poniedziałek, 24 lutego, 2020
Strona główna Duchowość Uratowani synowie

Uratowani synowie

Wzywając lekarzy i pogotowie na ratunek, nie zapominajmy o modlitwie. Może się okazać, że zaoszczędzi ona lekarzom pracy, a nam przyniesie w trudnych chwilach pokój.

Dzieci są dla rodziców najcenniejsze. Gdy poważnie zachorują lub coś groźnego im się przydarzy, rodzice są przerażeni.

Kleber

Pewnego razu nasze dzieci — a mamy ich troje — nagle zaczęły poważnie chorować. Do tego czasu były bardzo zdrowe. Najpierw zachorowała Elaine, później Gabriela i w końcu Nicolas. Każde musiało iść do szpitala.

Stan zdrowia Nicolasa był bardzo poważny. Syn spędził na OIOM-ie dziewięć dni. Miał ciężkie zapalenie płuc. Lekarz powiedział, że muszą przeprowadzić drobny zabieg odprowadzenia z płuc Nicolasa zalegającego tam płynu.

Bardzo się zaniepokoiłem. Poszedłem w róg pokoju i zacząłem się modlić:

— Boże, proszę… Ty możesz uzdrowić mojego syna…

Zadzwoniłem do przyjaciół z Kościoła. Zorganizowali spotkanie modlitewne. Modlili się o mojego syna kilka godzin. I ja także modliłem się w szpitalu.

Następnego dnia planowane było USG, aby stwierdzić, ile płynu będzie trzeba ściągnąć. Lekarz przyszedł z aparaturą, a ja stałem przy nim i znów się modliłem:

— Boże, wiem, że to jest Twoja chwila. Ty możesz wszystko…

Lekarz wykonał badanie USG, następnie spojrzał na mnie i powiedział:

— Nic tu nie wiedzę… Nic.

Wiedziałem! Wiedziałem, że Bóg dokonał czegoś szczególnego dla mojego syna!

Mam na imię Kleber. Jestem pewien, że moja modlitwa została wysłuchana.

Eric

To był zwykły wieczór. Zjedliśmy rodzinną kolację. Wspólnie się modliliśmy. Dzieci — córeczka i dwóch synów — poszły spać. Nagle usłyszałem potworny łoskot, jakby na piętrze przewrócił się regał. Popędziłem na górę i zobaczyłem Evana, mojego pięciolatka. Stał w drzwiach.

— Tato, Alex wypadł z górnego łóżka.

Z łóżka piętrowego. Wyciągając spod siebie koc, przechylił się na bok, przekoziołkował i spadł na podłogę, uderzając o nią tyłem głowy.

Wpadłem do pokoju. Alex, mój dziesięciolatek, leżał na podłodze. Jego twarz była wykrzywiona grymasem. Oczy miał otwarte, ale było to puste spojrzenie. Zadzwoniłem na pogotowie. Poprosiłem żonę o latarkę. Poświeciłem w oczy Alexa. Jedna źrenica była duża, druga bardzo mała. Oczy nie reagowały na światło.

Alex uderzył o podłogę z dużą siłą. Jego prawa ręka była podwinięta w silnym skurczu. Mięśnie były bardzo napięte. Prawa strona twarzy wyglądała tak, jakby miał tam połamane wszystkie kości. Wszystko wskazywało na to, że go stracimy.

Uklękliśmy przy nim. Żona modliła się na głos:

— Boże, zmiłuj się nad nami. Uratuj mojego syna!

Klęcząc przy Alexie, w myślach pytałem Boga: Panie, co mam zrobić? Jak mam go uratować? Co robić? Miałem zamknięte oczy. Czekałem, że coś się stanie…

I wtedy z Alexa zaczęły wydobywać się gardłowe, bulgoczące odgłosy.

— Boże, ten dźwięk jest gorszy niż cisza! — powiedziałem.

Kilkakrotnie słyszałem takie dźwięki u pacjentów w hospicjum. Nazywa się je rzężeniami przedśmiertnymi. Mój syn umierał na moich oczach.

Wołałem do Boga razem z moją żoną:

— Boże, zmiłuj się nad nami. Uratuj naszego syna!

Modląc się tak z zamkniętymi oczami, nagle usłyszałem wyraźny, bez żadnego rzężenia głos syna:

— Tato, co się stało?

— Synku, wypadłeś z łóżka — odpowiedziałem. — Nie ruszaj się. Leż spokojnie. Wszystko będzie w porządku.

Wtedy pojawili się ratownicy. Alex nadal leżał na podłodze z otwartymi oczami. Odpowiadał na pytania, poruszał rękami i nogami zgodnie z poleceniami ratowników. Wyglądał tak, jakby się nic nie stało. Według ratowników jego stan był tak dobry, że chcieli odjechać. My jednak chcieliśmy się upewnić, że wszystko było w porządku. W szpitalu po badaniach poza wstrząśnieniem mózgu nie stwierdzono u Alexa żadnych nieprawidłowości.

Mam na imię Eric. Moja modlitwa została wysłuchana.

Tricia

W wieku trzech miesięcy u Antosia zdiagnozowano nowotwór. Powiedziano nam, że ma przerzuty na obie nerki, wątrobę i szpik kostny. Byliśmy gotowi zrobić wszystko, co zalecą lekarze, ale też zobaczyć, co takiego uczyni Bóg, aby go ocalić.

Mama powiedziała mi, że nigdy o coś takiego się nie modliliśmy, bo w naszej rodzinie nikt poważnie nie chorował. Gdy więc dowiedzieliśmy się o chorobie Antosia, powiedziała:

— Zawsze uczyłam cię, żeby się modlić, więc właśnie tak zrobimy.

No i zaczęliśmy się modlić. Poprosiliśmy też znajomych o modlitwy. Gdziekolwiek udawała się moja mama, zabierała ze sobą zdjęcie Antosia i prosił inne matki, aby modliły się o jej wnuka.

Odwiedził nas też pastor i powiedział, że Bóg może odpowiedzieć na modlitwę o uzdrowienie w trojaki sposób. Po pierwsze, mój synek może zostać uzdrowiony przez włożenie na niego rąk innych doświadczonych wierzacych1. Po drugie, dzięki zdobyczom współczesnej medycyny. Po trzecie, przez zmartwychwstanie przy powtórnym przyjściu Jezusa. Powiedział, że powinniśmy przygotować się na każdą z tych możliwości.

Antoś przeszedł chemioterapię i operację. Modlitwa podtrzymywała nas na duchu. Modliliśmy się, gdy towarzyszyliśmy mu w szpitalu podczas leczenia. Modliliśmy się, aby Bóg pokazał nam, skąd mamy wziąć pieniądze na leczenie. Modliliśmy się o przychylność naszych pracodawców, abyśmy mogli robić to, co konieczne, żeby się utrzymać. Modliliśmy się, aby Bóg był ze starszym bratem Antosia, który ciągle był sam, gdy my opiekowaliśmy się jego młodszym bratem. Modliliśmy się o chęć do powstania do każdego nowego dnia i o siły do sprostania kolejnym wyzwaniom.

W końcu Antoś został uzdrowiony.

Jakiś czas potem pastor miał w kościele spotkania z poważnie chorymi ludźmi. Uczestniczyłam w wielu modlitwach o pocieszenie, wytrwałość i wewnętrzny spokój. Zapytałam pastora, czy mogę przyprowadzić Antosia, aby złożył świadectwo uzdrowienia. Pastor się zgodził. Nazajutrz przyszliśmy na spotkanie, gdzie powiedziałam:

— Słyszałam te wszystkie modlitwy i chcę, abyście wiedzieli, że Bóg ich wysłuchuje. Stoi przed wami żywa odpowiedź na modlitwę.

Przyprowadziłam Antosia na podium. Trzymałam w ręce mikrofon i powiedziałam:

— Antosiu, czy możesz powiedzieć tym wszystkim ludziom, kto cię uzdrowił?

Mój syn wziął ode mnie mikrofon i powiedział:

— Czy chcecie wiedzieć, kto mnie uzdrowił? Jezus mnie uzdrowił!

Na sali nie było nikogo, kto by nie płakał. Wtedy zrozumiałam, że czasami przechodzimy przez takie doświadczenia, aby móc opowiedzieć innym o tym, jak Bóg odpowiada na nasze modlitwy.

Mój syn ma teraz osiem lat i chce być lekarzem, a w weekendy służyć jako pastor.

Mam na imię Tricia. Moja modlitwa została wysłuchana.

Oprac. A.S.

1 Zob. Jk 5,13-16.
[Źródło: answered.tv/hopechannel.pl. Tłum. Piotr Lazar / glosnadziei.pl. Tytuł od redakcji ZC]
- Najnowsze wydanie -

Najnowsze artykuły

Czary dawne i współczesne

Czy Biblia zawiera relację z seansu spirytystycznego? Wydaje się, że tak. Jednak ważniejsze jest to, kogo podczas tego seansu zobaczył żydowski król Saul — ducha zmarłego...

Kiedy dzieci umierają

Czy jest sens w próbowaniu wyjaśnienia tego, czego wyjaśnić się nie da? Czasopismo „The New Yorker” zamieściło poruszający artykuł napisany przez ojca,...

Bierz pieniądze i uciekaj!

Chciwość i kryminalne poczynania finansistów doprowadziły do wielkiej recesji, utraty pracy i domów przez miliony ludzi na całym świecie. Nie tylko nie trafili za to do więzienia, ale...

Nerwy w brzuchu

W ostatnim czasie naukowcy zwracają szczególną uwagę na przewód pokarmowy i jego współpracę z mózgiem. Badacze potwierdzili, że jelitowy układ nerwowy współpracuje w sposób bardzo ścisły z mózgiem...
- Polecamy -