Bez przedawnienia

260

Wyrządzanie zła bliźniemu nie może liczyć na przedawnienie. Czyli o sprawiedliwości doskonałej.

Pragnienie sprawiedliwości jest naturalną potrzebą każdego człowieka, zwłaszcza skrzywdzonego. Dlatego ludzie szukają sprawiedliwości w sądach, domagają się jej, dochodzą, walczą o nią; gotowi są stanąć w jej obliczu, by stało się jej zadość, by im ją oddano, a winnego dosięgła wreszcie jej karząca ręka. Żądania ujawnienia prawdy i kary dla prześladowców — choćby miała to być ich jedyna kara — są naturalnym prawem prześladowanych i zasługują na zrozumienie. Gdyby nie istniała jakaś ponadczasowa sprawiedliwość, która ostatecznie zatriumfuje nad wszelką niesprawiedliwością, to wszystko byłoby bez sensu.

Na szczęście taka sprawiedliwość istnieje. I wcale nie chodzi mi o jej ludzki, często niedoskonały wymiar. Policji nie udaje się wykryć wszystkich przestępstw (liczba niezgłoszonych przestępstw jest prawdopodobnie większa niż tych zgłoszonych). Prokuratorom nie udaje się oskarżyć wszystkich przestępców, a sądom skazać nawet ewidentnie winnych. Gdy prokuratorzy są bezsilni, sądy skorumpowane, a przestępcy bezczelni, aroganccy i pewni bezkarności, ludziom nie pozostaje już nic innego jak tylko wołać o przysłowiową pomstę do nieba.

I tu dotykamy sedna. Dochodzimy do instancji przewyższającej każdy ziemski trybunał — do sądu Bożego. Tego sądu nie da się uniknąć, umknąć przed nim, przekupić, ukryć coś przed nim czy oszukać. Jest doskonały. Jest kwintesencją sprawiedliwości w jej najczystszej postaci. Jest nadzieją wszystkich skrzywdzonych, ludzi, którym odebrano wszystko, nawet dobre imię, tak że musieli umierać w niesławie i poniżeniu — nadzieją na przywrócenie im sprawiedliwości. Sąd Boży ostatecznie wyjaśni i zamknie wszystkie bolesne sprawy tego świata, a zwłaszcza dzieje grzechu, ustanawiając tym samym trwały fundament pod przyszły nowy świat, w którym zamieszka sprawiedliwość1. W Piśmie Świętym znajdujemy kilka ciekawych obrazów tego sądu.

Wołanie o pomstę

W szóstym rozdziale Księgi Apokalipsy znajdujemy ciekawy obraz: „A gdy zdjął piątą pieczęć, widziałem poniżej ołtarza dusze zabitych dla Słowa Bożego i dla świadectwa, które złożyli. I wołały donośnym głosem: Kiedyż, Panie święty i prawdziwy, rozpoczniesz sąd i pomścisz krew naszą na mieszkańcach ziemi? I dano każdemu z nich szatę białą (…)”2.

Żeby zrozumieć tę niewątpliwie symboliczną wizję, trzeba przenieść się na chwilę do Starego Testamentu. W Księdze Rodzaju opisana jest historia pierwszego rodzeństwa, Kaina i Abla. Zaraz po tym, jak Kain zamordował swego brata, Bóg zwrócił się do niego takimi słowami: „Cóżeś to uczynił? Głos krwi brata twego woła do mnie z ziemi. Bądź więc teraz przeklęty na ziemi, która rozwarła paszczę swoją, aby przyjąć z ręki twojej krew brata twego”3. Oczywiście to nie krew Abla woła o pomstę, tak jak ziemia nie ma paszczy. Mamy tu do czynienia z tzw. personifikacją, czyli przypisywaniem przedmiotom, zjawiskom, pojęciom abstrakcyjnym cech ludzkich. Ta krew to symbol odebranego życia, które domaga się sądu, sprawiedliwości, zadośćuczynienia.

Potwierdza to kolejny fragment tej samej księgi. Opisując warunki życia po potopie, Bóg powiedział: „Lecz nie będziecie jedli mięsa z duszą jego, to jest z krwią jego. Będę też żądał krwi waszej, to jest dusz waszych. Będę jej żądał od każdego zwierzęcia. A od człowieka będę żądał duszy człowieka za życie brata jego. Kto przelewa krew człowieka, tego krew będzie przelana (…)4. Zgodnie z tą symboliką krew to dusza, a dusza to życie.

Niemal identyczne wypowiedzi znajdują się w Księdze Kapłańskiej: „Gdyż życie ciała jest we krwi, a Ja dałem ją wam do użytku na ołtarzu, abyście dokonywali nią przebłagania za dusze wasze, gdyż to krew dokonuje przebłagania za życie”5. W tym przypadku chodziło oczywiście o krew zwierząt składanych w ofierze wylewaną u podstawy ołtarza całopalenia na dziedzińcu świątyni izraelskiej6.

Gdy dodamy do tego jeszcze fragmenty wskazujące na to, że prześladowani za wiarę chrześcijanie uważali się za owce ofiarne i byli gotowi w każdej chwili dolać swą krew do ofiary i obrzędu ofiarnego7, to już tyle wystarczy, by zrozumieć symbolikę owych dusz spod ołtarza wołających do Boga o pomstę i rozpoczęcie sądu. Owe dusze symbolizują życie odebrane męczennikom Chrystusowym, wszystkim ludziom, którzy na przestrzeni wieków cierpieli i zginęli za to, że chcieli być wierni Bogu, głosili Jego Słowo i nie bali się o Nim mówić. Za swą wierność zapłacili najwyższą cenę: byli zabijani „mieczem i głodem, i morem, i przez dzikie zwierzęta ziemi”8. Krzywda im wyrządzona domaga się zadośćuczynienia, sprawiedliwej kary dla sprawców.

I tylko w takim kontekście należy zrozumieć wezwania Boga do pomsty. Pomsta Boża to nie jakaś cyniczna, wyrachowana, niewspółmierna do winy zemsta, ale proces sądowy zakończony sprawiedliwym wyrokiem, w którego efekcie Bóg odda każdemu złoczyńcy według jego uczynków9.

Prawo przyznane świętym

Jednakże drugim, nie mniej ważnym przedmiotem tego procesu będzie również wyrok uniewinniający wierzących, symbolizowany w omawianej wizji ubraniem męczenników Chrystusowych w białe szaty. Jest to wyraz Boskiej akceptacji ich postawy, wyborów i charakteru. To oddalenie od nich wszelkich oskarżeń, pomówień czy podejrzeń. To przywrócenie im dobrego imienia, którego ich za życia pozbawiono.

Przyjrzyjmy się tylko jednemu przykładowi chrześcijańskiej wierności aż do końca. Pochodzi on z najstarszego, jaki istnieje, protokołu przesłuchania chrześcijan przeprowadzonego przez rzymskiego prokonsula Saturnina podczas ich procesu 17 lipca 180 roku n.e. Imiona oskarżonych to: Separatus, Donata, Westia i Sekunda.

Prokonsul: Możecie skorzystać z pobłażliwości naszych cesarzy, jeśli okażecie dobrą wolę i zachowacie przepisy obrzędowe [pogańskie — dop. A.S.].

Separatus: Nie jesteśmy świadomi popełnionego przestępstwa, nie przyczyniliśmy się do zła ani nie popieraliśmy go; nie pamiętamy, abyśmy komu złorzeczyli. A gdy źle się z nami obchodzono i prześladowano, Bogu składaliśmy dzięki. Nawet modliliśmy się za tych, co nas dręczyli i dlatego też szanujemy i słuchamy się naszego cesarza, który nam wyznaczył taki los.

Prokonsul: I nasza religia jest bardzo pobożna i prosta, i przysięgamy się na panowanie naszych cesarzy i modlimy się o ich pomyślność, co i wy powinniście uczynić.

Separatus: Jeśli w spokoju wysłuchasz, wytłumaczę ci prostotę tajemnicy chrześcijan.

Prokonsul: Będziesz złorzeczył naszym ofiarom, a ja tego słuchał. Raczej przysięgajcie na panowanie naszych cesarzy, a będziecie używać radości życia.

Separatus: Nie znam panowania tego świata, wierzę, ufam i kocham oraz służę Bogu, którego żaden człowiek nie widział i widzieć nie potrafi…

Prokonsul: Już was przedtem ostrzegałem, nie bierzcie udziału w tym szaleństwie.

Donata: Szanujemy cezara, ale kult i bojaźń świętą okazujemy tylko Chrystusowi, prawdziwemu Bogu.

Czcigodna Westia: Serce moje i wargi moje jedno tylko przekonanie będą wyrażać, jestem chrześcijanką.

Sekunda: Jestem dobrowolnie chrześcijanką i nie odstąpię od mego wyznania…

Po ogłoszeniu wyroku skazani na ścięcie powiedzieli: Dzięki Bogu10.

To krew takich ludzi woła do Boga o sprawiedliwość, której im na ziemi odmówiono, to oni w końcu doczekają się na sądzie oczyszczenia z fałszywych oskarżeń.

Przepiękna wizja tak pojętego sądu znajduje się w siódmym rozdziale starotestamentowej Księgi Daniela: „A gdy patrzałem, postawiono trony i usiadł Sędziwy. Jego szata była biała jak śnieg, a włosy na głowie czyste jak wełna. Jego tron jak płomienie ogniste, a jego koła jak ogień płonący. Ognista rzeka wypływała i wychodziła sprzed niego. Tysiąc tysięcy służyło mu, a dziesięć tysięcy razy dziesięć tysięcy stało przed nim; zasiadł sąd i otworzono księgi”11.

W scenie tej widzimy Boga Ojca jako sędziego (Sędziwego), niebiańską salę tronową, będącą jednocześnie salą rozpraw, widzimy ławę przysięgłych złożoną z niezliczonych zastępów istot niebiańskich oraz akta spraw, księgi, albo może tak bardziej swojsko — teczki, miliony otwartych, opublikowanych teczek wszystkich ludzi, których życie będzie przedmiotem oceny.

W końcowym efekcie „prawo zostało przyznane Świętym Najwyższego, i nadszedł czas, że Święci otrzymali królestwo (…) władza i moc nad wszystkimi królestwami pod całym niebem będą przekazane ludowi Świętych Najwyższego. Jego królestwo jest królestwem wiecznym, a wszystkie moce jemu będą służyć i jemu będą poddane”12.

Zwykle sąd kojarzy się ludziom z czymś, czego należy się obawiać, z karą, więzieniem. Ten sąd jest inny, szczególny. Jego opis kładzie nacisk na uniewinnienie wierzących — przyznanie prawa świętym Najwyższego, darowanie im Królestwa przy powtórnym przyjściu Jezusa Chrystusa.

Dlatego wierzący nie powinni obawiać się sądu Bożego, oceniając go przez pryzmat własnych negatywnych doświadczeń z ludzkim aparatem (nie)sprawiedliwości. Na tym sądzie Bóg pragnie im powiedzieć jedno: „Albowiem nie ma potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie”13.

Tylko czy naprawdę jesteś w Chrystusie? 

Andrzej Siciński

1 Zob. 2 P 3,13. 2 Ap 6,9-11. 3 Rdz 4,10-11. 4 Rdz 9,4-6.
5 Kpł 17,11. 6 Zob. Wj 29,12. 7 Rz 8,35-37; Flp 2,17. 8 Ap 6,8. 9 Ap 20,11-15. 10 Cyt. za: Jan Wieriusz Kowalski, Wczesne chrześcijaństwo I-X wiek, KAW, Warszawa 1985. 11 Dn 7,9-10. 12 Dn 7,22.27. 13 Rz 8,1.