Puste kościelne ławki

437

W styczniu przez polskie media przetoczyła się fala dyskusji nad religijnością Polaków. W niedzielnych mszach uczestniczy obecnie najmniej wiernych w powojennej historii Polski — wynika z badań Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego.

Z badań ISKK wynika, że w 2015 roku w Polsce mieliśmy 32,7 mln katolików, czyli 92 proc. obywateli. W badaniach wyróżniono dwie grupy — dominicantes i communicantes. Ci pierwsi to uczestnicy niedzielnych mszy, drudzy to osoby przyjmujące niedzielną eucharystię. W niedzielnych mszach uczestniczyło w 2015 roku  39,8 proc. katolików (dominicantes), zaś eucharystię przyjmowało 17 proc. katolików (communicantes). W latach 80. wskaźnik dominicantes sięgał  57 proc. (15,2 mln osób), obecnie to niecałe 40 proc. (10,6 mln). Co oznacza, że od lat 80. nastąpił spadek uczestnictwa w niedzielnych mszach o 4,6 mln wiernych. W perspektywie jednorocznej, najbardziej aktualnej, jak wynika z badań ISKK, między rokiem 2015 a 2016 wskaźnik uczestnictwa w mszach spadł o kolejne 3 proc. (0,8 mln wiernych) i obecnie wynosi 36,7 proc. To najmniej w powojennej historii Polski.

Zauważalny spadek uczestnictwa wiernych w mszach wywołał falę komentarzy, w których szukano odpowiedzi na pytanie o powody tego stanu rzeczy.

Najczęściej powtarzaną przyczyną pustoszenia katolickich kościołów było upartyjnienie Kościoła katolickiego. Podkreślano, że nie chodzi tu o utratę wiary w Boga, a w Kościół, kierujący się jednostronnymi sympatiami politycznymi i — co widać coraz wyraźniej — względami merkantylnymi, czyli szukaniem korzyści materialnych.

Drugi powód dla tak niepokojących dla Kościoła katolickiego statystyk wskazał Kościołowi jego własny duchowny — dominikanin Ludwik Wiśniewski. Na łamach „Tygodnika Powszechnego” w artykule pt. Oskarżam Wiśniewski napisał, że chrześcijaństwo w Polsce umiera, ale tak naprawdę wykorzeniają je własnymi rękami duchowni i najgorliwsi członkowie Kościoła. „Wprowadziliśmy w naszą religijność element, który ją rozsadza: wrogość — pisze dominikanin. — Jesteśmy nią nie tylko zarażeni, ale przyzwyczailiśmy się do niej: stała się do pewnego stopnia wręcz naszym znakiem rozpoznawczym. A gdzie jest wrogość, tam prawo obywatelstwa ma nienawiść — wroga przecież należy zniszczyć. Można więc pluć, drwić i deptać ludzi, można bezpodstawnie oskarżać ich o niegodziwości, a nawet zbrodnie, i równocześnie powoływać się na Ewangelię, stroić się w piórka obrońcy chrześcijańskich wartości i Kościoła (…) to już nie jest chrześcijaństwo, tylko jego parodia”.

Coraz mniej ludzi w kościołach to może być również efekt dwóch bardzo współczesnych, a jednocześnie od siebie różnych zjawisk — prywatyzacji religii i sekularyzacji.

W „chrześcijaństwie sprywatyzowanym” wierzący, choć są członkami jakichś Kościołów, to i tak wierzą po swojemu, w co chcą. Traktują religię jak wyjście na zakupy do supermarketu, gdzie kupują to, co się im podoba i co jest w danej chwili potrzebne. Ich dewiza brzmi: nikt mi nie będzie mówił, co mi wolno robić, a czego nie. A jeśli już ktoś z ambony czy kazalnicy czegoś od nich wymaga, to odwracają się na pięcie i przestają chodzić do swoich kościołów.

Sekularyzacja zaś — w znaczeniu uwalniania się jednostek spod wpływu religii i Kościoła — to proces narastający już na Zachodzie od wielu dziesięcioleci i coraz silniej oddziałujący na polskie społeczeństwo wraz z jego otwarciem się na Zachód po upadku komunizmu. Następuje odejście od myślenia religijnego na rzecz jedynie logicznego, przyczynowo-skutkowego wyjaśniania świata i jego zjawisk. Religia zostaje zepchnięta jedynie do sfery osobistej człowieka. W sferze publicznej staje się raczej jedynie elementem kulturowym.

Prywatyzacja religii i sekularyzacja jako powody wzrastającej absencji na nabożeństwach to powód do zmartwienia każdego Kościoła. Jednak te pierwsze powody to dziś w Polsce specjalność głównie Kościoła katolickiego i to głównie jego powody do zmartwienia, chociaż cierpimy na tym wszyscy.

Olgierd Danielewicz

Skrót artykułu. Całość dostępna w elektronicznej wersji do nabycia tu: www.sklep.znakiczasu.pl lub w wersji papierowej w dużych salonach Empik.