Rodzaje domowych nabożeństw

23

Nabożeństwem nazywamy wspólne modlitwy, które są przejawem religijności i nie są oficjalnymi ceremoniami Kościoła, czytamy w Wikipedii. Więc skoro jesteśmy chrześcijanami, powinniśmy praktykować nabożeństwa jak najczęściej — inaczej nie można powiedzieć o nas, że jesteśmy religijni. Tyle i kropka.

Pójście do kościoła i udział w nabożeństwie zorganizowanym przez kogoś innego niż przez nas samych są łatwiejsze, ale to dzięki temu, co dzieje się u nas w domu, gdy nikt nie patrzy, wzrastamy. To, co dzieje się w naszych czterech ścianach, świadczy o nas i naszych krokach do Chrystusa — po tej drodze nieustannie powinniśmy wspinać się w górę.

Dosyć tego wywodu, czas na praktykę, a więc opis tego, jak to u nas wygląda!

Osobisty czas z Bogiem

Rok temu pisałam [na blogu — red.], w jaki sposób pokochałam poranki. Dla mnie idealny czas sam na sam z Bogiem jest rano. Prawdopodobnie dlatego, że mam małe dzieci i wieczorami padam na twarz. Jest jeszcze cała masa argumentów, które przemawiają za porankiem. Tak czy siak godzina nie ma aż takiego znaczenia. Ważna jest jakość spotkania z Najwyższym. Osobiście preferuję studium Biblii, przeczytanie rozdziału z duchowej książki oraz modlitwę na koniec. To mój rytuał — twój może być inny. Obecnie czytam Pięcioksiąg Mojżeszowy w poszukiwaniu aktualnych przepisów, niedawno studiowałam Księgę Rut z badaniem znaczeń imion i nazw, a także symboli. Robię i czytam to, co w danej chwili mnie interesuje. Mój mąż postępuje dokładnie tak samo. Tyle że teraz wnika w List do Galacjan, informując mnie co rano, co „dziwnego” tym razem odkrył. Nabożeństwo mojego męża trwa około godziny. Moje, gdy nikt mi nie przeszkadza, a dzieci nadal śpią — do dwóch.

U chłopców kwestia porannych nabożeństw wygląda odrobinę, jak nie zupełnie inaczej. Rozpoczynają dzień śniadaniem, ubraniem się, posprzątaniem tego, co rano już nabałaganili. Następnie mają czas na osobisty kontakt z Bogiem. Na ich tablicy korkowej widnieje mapa pomysłów na poranny czas ze Stwórcą. Może to być zwykłe oglądanie biblijnych historii dla dzieci lub kolorowanie biblijnej kolorowanki, granie i śpiewanie dla Boga, układanie puzzli (mamy zestaw z książeczek chrześcijańskich) lub gra w memory [rodzaj gry pamięciowej — red.] postaciami z Pisma Świętego. Na koniec zabawy jest cicha modlitwa. Wszystko trwa jakieś pięć do dziesięciu minut. Wiek chłopców to cztery i sześć lat. Wiem, że każdy wiek potrzebuje innego czasu z Najwyższym.

Rodzinny czas z Bogiem

Przed oblicze Boga przychodzimy nie tylko osobiście, ale jako rodzina. Robimy to dwa razy dziennie. Przy stole, przy śniadaniu, gdy owsianka paruje nam w twarz, czytamy werset z Pisma Świętego na dany dzień. Do tego krótki komentarz i oglądamy obrazek. Książka, z jakiej korzystamy, to 365 biblijnych obietnic dla małych serc Wydawnictwa Jedność. Dla starszych polecamy Promyki nadziei, a dla późnych nastolatków i małżeństw bez dzieci krótkie historie, tzw. pobudki biblijne, np. Z Bożej skarbnicy. Czas trwania wraz z modlitwą dziękczynną za posiłek i prośbą o Bożą ochronę dla rodziny na dzisiejszy dzień, w zależności od materiału, z jakiego korzystamy, to od trzech do dziesięciu minut.

Rodzinny czas z Bogiem to prócz krótkiej czytanki o poranku również wieczorny, spokojny czas. O ile raz, dwa razy w tygodniu brak takiego czasu jest uzasadniony (zajęcia dodatkowe itp.), to jeżeli nie masz czasu na rodzinną naradę prawie każdego dnia, to… zwolnij, przystopuj. Biegniesz za szybko w tygodniowym pędzie. Oczywiście ideałem jest, gdy wszyscy uczestniczą w tym czasie, ale nie jest to obowiązkowe, bo taty na siłę z pracy szybciej nie wyciągniemy, prawda?

Dobrym zwyczajem jest rozpocząć od podzielenia się radościami i smutkami danego dnia. Już trzylatki potrafią powalić swoją błyskotliwością w tym względzie. Kolejną kwestią jest również oczyszczenie atmosfery z nieporozumień danego dnia. Gdy rundka plusów i minusów dnia się skończy, możesz robić to, co uznasz za stosowne. Ważne jednak, by dostosować się do wieku dzieci. Długość i rodzaj czytanego tekstu zależny jest od najmłodszego. Gdy różnica wieku dzieci jest duża, możesz pozwolić pobawić się najmłodszemu, gdy ty rozważasz coś ze starszakiem czy nastolatkiem. 
Przy starszakach warto po prostu wspólnie rozważać Pismo Święte lub czytać duchową książkę, rozdział po rozdziale, kończąc dyskusją i modlitwą dotyczącą spraw rodzinnych.

Małżeński czas z Bogiem

Nie możemy ominąć czasu sam na sam tylko z małżonkiem. Powodów jest wiele. Zacznę od statystyk. Czy wiesz, że rozpada się tylko 0,02 proc. małżeństw, które codziennie razem się modlą? Małżeński czas z Bogiem to po prostu inwestycja, bo pieniądze na rozwód znikąd się nie wezmą. A tu proszę, takie oszczędności, dzięki samej modlitwie! Poza oszczędnościami nie można ciągle dziękować za słonko i chmurki, trzeba czasem pomodlić się o coś, o czym dzieci nie powinny wiedzieć. Te sekrety zdradź Najwyższemu. Warto również sięgnąć do Słowa Bożego lub rozwinąć na innym poziomie myśl z rodzinnego nabożeństwa porannego lub wieczornego. Możesz również skorzystać z książki Z Bożej skarbnicy jeżeli masz małe dzieci i o poranku korzystasz z czegoś innego. U nas czas tuż po pracy męża jest najlepszy. Rano nie ma tyle czasu, a wieczorem jesteśmy zbyt zmęczeni. Dzieci dostają minutnik ustawiony na dwadzieścia minut i wołają tatę na zabawę po tym czasie.

Domowy kościół

Z jednej strony, bardzo modna idea, często naginana i niesłusznie zastępowana cotygodniową wizytą w kościele. Z drugiej jednak strony, jest to coś niezwykłego, co swoje podstawy ma w Piśmie Świętym. A chodzi po prostu o zrobienie herbaty, zaproszenie kilku przyjaciół i wspólną modlitwę oraz czytanie Słowa Bożego. Tyle i aż tyle. Co tydzień, raz w miesiącu, okazjonalnie. Raz u ciebie, raz u przyjaciół. Po prostu dowolnie.

Świąteczny czas z Bogiem

Czy wiesz, że gdy obowiązywały jeszcze ofiary ze zwierząt (ich krew symbolizowała krew Chrystusa), to prócz codziennych ofiar należało składać również świąteczne? Ważne jednak jest, że świąteczne ofiary nie wykluczały codziennych. Chodzi mi o to, że nie powinniśmy zaniedbywać osobistego czasu z Bogiem, „bo dziś idę do kościoła”, a nawet powinniśmy dodać z okazji dowolnego święta (cotygodniowego lub corocznego) jeszcze coś ekstra!

Pewnie zastanawiasz się jak na to wszystko znaleźć czas? Moja odpowiedź jest prosta. Jak na mycie zębów. Powinno ono trwać dwie, trzy minuty, minimum dwa razy dziennie. Łącznie cztery do sześciu minut. Myjesz zęby, bo nie zajmuje ich mycie wcale dużo czasu, a daje świetne rezultaty! Zero dziur i pieniędzy, które musimy wydać na dentystę. Podobnie jest z naszym czasem, który ofiarowujemy Bogu. Pięć minut przed śniadaniem, dwadzieścia minut wieczorem, dwadzieścia minut tylko z mężem. Plus czas sam na sam z Najwyższym. Jeśli to za dużo, to zobacz, ile spędziłeś wczoraj czasu na swoim telefonie (sporo telefonów już ma taki pomiar wbudowany). On w przeciwieństwie do rodzinnego czasu z Bogiem nie zapewnia jedności, pokoju, radości, miłości i życzliwości, a właśnie takie są owoce Ducha! Tacy będziemy, gdy pozwolimy przez te kilkadziesiąt minut, by wpływał na nas Duch Święty!

Sandra Początek

[Przedruk z bloga autorki: Niezwyklapodroz.pl. Rodzicielstwo pełne Boga]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj