piątek, 17 kwietnia, 2026
Strona główna Aktualności Dziwny jest ten świat

Dziwny jest ten świat

1522

Od czasów Czesława Niemena powodów do zdziwień tylko przybywa.

Dziwny jest ten świat. Gdy piszę ten felieton, matki z niepełnosprawnymi dziećmi właśnie zaczęły protest w budynku sejmu. Jakiś czas temu obecna władza obiecywała im złote góry, a wyszło jak zawsze. Matki chcą realnej, a nie iluzorycznej pomocy. A dziwi mnie to, że z jednej strony mówi się o prawie nienarodzonych do życia, ciągle planuje się zaostrzać przepisy antyaborcyjne, faktycznie ogranicza antykoncepcję, nachalnie promuje niemalże rozpłód, emitując w telewizorni królicze wzory rozmnażania się, a z drugiej — gdy już się te dzieci narodzą — to wychować je w Polsce, wykarmić, ubrać, wykształcić, zapewnić jakiś minimalny start w dorosłość i samodzielność to rodzicielska droga przez mękę. Pomoc państwa w tym obszarze to ciągle tylko czcze zapowiedzi. Jeszcze gorzej, gdy urodzi się dziecko niepełnosprawne i wymagające całodobowej opieki. Wtedy z prawa do życia zostaje już tylko prawo do wegetacji — dla niego, a często i jego rodziców.

Dlatego tak uderzające są słowa ks. Ludwika Wiśniewskiego z „Tygodnika Powszechnego”: „Gdyby w chrześcijańskim narodzie, a takim podobno jest polski naród, uchwalono ustawę, która stanowi, że opiekun nieuleczalnie chorego dziecka otrzymuje comiesięczne wynagrodzenie równe przeciętnej pensji, a lata opieki nad chorym dzieckiem wlicza się do świadczeń emerytalnych; gdyby ponadto ustawa gwarantowała bezpłatne lekarstwa i bezpłatną terapię dla takich dzieci — byłaby to prawdziwa troska o nienarodzonych, godna Dumnej Polski”1.

Może jednak nie cały świat jest dziwny, a nasza Polska właśnie, bo znam kraj niedaleko Polski, gdzie moja córka w promieniu kilkuset metrów od domu ma kilka żłobków i przedszkoli do wyboru, przez co może spełniać się zarówno rodzicielsko, jak i zawodowo. Można? Można.

Więcej o nieodpowiedzialnym prawodawstwie, odpowiedzialnym rodzicielstwie i rzeczywiście sprawiedliwej polityce społecznej w artykule pt. Młotkiem w bezdzietność i antykoncepcję.

Dziwi też, że z jednej strony polscy pracodawcy od jakiegoś czas alarmują, iż brakuje im rąk do pracy, a z drugiej chętnych do niej brak. A brak, bo pracodawcy za mało płacą — tyle, by przeżyć, a za mało, by żyć, choćby godnie. Mamy też w tym obszarze z innymi dziwnymi sytuacjami do czynienia. Otóż dla wielu młodych ludzi może nawet znalazłaby się praca za przyzwoite pieniądze, ale okazuje się, że często chcą więcej, niż potrafią. Z kolei ci nieco starsi, co już potrafią pracować i przyzwoicie zarabiają, często nie potrafią się z pracą opamiętać — jak już myślą, że wreszcie złapali byka za rogi, to chcą go od razu zajeździć. Wpadają w pracoholizm i też nie mają nic z życia, a ich rodziny nic z nich. Więcej o tym w Maniakach pracy.

Kolejne, co dziwi w tym  świecie, a ostatnio szczególnie w deklaratywnie chrześcijańskiej Polsce, to nacisk na obchodzenie niedzieli jako dnia świętego i dnia odpoczynku. A tymczasem brak na to jakiegokolwiek uzasadnienia w wydawałoby się fundamentalnej dla chrześcijaństwa księdze — czyli w Biblii. W niej świętym dniem odpoczynku jest od zawsze sobota — i to nie żadna „żydowska”, ale Boża i „człowiecza”. A u nas zrobiono z niej właśnie najbardziej pracowity dzień handlowy. Jeśli o mnie chodzi, to mnie to dziwi. Więcej o biblijnej sobocie jako również lekarstwie na pracoholizm w Odpoczynku człowieka.

Nie mam już miejsca, by pisać o kolejnych zdziwieniach, więc wspomnę tylko o ostatnim, okładkowym. Otóż dziwi mnie, że już niedługo wylądujemy na Marsie, a tu na Ziemi nie potrafimy sobie poradzić z głupim kleszczem, a faktycznie z chorobami, które może powodować. Tacy jesteśmy mądrzy, a jednocześnie tacy głupi. Dziwny jest ten świat, nieprawdaż?

Andrzej Siciński

1 Gniew ludu, „Tygodnik Powszechny” 17/2018.