Apostoł Paweł na Malcie

372

Przybył na Maltę przypadkiem po rozbiciu się okrętu, którym płynął. Tam dokonał cudów i wzięto go za boga. Ale on pokazał im, kto naprawdę jest Bogiem. Tak ewangelia dotarła na wyspę.

W 60 roku n.e. zupełnie przypadkowo na Maltę przybył apostoł Paweł. U wybrzeży wyspy rozbił się statek, którym wraz z 275 innymi pasażerami płynął z Cezarei do Rzymu. Paweł, jako obywatel rzymski, odwołał się do cesarza — tam chciał udowodnić swoją niewinność. Był bowiem zatrzymany z powodu niesłusznych oskarżeń o łamanie prawa mojżeszowego, wniesionych przez Żydów. Ponieważ płynęli porą zimową (w tamtych czasach właściwie się tego nie praktykowało), warunki pogodowe były niezwykle trudne i podróż stała się niebezpieczna.

Z Cezarei dotarli do Sydonu, a stamtąd płynęli pod osłoną Cypru, dlatego że wiatry były przeciwne. Otwarte morze przepłynęli na wysokości Cylicji i Pamfilii, przybijając do Miry w Licji1. Tam nastąpiła przesiadka na statek aleksandryjski, który płynął do Italii. Płynęli wolno, docierając z trudem na wysokość Knidos. Ponieważ wiatr nie pozwalał posuwać się do przodu, popłynęli, począwszy od Salonu, pod osłoną Krety, a posuwając się z trudem wzdłuż niej, dobili do pewnego miejsca zwanego Pięknymi Przystaniami, w pobliżu miasta Lasea2.

Zastanawiano się, kiedy wyruszyć dalej, ponieważ stracono wiele czasu. Paweł ostrzegał, że żegluga o tej porze będzie niebezpieczna3. Ale właściciel statku i sternik przekonali Juliusza, że można płynąć dalej, tym bardziej że przystań nie nadawała się do przezimowania. Postanowiono wyruszyć w drogę i dostać się do Feniksu, przystani na Krecie, otwartej na południowo-zachodnią i północno-zachodnią stronę, i tam przezimować. Kiedy więc powiał wiatr z południa, sądząc, że zamiar doprowadzą do skutku, podnieśli kotwicę i płynęli wzdłuż wybrzeży Krety.

Wkrótce jednak od strony lądu nadszedł huragan Eurakylon. Okręt został porwany i nie mógł sprostać nawałnicy. Załoga przestała nad nim panować. Kiedy statek pędził w pobliżu wysepki Klauda, z trudem zabezpieczono łódź ratunkową. Statek udało się opasać linami i zrzucono kotwicę, aby nie wpaść na mielizny Syrty. I tak ich niosło na pełne morze4.

Następnego dnia, kiedy nawałnica jeszcze bardziej napierała, zaczęto wyrzucać ładunek, a trzeciego dnia wyrzucono cały osprzęt statku. Wkrótce zaczęła znikać nadzieja na ocalenie. Zaprzestano nawet przyjmować pożywienie. I wtedy apostoł Paweł stanął pośrodku nich i przemówił, aby zachęcić do przetrwania: „Trzeba było, mężowie, posłuchać mnie i nie odpływać z Krety i oszczędzić sobie niebezpieczeństwa i szkody. Lecz mimo obecnego położenia wzywam was, abyście byli dobrej myśli; bo nikt z was nie zginie, tylko statek. Albowiem tej nocy stanął przy mnie anioł tego Boga, do którego należę i któremu cześć oddaję, i rzekł: Nie bój się, Pawle; przed cesarzem stanąć musisz i oto darował ci Bóg wszystkich, którzy płyną z tobą. Przeto bądźcie dobrej myśli, mężowie; ufam bowiem Bogu, że tak będzie, jak mi powiedziano. Będziemy wyrzuceni na jakąś wyspę”5.

Rzeczywiście, po czternastu dniach, około północy żeglarze zobaczyli zarysy lądu. Spuścili sondę i stwierdzili, że głębokość wynosi 20 sążni, a potem już tylko 15. Zaczęto obawiać się, że statek może wpaść na skały. Zarzucono więc z tyłu cztery kotwice i oczekiwano nastania dnia. W tym czasie żeglarze, pod pozorem spuszczenia kotwicy z przodu, opuścili łódź ratunkową chcąc uciec ze statku. Na szczęście dla pozostałych, zauważono ich działania i doniesiono o tym setnikowi Juliuszowi, który nakazał odciąć łódź. Gdyby bowiem żeglarze nie pozostali na statku, nikt z pozostałych nie zostałby uratowany6.

Apostoł Paweł wezwał wszystkich, aby się posilili, bo praktycznie od dwóch tygodni niczego nie jedli. Powiedział także, żeby byli dobrej myśli, bo nikt nie zginie. Po zjedzeniu posiłku, wyrzucili resztę zboża, odcięli kotwice, rozluźnili wiązania sterowe i nastawili przedni żagiel pod wiatr, aby dotrzeć do wybrzeża. Niestety, wpadli między dwoma prądami na mieliznę. Dziób statku zarywszy się, pozostał nieruchomy, a rufa ulegała rozbiciu przez bałwany.

Wówczas żołnierze powzięli zamiar pozabijania więźniów, obawiając się ich ucieczki wpław. Setnik jednak tego zabronił i rozkazał, aby ci, którzy potrafią pływać, pierwsi rzucili się do morza i dopłynęli do brzegu. Inni mieli skorzystać z desek bądź innego wyposażenia, które pomogłoby im dopłynąć do brzegu. W ten sposób uratowali się wszyscy7.

Dopiero na brzegu dowiedzieli się, że wyspa nazywa się Malta. Jej mieszkańcy okazali się bardzo gościnni. Rozpalili ognisko, bo było zimno i deszczowo. I wówczas rozegrała się niezwykła scena. Gdy Paweł zgarniał chrust i wrzucał do ognia, wtedy jego ręki uczepiła się żmija, która wypełzła nie wiadomo skąd. Maltańczycy widząc to, stwierdzili, że człowiek ten jest zapewne mordercą, bo chociaż wyszedł cało z morza, sprawiedliwość Boska żyć mu nie pozwoliła. Lecz on strząsnął gada w ogień i nie doznał nic złego. Oni zaś oczekiwali, że spuchnie i umrze. Ale gdy wiele czasu minęło i nic się nie stało, zmienili zdanie i stwierdzili, że musi być bogiem8.

Gdy o całym wydarzeniu dowiedział się namiestnik wyspy Publiusz, gościł rozbitków u siebie przez trzy dni. Wówczas ojciec Publiusza był chory na czerwonkę. Paweł poszedł do niego i modląc się, uzdrowił go. A gdy to się stało, przychodzili także inni mieszkańcy wyspy, którzy byli chorzy, i byli uzdrawiani9. Zapewne Paweł nie tylko leczył, ale mówił o Bogu, którego Maltańczycy nie znali. I tak oto ewangelia dotarła na Maltę.

Przez trzy miesiące apostoł Paweł i inni rozbitkowie przebywali na wyspie. Prawdopodobnym miejscem pobytu Pawła i innych więźniów była grota, dzisiaj znajdująca się pod kościołem św. Pawła w Rabacie, która w tamtych czasach stanowiła rzymskie więzienie. Kiedy po okresie zimowym Paweł i inni odpłynęli do Rzymu, Maltańczycy zaopatrzyli ich we wszystkie potrzebne rzeczy10.

Bóg potrafi wykorzystać każdą sposobność, aby dobra nowina o zbawieniu dotarła do ludzi. 

Bernard Koziróg

1 Zob. Dz 27,4-5. 2 Zob. Dz 27,6-8. 3 Zob. Dz 27,10. 4 Zob. Dz 27,14-17. 5 Dz 27,21-26. 6 Zob. Dz 27,27-32. 7 Zob. Dz 27,42-44. 8 Zob. Dz 28,1-6. 9 Zob. Dz 28,7-9. 10 Zob. Dz 28,10.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj