Braterstwo krwi

74

Było południe. Słońce prażyło niemiłosiernie. Szeregowiec Moliner, młody żołnierz, z odkrytą głową, stał na baczność od trzech godzin, posłusznie wykonując nałożoną na niego karę.

Pot obficie spływał mu po twarzy, a on patrzył na przytwierdzoną do kamiennego muru tablicę — jakie znajdowały się na każdym baraku w koszarach piechoty hiszpańskiej armii — zawierającą cytat, którego autorem był Calderón de la Barca: „Tutaj największym dokonaniem jest posłuszeństwo, które polega na tym, iż nigdy nie kwestionuje się rozkazów ani nie odmawia ich wykonania. Tutaj bardziej niż gdziekolwiek indziej grzeczność, właściwe postępowanie, prawdomówność, zdecydowanie, lojalność, odwaga, męstwo, uznanie, dobra opinia, stałość, cierpliwość, pokora, posłuszeństwo, sława, honor i samo życie stają się udziałem nawet najsłabszych żołnierzy. Na dobre i na złe dla ludzi honoru wojsko jest nie mniej ważne niż religia”.

Tak Javier Moliner Tello stawał się twardym i zdyscyplinowanym żołnierzem. Tak nauczył się uosabiać zasady życia żołnierskiego. W ten sposób stał się sierżantem i został powołany, by szkolić rekrutów.

Sierżant Moliner miał opinię twardziela i był nim w rzeczywistości. Był nieubłagany dla niezdyscyplinowanych, surowy dla nieśmiałych i nieprzejednany dla obiboków. Zdarzyło się kiedyś, że postawiono mu zarzut pobicia żołnierza, który nie był w stanie sprostać jego wymaganiom. Mimo to jego przełożeni nie odsunęli go od szkolenia. Według nich nikt tak jak on nie potrafił wychowywać odważnych i dzielnych żołnierzy.

Służba wojskowa w Hiszpanii trwa rok i jest obowiązkowa. Gdy nowi poborowi przybywali do koszar, sierżant Moliner powierzał swoim kapralom ich wstępne przeszkolenie. Mawiał wtedy:

— Jeśli z którymś nie będziecie mogli sobie poradzić, przyślijcie go do mnie.

Moliner sam wyszkolił swoich kaprali, więc byli niemal tak samo brutalni jak on. Nikt z szeregowych nie był tak nierozsądny, by się im narazić. Zresztą żaden kapral nigdy nie zgłaszał problemów sierżantowi, gdyż tym samym przyznałby się do bezradności.

Tak więc z niemałym zdziwieniem przyjęto fakt, iż pewnego dnia jeden z kaprali przyszedł do sierżanta z niesłychanym dotąd przypadkiem. Poborowy wyjaśnił problem, stojąc na baczność:

— Panie sierżancie, melduję, że jestem chrześcijaninem i muszę odpoczywać w sobotę, gdyż tak nakazuje mi Bóg w czwartym przykazaniu biblijnego dekalogu!

Sierżant Moliner uważał się za ateistę. Nigdy nie czytał Biblii, a już na pewno nie słyszał o przykazaniu nakazującym odpoczywanie w sobotę. Jedyną religią, jaką znał, była ta, o której pisał de la Barca — wojsko. Nie mógł zrozumieć, jak którykolwiek z jego żołnierzy śmie kierować się czymkolwiek poza jego rozkazami.

— Żołnierzu, czy wiecie, gdzie jesteście?! — wrzasnął. — To jest wojsko. To nie jakiś klasztor. Tutaj nie miejsce na gadanie o Bogu. Tu trzeba słuchać i wypełniać rozkazy. A to ja tutaj wydaję rozkazy.

— Ale panie sierżancie…

— Wyjść!

— Panie sierżancie, proszę…

— Słyszeliście, co powiedziałem! Wyjść!

Szeregowiec Martínez odmeldował się i wyszedł.

Jakiś czas później sierżant otrzymał list, w którym pastor z Kościoła, do którego należał Martínez, uzasadniał jego prawo do odpoczywania w sobotę. Nazwał to kwestią sumienia.

Sierżant miał już na swoim koncie zarzut dotyczący przemocy, więc nie chciał dopuścić się kolejnego wykroczenia. Przekazał list duchownego kapitanowi, dowódcy kompanii. Dwie godziny później oficer wezwał go i powiedział:

— Sierżancie, ten żołnierz ma rację. Zgodnie z 14. artykułem konstytucji Hiszpanii nikt nie może być dyskryminowany ze względu na płeć, rasę czy religię.

— Panie kapitanie, czy zdaje pan sobie sprawę z tego, co może za sobą pociągnąć ten wyjątek? — zapytał Moliner. — Co będzie z dyscypliną w jednostce wojskowej? Każdy żołnierz będzie mógł sobie wymyślić jakąś wymówkę, a my będziemy musieli im ustępować.

— Niestety, sierżancie, tu chodzi o konstytucję, a my jako pierwsi powinniśmy stać na straży jej poszanowania.

Moliner wyszedł, dysząc gniewem. Ten mały żołnierz go popamięta! Zagwarantował szeregowemu wolną sobotę, ale w pozostałe dni tygodnia wyładowywał swoją wściekłość na bezbronnym rekrucie.

Wszyscy żołnierze mieli wolne niedziele. Martínez nie. Moliner rozkazał czterem kapralom musztrować go w pełnym słońcu. Potem Martínez do wieczora sprzątał pod prysznicami. Ale zawsze wieczorem meldował się u sierżanta i mówił:

— Panie sierżancie, melduję, że skończyłem. Proszę o dalsze rozkazy.

*  *  *

Co wieczór Moliner wracał do domu coraz bardziej poirytowany. Gdy żona zapytała, co go tak wyprowadza z równowagi, odpowiedział gniewnie:

— Jeden z młodych żołnierzy doprowadza mnie do wściekłości. Nie mam pojęcia, o co mu chodzi. Wymyślam mu najgorsze kary, a on nigdy nie protestuje — wykonuje wszystko bez szemrania. Haruje jak wół i jeszcze przy tym śpiewa! Nie mam pojęcia, jak go złamać!

Mijały miesiące, a wściekłość sierżanta Molinera przeszła w nienawiść. Był przełożonym, ale wskutek postawy Martíneza czuł się gorszy od niego. Więcej, zdawał sobie sprawę, że postępuje niesprawiedliwie i tchórzliwie.

Gdy nie mógł już dłużej znieść tej niezrozumiałej dla niego sytuacji, wezwał żołnierza i zapytał go wprost, co daje mu siłę, by znosić kary z całkowitą subordynacją. Martínez spojrzał sierżantowi Molinerowi prosto w oczy i odpowiedział jednym tchem:

— Panie sierżancie, to Jezus daje mi siłę. Nikt pana nie lubi, panie sierżancie, więc codziennie proszę Boga, by zmienił pana serce i uczynił pana nowym człowiekiem.

Te słowa ugodziły w serce Molinera jak ostrza noży.

— Niech pan szuka Chrystusa w Piśmie Świętym. Biblia zawiera odpowiedzi na wszystkie pana problemy.

Gdy drzwi zamknęły się za Martínezem, sierżant nie mógł się uspokoić. Trząsł się i dyszał ciężko. Długo nie mógł dojść do siebie. Słowa Martíneza dźwięczały mu w głowie. Szukać Jezusa? Po co miałbym szukać Jezusa? Co to w ogóle znaczy? Te słowa zadawały mu ból jak dotkliwa tortura. Nie wiedział, co się z nim dzieje.

Tej nocy sierżant Moliner nie mógł zasnąć. Niepokój, który go ogarnął, był dla niego tak niezrozumiały, iż uznał, że musi się udać do psychologa.

*  *  *

Minęły trzy lata. Pewnego dnia, gdy sierżant Moliner z żoną spędzał urlop w pobliżu portowego miasta Sagunto, przyjaciele zaprosili ich na kolację. Wśród zaproszonych gości było dwoje ludzi, którzy byli chrześcijanami. Podczas kolacji Moliner ni stąd, ni zowąd zapytał kąśliwie:

— Czy wy też świętujecie w sobotę?

— Też? To znaczy, że zna pan kogoś, kto zachowuje sobotę?

Moliner natychmiast pożałował, że zadał to pytanie. Otworzyło ono drogę do rozmowy, której wcale nie chciał — rozmowy na temat religii. Co gorsza, rozmowa dotyczyła głównie soboty i Chrystusa.

Ludzie ci mówili o Jezusie z wielkim szacunkiem, tak jakby On sam siedział z nimi przy stole. Wyglądali na szczęśliwych, a ich szczęście nie było puste, sztuczne i powierzchowne. Była to trwała radość, która emanowała z ich wnętrza, jaśniała w oczach, brzmiała w słowach i przejawiała się w postawie. Surowy i niewierzący sierżant nie mógł się oprzeć wrażeniu, jakie to na nim robiło. Dlatego zapewne zgodził się na studium biblijne, gdy zapytali go, czy chciałby poznać prawdy wiary zawarte w Słowie Bożym.

Pewnego dnia Moliner powiedział podczas studium:

— Nie rozumiem jednej rzeczy. Skoro twierdzisz, że zostaliśmy zbawieni wyłącznie dzięki łasce Jezusa, to dlaczego konieczne jest przestrzeganie przykazań Bożych?

Ich nauczyciel wielokrotnie słyszał to pytanie.

— Otóż zbawienie ma dwa aspekty: przyczynę i efekt. Posłuszeństwo przykazaniom nie jest przyczyną zbawienia. Przyczyną jest łaska. Jesteśmy zbawieni wyłącznie dzięki łasce Bożej — nie przez nasze uczynki czy posłuszeństwo, a jedynie dzięki temu, czego Jezus dokonał dla nas na krzyżu Golgoty. Jednak skoro jesteśmy zbawieni, przynosi to określone rezultaty w naszym życiu. Powinniśmy więc żyć, jak przystało na tych, którzy dostąpili zbawienia. Chrystus powiedział: „Jeśli mnie miłujecie, przykazań moich przestrzegać będziecie”1. Tak więc jesteśmy posłuszni nie po to, by zyskać zbawienie. Posłuszeństwo jest raczej wyrazem miłości do Zbawiciela i dowodem, że Go znamy.

— Czy to znaczy, że chrześcijanie powinni żyć tak, jak żył Chrystus?

— Właśnie tak; powinni postępować podobnie, jak postępował Jezus.

— A czy On święcił sobotę?

— Tak, oczywiście. Posłuchajcie tego wersetu: „I przyszedł do Nazaretu, gdzie się wychował, i wszedł według zwyczaju swego w dzień sabatu do synagogi, i powstał, aby czytać”2. Było to coś, co Chrystus czynił regularnie. Gdy Jezus przyszedł na ziemię, powiedział: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem, powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni”3.

— Ten werset, który przeczytałeś, mówi, że Jezus wszedł do synagogi w dzień sabatu, a nie w sobotę.

— Tak, to prawda. Nie ma tam słowa sobota. Aby zrozumieć, który dzień tygodnia jest dniem sabatu (szabatu), musimy poszukać wskazówki na ten temat w Biblii. Gdy Mojżesz opisywał stworzenie świata, napisał: „Tak zostały ukończone niebo i ziemia oraz cały ich zastęp. I ukończył Bóg w siódmym dniu dzieło swoje, które uczynił, i odpoczął dnia siódmego od wszelkiego dzieła, które uczynił. I pobłogosławił Bóg dzień siódmy, i poświęcił go, bo w nim odpoczął od wszelkiego dzieła swego, którego Bóg dokonał w stworzeniu”4. Tak więc dzień, w którym Stworzyciel odpoczął i który pobłogosławił i uświęcił, to siódmy dzień tygodnia. A który dzień jest siódmym dniem tygodnia?

— Sobota — odpowiedział Moliner bez namysłu. — Kiedyś ktoś mi powiedział, że sobota była dniem odpoczynku tylko dla Izraelitów. Czy to prawda?

— Właśnie przeczytaliśmy, że sobota została ustanowiona przez Boga przy stworzeniu świata — odpowiedział nauczyciel. — W tym czasie nie było jeszcze narodu izraelskiego. Bóg ustanowił dzień sobotni dla wszystkich ludzi. Jezus powiedział: „Sabat jest ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla sabatu”5. Zwróćcie, proszę, uwagę, że Zbawiciel powiedział dla człowieka, a nie dla Izraelity. Sobota została ustanowiona jako błogosławieństwo dla całej ludzkości, a nie tylko dla Żydów.

— Czy sobota nie została zniesiona wraz ze śmiercią Jezusa dla zbawienia człowieka? Czy Syn Boży nie wypełnił prawa za nas?

— Zwróćcie uwagę, co Łukasz napisał w związku ze śmiercią Chrystusa: „A był to dzień Przygotowania i nastawał sabat. A szły też za nim niewiasty, które razem z Jezusem przybyły z Galilei i widziały grób oraz jak składano ciało jego; powróciwszy zaś, przygotowały wonności i maści. Przez sabat zaś odpoczywały według przykazania”6. Chrystus już nie żył, ale Jego wyznawczynie przez sabat odpoczywały, nawet po Jego śmierci. To znaczy, że Jezus przez swoją śmierć nie zamierzał unieważnić soboty. Drugie wyrażenie to według przykazania. Jakiego przykazania? Czwartego przykazania biblijnego dekalogu: „Pamiętaj, abyś dzień sobotni święcił. Sześć dni robić będziesz i będziesz wykonywał wszystkie roboty twoje; ale dnia siódmego sabat Pana, Boga twego, jest: nie będziesz wykonywał weń żadnej roboty, ty i syn twój, i córka twoja, sługa twój i służebnica twoja, bydlę twoje i gość, który jest między bramami twymi. Przez sześć dni bowiem czynił Pan niebo i ziemię, i morze, i wszystko, co w nich jest, a odpoczął dnia siódmego; i dlatego pobłogosławił Pan dniowi sobotniemu i poświęcił go”7. I nie jest prawdą, że prawo Boże nie obowiązuje chrześcijan, bo Dawid napisał: „Wszystkie przykazania Jego są trwałe, ustalone na wieki, na zawsze, nadane ze słusznością i mocą”8.

— Czy to znaczy, że chrześcijanie muszą przestrzegać całego prawa Bożego? — zapytał Moliner najwyraźniej poruszony.

— Posłuchajcie, co napisał o tym apostoł Paweł — odpowiedział nauczyciel. — „Czy więc przez wiarę obalamy Prawo? Żadną miarą! Tylko Prawo właściwie ustawiamy”9. Możecie być pewni, że w życiu prawdziwych chrześcijan jest miejsce zarówno na wiarę, jak i posłuszeństwo prawu Bożemu. Te dwie wartości nie są ze sobą sprzeczne. Wiara jest narzędziem, przez które trzymamy się łaski Chrystusa, a prawo Boże jest ścieżką, którą ma podążać chrześcijanin.

Podczas miesiąca urlopu w Sagunto sierżant Moliner odkrył nowy świat szczęścia i życiowego spełnienia w Chrystusie. Jednak to, czego się dowiedział, napełniło jego serce sprzecznymi odczuciami. Z jednej strony cieszył się, że poznał wiele biblijnych prawd, które nadały nowy sens jego życiu. Z drugiej strony zaczął odczuwać straszliwe wyrzuty sumienia z powodu tego, jak potraktował kiedyś szeregowca Martíneza.

*  *  *

Przez kolejne miesiące sierżant Moliner nie przestawał studiować Biblii. Wreszcie zapragnął przyjąć chrzest, podobnie jak jego żona i córka. Moliner postanowił zaprosić na swój chrzest Martíneza, swojego byłego podkomendnego.

Rok spędzony w wojsku odcisnął głębokie piętno w psychice Martíneza. Pragnął jak najszybciej zapomnieć o cierpieniu, które stało się jego udziałem. Nie miał pojęcia, co stało się w życiu sierżanta Molinera. W ów piątek o dziesiątej przed południem zadzwonił telefon. Gdy Martínez podniósł słuchawkę, odezwał się znajomy głos, który zdarzało mu się słyszeć w nocnych koszmarach — głos, którego nigdy więcej nie chciał usłyszeć na jawie:

— Szeregowiec Martínez!

— Tak jest, panie sierżancie — odpowiedział Martínez automatycznie.

— Chciałbym, żebyście przybyli do Sewilli jutro rano na godzinę dziewiątą.

Martínez mieszkał w Vigo, prawie tysiąc kilometrów od Sewilli.

— Panie sierżancie, jutro jest sobota. Przecież pan wie, że w sobotę świętuję, oddając cześć Bogu.

— Szeregowy Martínez — mówił dalej sierżant głosem łamiącym się z emocji. — Zadzwoniłbym wcześniej, ale dopiero teraz udało mi się zdobyć numer waszego telefonu. Dlatego dzisiaj mogłem do was zatelefonować. Błagam was, przyjedźcie. Jutro zostanę ochrzczony w tym samym Kościele, do którego i wy należycie. Nie wiecie nawet, jak wiele by to dla mnie znaczyło, gdybyście przyjechali.

Martínez nie mógł uwierzyć własnym uszom. Był przekonany, że sierżant jest w stanie użyć tak podłego podstępu, by mu dokuczyć. Odpowiedział więc:

— Bardzo mi przykro, panie sierżancie, ale nie wierzę w to, co pan właśnie powiedział.

— Co mam powiedzieć, żeby was przekonać? Wiem, że macie powody nienawidzić mnie i nie wierzyć mi, ale chcę, żebyście wiedzieli, iż przyjąłem Jezusa jako mojego Zbawiciela. To wy i wasza wytrwałość w cierpieniu i upokorzeniach, jakie wam zgotowałem, byliście narzędziem, którym Bóg posłużył się, by do mnie dotrzeć.

Martínez zadrżał. Wszystkie przejawy prześladowania, jakie go spotkały, żywo przewijały się mu przez pamięć. Jednak coś w głębi serca mówiło mu, że sierżant mówi prawdę.

— Nie nazywajcie mnie już sierżantem. Mówcie mi bracie. Teraz będziemy braćmi w wierze.

Martínez po południu wsiadł do pociągu. Rankiem Moliner niecierpliwie czekał na swojego byłego żołnierza na dworcu kolejowym w Sewilli.

Pociąg przybył na stację o 7.45 i na peron wysypał się tłum podróżnych. Moliner rozglądał się wśród ludzi. Serce biło mu mocno. W gardle czuł ścisk. Ręce mu drżały, a nogi uginały się pod nim pod wpływem ogromnego ładunku emocji. Gdy ich oczy spotkały się, nagle obaj zaczęli biec, padli sobie nawzajem w ramiona i rozpłakali się. Prześladowca i prześladowany. Sierżant i szeregowiec. Teraz byli braćmi krwi. Bezcenna krew Jezusa usunęła wszystkie bariery istniejące między nimi.

*  *  *

Prowadziłem serię wykładów ewangelizacyjnych w Madrycie. Pewien pastor zaproponował mi wycieczkę po stolicy Hiszpanii. Gdy pokazał nam najważniejsze zabytki miasta, pojechaliśmy na obiad. W drodze, głęboko wzruszony, duchowny opowiedział nam historię tego cudu. To on był główną postacią tego opowiadania. To on był głownią wyrwaną z ognia. Tak, to był sierżant Moliner.

Alejandro Bullon

1 J 14,15 Biblia warszawska (BW). 2 Łk 4,16 BW. 3 Mt 5,17-18 Bibila Tysiąclecia (BT). 4 Rdz 2,1-3 BW. 5 Mk 2,27 BW. 6 Łk 23,54-56 BW. 7 Wj 20,8-11 Bibila ks. Jakuba Wujka. 8 Ps 111,7-8 BT. 9 Rz 3,31 BT.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj