Wojna kontra chrześcijaństwo

280

Jak chrześcijaństwo odnosi się do zjawiska przemocy? Jak każe lub czy pozwala reagować na przejawy niesprawiedliwości? Czy wojna może być sprawiedliwa? Czy chrześcijanie mogą się w taką wojnę angażować?

Chrześcijanie mają do odegrania we współczesnym świecie szczególną rolę, zwłaszcza w kwestii ich stosunku do wojny rozumianej jako każda forma zbiorowego i zbrojnego rozwiązywania konfliktów, skutkująca wielką liczbą ofiar wśród ludzi oraz olbrzymimi zniszczeniami mienia.

Kim jest chrześcijanin?

Bycie chrześcijaninem przede wszystkim oznacza postępowanie zgodne z nauczaniem i przykładem życia Jezusa Chrystusa. Biblia jasno naucza, jak chrześcijanie powinni się zachować w obliczu przemocy i wojny. Zadaniem chrześcijan w tym świecie jest czcić Boga, stawiać Jego wolę na pierwszym miejscu, naśladować Chrystusa i nieść światu Bożą prawdę.

W czasach, w których wykorzystuje się wolę Bożą jako narzędzie propagandy dla osiągania określonych celów w sferze społecznej czy politycznej, chrześcijanie mają badać prawdziwe motywy kryjące się za fasadą toczonych czy planowanych wojen.

Mimo że czasy Jezusa obfitowały w przemoc, niebezpieczeństwa i niesprawiedliwość, On sam był „cichy i pokornego serca”1. Swoimi czynami objawiał Bożą miłość i starał się przyciągnąć do siebie wszystkich.

Po brutalnym ścięciu Jana Chrzciciela2 Jezus nie żądał sprawiedliwości, ani nie użył swojej boskiej mocy, żeby go pomścić. Zamiast tego Jezus kontynuował swoją służbę i uczył, jak się zachowywać w zetknięciu z silną opozycją.

Kolejny przykład pochodzi z ogrodu Getsemane, gdzie Jezus został aresztowany. Wiedział, że zostanie skazany na śmierć, a mimo to nie opierał się i nie uciekał. Nawet skarcił apostoła Piotra, gdy ten chciał Go bronić siłą. Powiedział mu: „Włóż swój miecz do pochwy; wszyscy bowiem, którzy miecza dobywają, od miecza giną. Czy myślisz, że nie mógłbym poprosić Ojca mego, a On wystawiłby mi teraz więcej niż dwanaście hufców aniołów? Ale jakby wtedy wypełniły się Pisma, że tak się musi stać?”3.

Jezus jest przykładem życia pełnego pokoju dzięki poleganiu na Bogu nawet pośrodku agresji i okrucieństwa. Świat jest miejscem nieustannych konfliktów. Rolą chrześcijan jest żyć z innymi w pokoju i harmonii oraz reprezentować wyższy poziom etyczny niż ten, który reprezentuje świat4. Dlatego, jak uczył Jezus, mają kochać swoich nieprzyjaciół, a nie prowadzić z nimi wojny5, a zło zwyciężać dobrem6.

W Chrystusowym poleceniu: „Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody”7 nie ma nic o tym, by iść naprzód i siłą podbijać niesprawiedliwy świat czy mścić się za niesprawiedliwość. Pomsta należy do Boga8. Sprawiedliwości w końcu stanie się zadość, ale wtedy, gdy Bóg o tym zdecyduje. Do tego czasu chrześcijanie mają się skupić na rozpowszechnianiu wśród narodów dobrej nowiny o kochającym Bogu.

Niestety historia ludzkości jest pełna przypadków błędnej interpretacji i lekceważenia biblijnego nauczania, zwłaszcza w odniesieniu do konfliktów zbrojnych. Długa lista krucjat dostarcza smutnych przykładów narzucania chrześcijaństwa siłą „w imię Boże”. A przecież Jezus zostawił inny przykład.

A co z zobowiązaniami chrześcijanina wobec narodu, z którym się identyfikuje, czy państwa, którego jest obywatelem? I tu Pismo Święte daje jasną wskazówkę w słowach Jezusa: „Oddawajcie więc cesarzowi, co jest cesarskie, a Bogu, co jest boskie”9. Cesarz rzymski był wtedy dla Izraelitów najwyższym przedstawicielem władzy okupacyjnej. Rodacy Jezusa nie tego się po Nim spodziewali. Mesjasz miał przecież być królem Izraela i wygnać okupantów10. Zamiast tego Jezus nakazał szanować postanowienia ziemskich władców tak długo, jak długo nie zmuszają do wykroczenia przeciwko prawu Bożemu. Nie próbował organizować ruchu oporu. Pokazał uczniom, że w tym upadłym świecie powinni skoncentrować się na Bogu i pełnieniu Jego woli.

A co z uczestnictwem starotestamentowego ludu Bożego w wojnach? Czy nie jest to precedens pozwalający współczesnym chrześcijanom na udział w konfliktach zbrojnych?

Nie, jest bowiem różnica między ludem Bożym wtedy i dziś. Starotestamentowy Izrael (do czasów rozproszenia) żył na jednym określonym terenie. Współczesny lud Boży (wyznawcy Chrystusa) jest rozproszony po całym świecie. Dziś zaangażowanie w wojnę pociągałoby za sobą wzajemne zabijanie się naśladowców Chrystusa, jak podczas ostatnich dwóch wojen światowych. Poza tym w czasach starotestamentowych przeżycie narodu izraelskiego było kwestią kluczową dla realizacji Bożych planów wobec ludzkości. Dziś to niezależny od państw narodowych Kościół jest odpowiedzialny za realizację tych planów.

Jezus przyszedł sprowadzić nas wszystkich na ścieżkę doskonałej miłości, takiej jak ta opisana w 13. rozdziale Pierwszego Listu do Koryntian. Przyszedł pokazać ginącej ludzkości, jak mamy odbijać sobą Boży charakter i żyć doskonałym życiem, wykluczającym przemoc i branie udziału w wojnie. Ucząc, by kochać nieprzyjaciół, powiedział: „Bądźcie wy tedy doskonali, jak Ojciec wasz niebieski doskonały jest”11. A to oznacza, że powiązał ze sobą pojęcie doskonałości ze zdolnością do okazywania miłości nawet wrogom.

Jedyna walka, do jakiej wezwani są wyznawcy Chrystusa, to walka duchowa. „Bo chociaż żyjemy w ciele, nie walczymy cielesnymi środkami. Gdyż oręż nasz, którym walczymy, nie jest cielesny, lecz ma moc burzenia warowni dla sprawy Bożej; nim też unicestwiamy złe zamysły i wszelką pychę podnoszącą się przeciw poznaniu Boga, i zmuszamy wszelką myśl do poddania się w posłuszeństwo Chrystusowi”12.

Czym jest wojna sprawiedliwa?

W tym miejscu należy przyjrzeć się krytycznie z punktu widzenia chrześcijaństwa teorii wojny sprawiedliwej oraz zasadom moralnym, jakimi kierują się świeckie społeczeństwa, w ich relacji do standardów chrześcijańskich.

Według Michaela Waltzera, autora książki pt. Wojny sprawiedliwe i niesprawiedliwe, istnieją trzy warunki pozwalające uznać wojnę za sprawiedliwą: sprawiedliwy powód, społeczne upoważnienie, środek ostateczny.

Pojęcie „sprawiedliwego powodu” jest subiektywne. Po świecku pojęcie to odnosi się do ziemskich i przemijających wartości takich jak narodowe przetrwanie czy potrzeba gromadzenia zasobów. W chrześcijaństwie sprawiedliwe może być tylko to, co odzwierciedla cele wieczne i wolę Bożą.

Jakkolwiek istnieje jeden obszar zbieżności perspektywy świeckiej i duchowej — humanitaryzm domagający się poszanowania dla każdego ludzkiego życia i wolności od cierpienia dla każdego, niezależnie od pozycji społecznej, płci, rasy czy przekonań politycznych. Wojna zaś jest niehumanitarna, gdyż godzi się z poglądem, że niektórzy muszą umrzeć, żeby osiągnięte zostało „większe dobro”. Chrześcijanie muszą być bardzo ostrożni wobec takiej logiki. Takimi słowami faryzeusze i uczeni w Piśmie starali się usprawiedliwić skazanie Jezusa na śmierć: „Wy nic nie rozumiecie ani nie bierzecie pod uwagę tego, że lepiej jest dla was, aby jeden człowiek umarł za lud, niż miałby zginąć cały naród”13. Dla chrześcijan każde życie jest cenne i z wyjątkiem Boga nikt nie ma prawa go dawać ani odbierać.

Mimo wyraźnych różnic ciągle podejmuje się próby pogodzenia humanitaryzmu z militarną interwencją. Ma to miejsce zwłaszcza w przypadkach czystek etnicznych czy innych przypadkach masowego odbierania ludziom życia, co ma usprawiedliwiać działania militarne. Jakkolwiek taka interwencja może się wydawać uzasadniona, to jednak z takim podejściem wiążą się dwa główne problemy.

Po pierwsze, jak już wcześniej powiedziano, oręż, jakim walczą chrześcijanie, nie jest cielesny, ale duchowy. Misja chrześcijańska jest nie do pogodzenia z przemocą. Chrześcijanie zawsze w takich sytuacjach winni pamiętać, że Bóg oferuje grzesznej ludzkości pojednanie ze sobą poprzez samoofiarowanie się.

Po drugie, militarna interwencja stwarza bardzo realną możliwość uczynienia więcej złego niż dobrego. Może się wydawać, że położy natychmiastowy kres rażącym naruszeniom praw człowieka, ale zawsze trudne do przewidzenia są konsekwencje długoterminowe. Przykładów militarnych interwencji rodzących narastające negatywne konsekwencje jest wiele, a z ostatnich można wspomnieć choćby Irak czy Afganistan.

Chrześcijanie nie muszą zmagać się z usprawiedliwianiem takich akcji. Ich powołaniem jest życie wiarą, co oznacza zdanie się na Boga i Jego wolę. Dlatego nawet najbardziej przekonujące apele odwołujące się do sprawiedliwego powodu rozpoczęcia wojny czy interwencji militarnej powinny zostać uznane za niewystarczające w obliczu chrześcijańskich standardów etycznych.

Pojęcie „społecznego upoważnienia” odnosi się do potrzeby zatwierdzenia przez większość danej populacji zaangażowania w działania zbrojne. Historycznie rzecz biorąc, prawo wypowiedzenia wojny przysługiwało różnym podmiotom: królom, obywatelom reprezentowanym przez państwo, podmiotom międzynarodowym. Dziś dominuje koncepcja odwoływania się do społecznego upoważnienia udzielanego przez obywateli, a upoważnienie międzynarodowe, udzielane np. przez ONZ, jest faktycznie przedłużeniem współczesnych zasad demokratycznych. We współczesnym świecie to społeczne upoważnienie wyraża się poprzez demokrację opartą na woli obywateli. Należy jednak zdawać sobie sprawę z ograniczeń demokracji i jej niższości wobec woli Boga.

Koncepcja społecznego upoważnienia może być podważana na dwa główne sposoby. Po pierwsze, istnieją problemy systemowe, kiedy demokrację podporządkowuje się siłom kapitalizmu. Społeczeństwa podejmują decyzje, które są odzwierciedleniem ich aktualnych życiowych potrzeb i systemu politycznego, w jakim żyją. Po drugie, ludźmi można manipulować, kontrolując informacje i media.

W zestawieniu z ostatecznym zwierzchnictwem Boga oczywiste jest, że koncepcja „rządów większości” nie jest uzasadniona. To Bóg jest wyłącznym źródłem władzy nad życiem, śmiercią, wojną i wszystkim innymi problemami występującymi na świecie, który stworzył.

Pojęcie „środka ostatecznego” oznacza, że narody muszą wykorzystać wszelkie możliwości, zanim zdecydują się na wojnę. W praktyce jednak jest to mało prawdopodobne. Historia uczy, że przywódcom politycznym łatwiej jest wypowiedzieć wojnę, niż w nieskończoność poszukiwać innych alternatyw dla zaspokojenia potrzeb ich państw.

Biblia mówi: „Jeśliby królestwo samo w sobie było rozdwojone, to takie królestwo nie może się ostać”14. Świat widziany w tym świetle, mimo globalizacji — a może nawet z jej powodu, jest faktycznie podzielony. To „królestwo” nie przetrwa, a próby pogodzenia różnic, czy to przez pokój, czy wojnę, skazane są na porażkę. Dlatego koncepcja „środka ostatecznego” prowadzi decydentów do wojny w płonnej nadziei stworzenia trwałego poczucia jedności — czegoś, o czym chrześcijanie wiedzą, że na tej ziemi jest nieosiągalne.

Podsumowanie

Biorąc pod uwagę współczesny kontekst, żadne wojny i interwencje zbrojne nie są sprawiedliwe. Dlatego chrześcijanie powinni być bardzo ostrożni w odniesieniu do nich. Chrześcijaństwo jest ponadnarodowe, a misja chrześcijan najważniejsza. W świecie zdominowanym przez manipulację i relatywistyczną moralność dla chrześcijan najważniejsze jest trzymać się zasad nauczanych przez Chrystusa. To zaś oznacza pełne miłości podejście do rozwiązywania konfliktów i pomaganie ludziom w ich potrzebach, a nie wzywanie do używania przemocy. Koncepcje wojny sprawiedliwej w żaden sposób nie dają się pogodzić z chrześcijaństwem. Nie są też w stanie dostarczyć żadnych konkretnych rozwiązań światu pogrążonemu w kryzysie. 

Oprac. O.D.

1 Mt 11,29. 2 Zob. Mr 6,14-29. 3 Mt 26,52-54. 4 Zob. Mt 5,9; Rz 12,16. 5 Zob. Łk 6,27. 6 Zob. Rz 12,21. 7 Mt 28,19. 8 Zob. Pwt 32,35. 9 Łk 20,25. 10 Zob. J 6,14-15. 11 Mt 5,48. 12 2 Kor 10,2-5. 13 J 11,49-50 Biblia ekumeniczna. 14 Mr 3,24.

[Opracowano na podstawie: Allison Bryan, „War and Christianity in the contemporary World” [w:] Should I Fight?, red. Barry W. Bussey, Belleville 2011].

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj