzieci przez przymus i manipulację, ale tworzenia i zacieśniania rodzinnych więzi. Wielu rodziców nie rozumie tej różnicy, bo sami byli niewoleni przez rodziców. — Zrób to! — Dlaczego? — Bo ja tak mówię! Za nieposłuszeństwo byliśmy karani, nierzadko biciem. Jeśli nasze rodziny mają być naprawdę na obraz Boga, nie mogą być oparte na zniewoleniu, przymusie i manipulacji, ale na wzajemnym zaufaniu, szacunku i budowaniu więzi miłości.

Władza deprawuje

W 1868 roku papież Pius IX zwołał sobór watykański. Sobór ten przyjął dogmat o nieomylności papieskiej, który zakłada, że kiedy papież przemawia ex cathedra, czyli jako głowa Kościoła, wówczas jest wolny od możliwości popełnienia błędu. W odpowiedzi na propozycję tego nowego dogmatu Lord Acton — angielski katolik, historyk, polityk i pisarz — wyraził w liście do przyjaciela następującą myśl: „Nie mogę przyjąć waszej kanonicznej zasady, iż mamy sądzić papieża i króla inaczej niż innych ludzi, z góry zuchwale zakładając, że nie są w stanie zbłądzić. (…) Każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie”. Dalej napisał: „Ludzie wielcy to niemal bez wyjątku ludzie źli. (…) Nie ma większej herezji nad tę, iż urząd uświęca tego, kto go sprawuje”.

Nie sądźcie, że skoro zostaliście wybrani na jakiś poważny urząd, to tylko z tego powodu staliście się świętsi, lepsi od innych. Jeśli byliście skorumpowani przed wyborem na urząd, to będziecie nadal skorumpowani. Jeśli byliście nieuczciwi, nadal będziecie nieuczciwi. Nic w samym urzędzie czy stanowisku nie czyni was lepszymi. Według Lorda Actona jeśli da się człowiekowi władzę i możliwość zniewalania innych, bardzo często będzie korzystał z tego w sposób tyrański. Kiedy ludzie stają się coraz silniejsi, ich skłonność do zepsucia wzrasta, bo wydaje się im, że mogą robić, co im się podoba. Uważają się za suwerenów nieodpowiadających przed nikim.

Tak naprawdę tylko Bóg jest suwerenem z realną władzą nad materią i energią. Jednak Jego absolutna władza nie czyni Go absolutnie zepsutym, ale absolutnie pokornym. Zawsze taki był. Najpotężniejsza Istota we wszechświecie jest jednocześnie najpokorniejsza, najłaskawsza, najofiarniejsza i najsprawiedliwsza.

W 1971 roku na Uniwersytecie Stanforda przeprowadzono pewien eksperyment nazwany potem stanfordzkim eksperymentem więziennym. Profesor Philip Zimbardo zaprosił do udziału w nim 24 studentów. Co czwartemu studentowi przydzielono rolę strażnika, a pozostałym rolę więźniów. Następnie badacze ich zostawili, powiedziawszy im: „Dziś mamy czwartek. Zaczyna się długi weekend. Wrócimy we wtorek. Zachowujcie się grzecznie”. Żadnych dodatkowych instrukcji. Po 48 godzinach wezwano policję i przerwano eksperyment, bo studenci „strażnicy” tak bardzo wczuli się w role, że zaczęli pomiatać „więźniami” i poddawać ich psychicznym torturom. Okazało się, że jeśli przydzieli się ludziom role i zdejmie z nich odpowiedzialność, pozwalając działać w dowolny sposób, to wykorzystując otrzymaną władzę, będą innych okrutnie dręczyć. Zimbardo opisał to potem w książce pt. Efekt Lucyfera. Jak dobrzy ludzie stają się źli.

Możemy teraz pomyśleć: Ci studenci chyba postradali rozum? Co ten Pius IX sobie myślał? Co to za ludzie, ci handlarze niewolników? Zimbardo spostrzegł to, o czym napisano także w Piśmie Świętym — że każdy ma to coś, co czyni go złym. Badania wykazują, że nie tylko źli ludzie robią złe rzeczy, ale także zwykli ludzie, kiedy znajdą się w sytuacji, w której oczekuje się od nich robienia złych rzeczy.

Wirus zła

Apostoł Paweł tak opisuje wirusa buntu i egoizmu w sercu każdego człowieka: „Nie ma ani jednego sprawiedliwego (…), kto by czynił dobrze, nie masz ani jednego. Grobem otwartym jest ich gardło, językami swoimi knują zdradę, jad żmij pod ich wargami; usta ich są pełne przekleństwa i gorzkości; nogi ich są skore do rozlewu krwi, spustoszenie i nędza na ich drogach, a drogi pokoju nie poznali”5.

Co to za ludzie? To ty i ja! To my, do gruntu zepsuci. To właśnie chciał uświadomić innym Lord Acton. Kiedy masz do czynienia z ludźmi z natury zepsutymi i egoistycznymi, władza nad innymi pcha ich ku jeszcze większemu zepsuciu, tym bardziej władza absolutna.

Dotyczy to wszystkich, z wyjątkiem Boga. On ma absolutną władzę nad całym wszechświatem, a jednak będąc najpotężniejszą Istotą, pozwolił się przybić do krzyża… Bo Jego władza jest zupełnie innego rodzaju — nie opiera się na sile, ale na charakterze. Jest władzą miłości, która nie stosuje przymusu, ale przyciąga do siebie, zaprasza nas do miłowania Go i ufania Mu. Bóg pragnie przyciągnąć do siebie zbuntowane stworzenia nie siłą, ale pięknem swojego charakteru.

W polityce wcale nie wybiera się najlepszych. Bo najlepsi wcale nie palą się do rządzenia innymi. Thomas Jefferson rozumiał podobnie: „Ta władza panuje najlepiej, która panuje najmniej”. Najlepsza władza to nie ta, która stosuje przymus i manipulację oraz uzależnia ludzi od siebie, ale ta, która współpracuje z ludźmi dla wspólnego dobra. Biblia uczy podobnie — że kiedy dbamy o siebie nawzajem, nie potrzebujemy, by ktoś nas przymuszał i popychał. Niestety, w upadłym stanie ludzkości taki system jest niemal niemożliwy do osiągnięcia. Dlatego Bóg dał Kościołowi prawo.

Standard postępowania

Prawo kojarzy się z obowiązkiem i odpowiedzialnością. Jednak w Prawie Bożym najważniejsze nie są zobowiązania, ale możliwości. Bóg nadał prawo jako standard moralny nie po to, by ograniczyć nas zbędnymi przepisami, ale by dać nam możliwość życia takiego, do jakiego zostaliśmy stworzeni. Sednem tego prawa jest zasada miłości. Apostoł Paweł napisał: „Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo. Albowiem przykazania: Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj, i wszystkie inne — streszczają się w tym nakazie: Miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa”6.

Jezus mówił dokładnie to samo! Gdy ktoś zapytał Go o najważniejsze przykazanie, odpowiedział: „Będziesz miłował Boga całym sercem, myślą i duszą. A po drugie: Będziesz miłował bliźniego jak samego siebie”7.

Kochać i być kochanym to cały cel i sens życia. Dlatego Paweł napisał, że wypełnieniem prawa Bożego jest miłość, a Jezus mówi, że najważniejsze przykazania to miłowanie Boga ponad wszystko i bliźniego jak samego siebie. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo Boże i nauczanie proroków.

W Dekalogu pierwsze cztery przykazania dotyczą miłowania Boga. Pierwsze brzmi: „Nie będziesz miał, oprócz Mnie, żadnych bogów”8. Nie jest to surowy nakaz, ale zaproszenie miłującego Stwórcy, który prosi, byśmy Go pokochali — jak mąż żonę, a żona męża. Co ciekawe, w języku hebrajskim przykazania Dekalogu nie brzmią jak nakazy, ale bardziej jak obietnice. „Nie będziesz miał, oprócz Mnie, żadnych bogów” to też obietnica.

Drugie przykazanie zakazuje używania wizerunków w celu oddawania poprzez nie czci Bogu9. Boże, dziękuję za uwolnienie mnie z niewoli bałwochwalstwa!

Trzecie przykazanie brzmi: „Nie będziesz wzywał imienia Jahwe, Boga twego, nadaremnie”10. Nadaremnie wzywamy Boga, kiedy mówimy jedno, a czynimy coś innego. Tu Bóg prosi nas o nasze słowa.

Czwarte przykazanie: „Pamiętaj o szabacie! Niech to będzie dla ciebie dzień święty”11. Szabat to sobota. To przykazanie wyróżnia się wyraźnie spośród pozostałych. Jest długie i bardzo szczegółowe. W tym przykazaniu Bóg prosi o nasz czas.

Bóg prosi o nasze uczucia, słowa i czas. Jest to język wskazujący na pragnienie więzi. Jeśli w małżeństwie brakuje tych elementów, nie będzie ono funkcjonować właściwie. W małżeństwie nie wystarczy kochać, trzeba jeszcze o tym mówić. Każda więź wymaga też poświęcenia sobie wzajemnie czasu. To mit, że liczy się nie ilość spędzonego razem czasu, a jego jakość. Tydzień wakacji zagranicznych raz do roku ma swoje znaczenie, ale bardziej liczy się spędzanie ze sobą czasu na co dzień.

Prawdziwa wolność i sprawiedliwość są możliwe, kiedy żyjemy zgodnie z zasadą miłości, bo Bóg jest miłością, a miłość jest wypełnieniem prawa. Prawdziwa wolność nie jest efektem wymuszonego posłuszeństwa wobec kogoś, kto przeraża swoją potęgą, ale dobrowolnego posłuszeństwa wobec Tego, który pociąga nas do siebie pięknem swojego charakteru. Chrześcijańskie życie nie jest spełnianiem listy nakazów, ale korzystaniem ze wspaniałych możliwości życia, do jakiego Bóg nas stworzył. Prawdziwe szczęście to służenie innym.

* * *

Czy na ziemi zapanuje sprawiedliwość? Tak! Jednak nie stanie się to na tym świecie, a na ziemi odnowionej przez Chrystusa po Jego powtórnym przyjściu. Bóg mówi przez proroka Izajasza: „Oto sługa mój, którego popieram, mój wybrany (…). Trzciny nadłamanej nie dołamie ani knota gasnącego nie dogasi, ludom ogłosi prawo. Nie upadnie na duchu ani się nie złamie, dopóki nie utrwali prawa na ziemi; a jego nauki wyczekują wyspy. Tak powiedział Bóg (…) Ja, Pan, powołałem cię w sprawiedliwości i ująłem cię za rękę, strzegę cię i uczynię cię pośrednikiem przymierza z ludem, światłością dla narodów”12.

Bóg mówi, że Jego Syn, Mesjasz, ustanowi sprawiedliwość na ziemi. On jedyny jest do tego zdolny. Czuje nasz ból. Przeszedł mękę dla naszego zbawienia. Wie, jak panować nad wszechświatem jako wszechmocny Bóg, ale także wie, co oznacza cierpienie za innych. Któż inny miałby zaprowadzić sprawiedliwość, jeśli nie Ten, który mając absolutną moc, nie posługuje się przymusem, ale zaprasza i przekonuje — nie potęgą swojej boskiej natury, ale pięknem swojego charakteru?! 

David Asscherick

1 Zob. Iz 53,3-10. 2 Łk 13,10-13 BT. 3 Łk 13,14-16 BT — kursywa autora. 4 Mk 13,28 BW. 5 Rz 3,10-18. 6 Rz 13,8-10 BT. 7 Mk 12,30-31. 8 Wj 20,3 BKR. 9 Zob. Wj 20,4-6. 10 Wj 20,7 BKR. 11 Wj 20,8 BKR. 12 Iz 42,1-6.