Co jesteś w stanie poświęcić?

304

Bohaterowie wiary — nazwani tak przez apostoła Pawła, byli gotowi poświęcić „coś” dla Boga. Co to było? I jakie znaczenie ma to dziś dla nas?

Któregoś dnia turysta odwiedził słynnego rabina. Zadziwił go niesłychanie widok domu rabina, wszystkie pokoje wypełniały jedynie książki, zaś całe umeblowanie stanowił stół i krzesło.

— Rabbi, gdzie są twoje meble? — spytał turysta.

— A gdzie są twoje? — zareplikował rabin.

— Moje? Ależ ja jestem tutaj jedynie przejazdem!

— Ja także — odparł rabin.

Bohaterowie wiary

Daniel był jeńcem hebrajskim na dworze króla babilońskiego. Już na pierwszych stronach Księgi Daniela czytamy, że poświęcił Bogu… swój apetyt!1. Może nam się to wydawać śmieszne, ale Daniel w tak trudnych warunkach, w których się znalazł — był więźniem — powinien siedzieć cicho dla świętego spokoju, nie wychylać się, nie rzucać w oczy, nie narażać, aby czymś nie zezłościć swoich nowych panów (przełożonych). Ale on nie bał się odmienności wśród tak niesprzyjających okoliczności. Gdy obserwuje się dalsze życie Daniela i doświadczenia, przez które przechodził, to można dojść do przekonania, że każda wierność Bogu, nawet ta najdrobniejsza, jest bardzo istotna. W końcu czytamy, że „kto jest wierny w najmniejszej sprawie i w wielkiej jest wierny”2.

Trzej towarzysze Daniela poświęcili Bogu jeszcze więcej — na oczach całego królestwa Nebukadnesara nie chcieli się pokłonić przed złotym posągiem3. Mogli przecież sobie wytłumaczyć, że pokłonią się dla świętego spokoju, a w sercu będą wiedzieli i pamiętali, że prawdziwym Bogiem jest Jahwe. Ale czy to by się podobało Panu Bogu?

Jak często my idziemy na takie kompromisy? Ci młodzi Hebrajczycy byli skłonni poświęcić bogactwo, wygodę, władzę, powodzenie, zaszczyty i w końcu życie. Żyli w Babilonie, ale Babilon nie żył w nich. Pamiętali, że są tylko pielgrzymami na ziemi.

Józef, którego historię dobrze znamy, był zarządcą domu Potyfara, dworzanina faraona w Egipcie. Wiodło mu się dobrze, żył w dostatku, spokoju, niczego mu raczej nie brakowało. Za swoją wierność Bogu został jednak oskarżony o gwałt, skazany, uwięziony, zapomniany przez ludzi, wzgardzony4. To postawa pełna poświęcenia: stracił wygodę, dobre imię, wolność… Józef żył w Egipcie, ale Egipt nie żył w nim.

Noe musiał być uważany za szaleńca. Był z pewnością wyśmiewany, wykpiwany, krytykowany, szydzono z niego. Czy to nie jest coś, czego my wszyscy bardzo się obawiamy? Noe budował arkę na środku pustyni przez 120 lat5. Nie znał deszczu, morze było daleko, no i pewnie nie miał pojęcia, jak miałby tam przetransportować arkę. Nawoływał przez cały ten czas do nawrócenia. Dla każdego było miejsce w arce — darmo, bez biletu. Noe poniósł chyba największą porażkę ewangelizacyjną, jaką znam. Ale to go nie zniechęciło — poświęcił swoje ego, swoje dobre imię i życie w jednym celu, który dla współczesnych mu ludzi wydawał się kompletną bzdurą.

A Henoch? W Biblii mamy tylko krótką wzmiankę o nim, że „chodził z Bogiem”6. W ówczesnym świecie z pewnością był wyśmiewany, nazywano go marzycielem i dziwakiem. Henoch chodził z Bogiem i rozmawiał z Nim, a ludzie mogli się śmiać, że rozmawia sam ze sobą, czyż nie? Henoch żył w tamtych czasach, ale tamte czasy nie żyły w nim.

To zaledwie kilku bohaterów wiary, ale czytamy również o wielu innych: Mojżeszu, Piotrze, Janie Chrzcicielu, Eliaszu, Nikodemie… Co oni poświęcili dla Jezusa? Dumę, swój komfort, autorytet, majątek, spokój, rodzinę, przywileje, władzę, życie…

Antybohaterowie

Ale w Biblii możemy też znaleźć historię antybohaterów, którzy gdzieś po drodze się zagubili.

„I oto ktoś przystąpił do niego, i rzekł: Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby osiągnąć żywot wieczny? A On mu odrzekł: (…) jeśli chcesz wejść do żywota, przestrzegaj przykazań. Mówi mu: Których? A Jezus rzekł: Tych: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie mów fałszywego świadectwa, czcij ojca i matkę, i miłuj bliźniego swego, jak siebie samego. Mówi mu młodzieniec: Tego wszystkiego przestrzegałem od młodości mojej; czegóż mi jeszcze nie dostaje? Rzekł mu Jezus: Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie, potem przyjdź i naśladuj mnie. A gdy młodzieniec usłyszał to słowo, odszedł zasmucony, miał bowiem wiele majętności”7.

Bogaty młodzieniec szukał życia wiecznego. Był skrupulatny w przestrzeganiu przykazań, co sobotę chodził do kościoła, modlił się, oddawał dziesięcinę i łożył dary, żył porządnie, był prawie doskonały. Ale chyba czegoś mu brakowało, skoro zadał Jezusowi to pytanie: „Comam czynić, aby osiągnąć żywot wieczny?”. Jezus dokładnie mu odpowiedział, wskazując na przeszkodę, którą w jego przypadku było bogactwo. Bogactwo było bogiem młodzieńca.

Czy i my czasem nie zadajemy Bogu takich pytań: Panie, co mam czynić? Ale co zrobimy, gdy otrzymamy odpowiedź? Czy to, co zrobił młodzieniec, który „odszedł zasmucony”? Młodzieniec w rzeczywistości nie chciał znać prawdy. Chciał wejść do żywota wiecznego na swój sposób. Był przekonany, że wszystko z nim w porządku. Czy tak nie jest i z nami? Może nie chcemy widzieć przeszkód na drodze do Boga? Może wcale nie chcemy ich poznać, bo gdy poznamy, to będziemy musieli podjąć decyzję… Czy dobrobyt, komfort i bogactwo nie są czasem naszymi bogami?

Kult mamony

260 najbogatszych ludzi świata ma na swoich kontach tyle, ile wynosi roczny dochód trzech miliardów najuboższych ludzi! Czyż to nie jest szokujące? Czy pieniądze i dobrobyt nie zaślepiają? Oto opis willi hinduskiego miliardera: 4000 metrów kwadratowych rozmieszczonych na 27 piętrach wypełnionych siecią ogrodów, fontann i tarasów. To najdroższy dom świata. Lądowisko dla helikopterów, sześciopiętrowy garaż i sala do zabawy wypełniona śniegiem to tylko niektóre gadżety stojącej w Bombaju rezydencji. Każde piętro wykonane jest w odmiennym stylu i obsługuje je 600-osobowa służba. Albo tzw. Wyspa Copperfielda — dla rozrywki i przyjemności najsłynniejszy magik wydał 70 milionów dolarów na zakup należących do archipelagu Exuma czterech wysepek.

Czy da się iść w luksusie za Jezusem? Albo bez żadnych wyrzeczeń? Odpowiedź już padła: „Gdy tedy szli drogą, rzekł ktoś do niego [Jezusa]: Pójdę za tobą, dokądkolwiek pójdziesz. A Jezus rzekł do niego: Lisy mają jamy, a ptaki niebieskie gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma, gdzie by głowę skłonił. Do drugiego zaś rzekł: Pójdź za mną! A ten rzekł: Pozwól mi najpierw odejść i pogrzebać ojca mego. Odrzekł mu: Niech umarli grzebią umarłych swoich, lecz ty idź i głoś Królestwo Boże. Powiedział też inny: Pójdę za tobą, Panie, pierwej jednak pozwól mi pożegnać się z tymi, którzy są w domu moim. A Jezus rzekł do niego: Żaden, który przyłoży rękę do pługa i ogląda się wstecz, nie nadaje się do Królestwa Bożego”8.

Dzisiaj tak wielu ludzi tak się zagalopowało w swej zaradności, że zapomniało o wszystkim innym. Dla nich całe życie sprowadza się do zapewnienia sobie doczesnego dostatku i dobrobytu. Niektórym cały czas wypełnia praca. Żyjemy często tylko dla siebie i dla własnej przyjemności, podczas gdy życie chrześcijanina ma być służbą Bogu i ludziom. A rozliczenie nas nie ominie…

Byłem głodny, a nie daliście mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście mi pić; byłem w potrzebie, a mijaliście mnie obojętnie; mieszkałem tuż obok was, pod tym samym dachem, a nie zauważyliście mnie, codziennie mijaliście mnie na ulicy z pogardą i lekceważeniem; codziennie wydawaliście pieniądze na głupoty, a ja nie miałem nawet na leki; wy jeździliście na zagraniczne wczasy i do Austrii na narty, a ja nie miałem za co kupić dzieciom ubrania; wy jadaliście w wykwintnych restauracjach, a dzieci sąsiada głodowały; wy wydawaliście fortunę na kosmetyki, makijaż i fryzjera, a ja wybierałem odpadki ze śmietnika; wy jeździliście luksusowymi samochodami, a ja nie miałem na bilet; wasze psy i koty jadały lepiej niż miliony dzieci na świecie; w waszych domach panował zbytek, przepych i luksus, a tuż obok żyli ludzie w biedzie i nędzy, a wy żeście tego nawet nie zauważyli; ja cierpiałem tuż obok, a wy nie chcieliście się wtrącać i udawaliście, że tego nie widzicie; ja cierpiałem biedę i niedostatek, a wam nawet do głowy nie przyszło, że moglibyście mi pomóc9.

Tajemnica bohaterów

Dlaczego bohaterowie wiary odnieśli sukces? Co takiego ich wyróżniało? Byli zawsze gotowi stawić się na wezwanie, wykonywali obowiązki dnia codziennego, ale żyli w społeczności z Bogiem, byli z Nim w łączności, w kontakcie. O Danielu napisano, że „był w nim nadzwyczajny duch”10, a o apostołach, że ludzie „poznali ich też, że byli z Jezusem”11. Była to kwestia wyboru ich CAŁEGO ŻYCIA, a nie kwestia czy potrzeba chwili. Codzienna łączność z Bogiem pozwalała im coraz lepiej Go poznawać, w ten sposób skuteczniej mogli wypełniać Jego wolę, dlatego wygrywali w życiowych kryzysach. Poddanie Bogu to proces całego życia, oznacza walkę z naszą egocentryczną naturą.

Zadajmy sobie pytanie: ile jesteśmy w stanie poświęcić dla Boga? Co możemy Mu oddać? Czas? Często dłużej czytamy gazetę, oglądamy serial, przeglądamy głupoty w internecie niż rozmawiamy z Bogiem przez studiowanie Jego Słowa. Pieniądze? Przecież wszystko należy do Boga, nie tylko dziesięcina! Pracę, karierę? Czy masz problem z pracą w sobotę? A może „od czasu do czasu” jesteś w tej kwestii nieuczciwy? Plany? Czy w codziennej porannej modlitwie bierzesz pod uwagę to, że Bóg może mieć wobec ciebie plany odmienne od twoich własnych? Czy jesteś w stanie je zaakceptować? Serce? To jedyne, co możemy oddać Bogu — nasze nieczyste, dumne serce. Naszą służbę? Bogu służymy, gdy służymy bliźnim; Bogu się poświęcamy, gdy poświęcamy się dla bliźnich. Niebo jest pełne poświęcenia w służbie dla innych. To jest atmosfera nieba. „Pragnienie dobra i świętości jest rzeczą właściwą, ale jeżeli na tym poprzestaniemy, nie przyniesie to żadnego pożytku”12. Bo chrześcijaństwo to działanie, to wcielanie słowa w czyn. Nasze uczynki powinny być zgodne z tym, co wyznajemy, a nasze wierzenia i przekonania poparte postawą wzorowaną na Chrystusie. Chrześcijaństwo to nie jeszcze jedna filozofia, ale relacje i styl życia. Podstawą tego stylu jest myślenie o innych, a nie o sobie.

Jest taka historia o św. Franciszku. Wychodząc któregoś dnia z klasztoru, napotkał brata Ginepro. Był on bardzo prostym, dobrym człowiekiem i św. Franciszek bardzo go kochał. Ujrzawszy go, poprosił:

— Bracie Ginepro, pójdź ze mną, będziemy głosić kazania.

Zakonnik zafrapował się:

— Wiesz przecież, że jestem za mało wykształcony. Czy mogę więc przemawiać do ludzi?

Św. Franciszek nalegał jednak i wreszcie brat Ginepro się zgodził. Wędrowali razem przez całe miasto, modląc się w ciszy za wszystkich tych ludzi, którzy pracowali w warsztatach i w ogrodach. Uśmiechali się do dzieci, szczególnie do tych bardzo biednych. Zamieniali kilka słów z najstarszymi. Dotykali chorych. Pomogli pewnej kobiecie dźwigać ciężki dzban z wodą. Kiedy przemierzyli już kilkakrotnie całe miasto, św. Franciszek powiedział:

— Bracie Ginepro, czas, byśmy powrócili do klasztoru.

— A nasze kazanie?

— Wygłosiliśmy je już, wygłosiliśmy…

Żyjemy w tym świecie, ale ten świat nie musi żyć w nas. Obyśmy najlepsze kazania wygłaszali swoim życiem. 

Adriana Nowak

1 Dn 1,8-16. 2 Łk 16,10. 3 Dn 3,1-27. 4 Rdz 39,1-40,23. 5 Rdz 6,3.13-14. 6 Rdz 5,24. 7 Mt 19,16-22. 8 Łk 9,57-62. 9 Parafraza Mt 25,41-45. 10 Dn 6,4. 11 Dz 4,13. 12 E.G. White, Droga do Chrystusa, Wydawnictwo „Znaki Czasu”, Warszawa 1991.