Boża reputacja w krzyżowym ogniu krytyki

505

Jaki ojciec, taki syn… To coś więcej niż popularne przysłowie. To prawda, która może odmienić twój stosunek do Boga.

Co widzicie oczami wyobraźni, gdy się modlicie? — zapytałem grupę około czterdziestu studentów chrześcijańskiego uniwersytetu. Odpowiedzi były różne: oślepiające światło, czarną dziurę, sympatycznego mężczyznę siedzącego pod drzewem. A potem kubeł zimnej wody: mężczyznę podobnego do mojego ojca, stojącego z założonymi rękami i z nachmurzonym czołem.

Przypomniała mi się wtedy historia, którą Carl Burke opisał w książce pt. God is for Real, Men. Otóż na obozie młodzieżowym autor wędrował kiedyś szlakiem turystycznym z grupą nastolatków z dzielnicy biedoty. Kiedy uszli kawałek, jeden z nich spytał go: „Psze pana, jaki jest Bóg?”. Opiekun próbował stanąć na wysokości zadania. „Bóg jest jak ojciec” — zaczął ciepłym głosem, tryskającym entuzjazmem. Odpowiedź wywarta wrażenie, tyle że odwrotne od zamierzonego. „Jak jest taki jak mój ojciec — mruknął nastolatek — to na pewno bym Go znienawidził”.

Właśnie taka wstrętna opinia krąży na temat Boga. Opinia, w której utwierdzają ludzi całe zastępy odrażających ojców i której zadaje kłam zaledwie garstka porządnych ojców. Nic dziwnego, że uczniowie poprosili Jezusa, aby pokazał im Ojca1. Najwyraźniej podobnie jak moi studenci mieli najróżniejsze wyobrażenia.

Według chrześcijan „ojciec” to nadal dobre określenie Boga. Przyczynił się do tego w znacznym stopniu Jezus. Zanim jednak przejdziemy do Jezusa, musimy porozmawiać o grzechu i jego wpływie na Bożą reputację.

Alden Thompson

[Przedruk z „Sings of the Times” 3/2011. Tłum. Paweł Jarosław Kamiński dla www.adwentysci.waw.pl].

Skrót artykułu. Całość dostępna w elektronicznej wersji do nabycia tu: www.sklep.znakiczasu.pl lub już niebawem w wersji papierowej w dużych salonach Empik.