Klejnot swobodnego sumienia

781

W Archiwum Głównym Akt Dawnych w Warszawie pod numerem 4467 znajduje się pergamin opatrzony 206 pieczęciami lakowymi.

Jest to gwarantujący równouprawnienie wszystkich wyznań akt konfederacji warszawskiej, uchwalony przez sejm 28 stycznia 1573 roku po bezpotomnej śmierci króla Zygmunta Augusta. Dokument ten, uważany za polski klejnot swobodnego sumienia, rozsławił I Rzeczpospolitą w Europie bardziej niż Grunwald czy unia lubelska.

Po wyborze na tron polski francuskiego księcia Henryka Walezego akt konfederacji oczekiwał na prawną ratyfikację przez króla-elekta. W sierpniu 1573 roku nowy król zobowiązał się przed polskim poselstwem w Paryżu, że po objęciu tronu będzie przestrzegał tolerancji religijnej uchwalonej przez parlament Rzeczpospolitej. Co ciekawe, wiadomość o uchwaleniu aktu dotarła do księcia de Valois (Walezego), gdy ten rozprawiał się pod La Rochelle z francuskimi hugenotami walczącymi o swoje prawa wyznaniowe i polityczne. Książę był także współodpowiedzialny za rzeź protestantów w czasie nocy św. Bartłomieja, do której doszło w Paryżu zaledwie rok wcześniej.

Od momentu uchwalenia konfederacja warszawska znalazła się pod nasilającym się z czasem ogniem krytyki. Jej przeciwnicy nie chcieli dopuścić do wprowadzenia w życie przepisów tolerancyjnej ustawy. Zwalczano ją namiętnie na sejmach, sejmikach, synodach i z ambon kościelnych. Wydawano liczne broszury polemiczne, których celem było budowanie i utrwalenie w społeczeństwie negatywnego obrazu tego aktu.

Konfederacja warszawska została uchwalona w skomplikowanym momencie dziejów. Zaledwie dziesięć lat wcześniej zakończył się sobór trydencki, którego efektem był nasilający się w Europie proces kontrreformacji i nietolerancji. Dalszą konsekwencją tego procesu były wojny religijne, masakry innowierców, pogromy i płonące stosy.

Zasadniczy punkt konfederacji mówił:

„A iż w Rzeczypospolitej naszej jest różnorodność niemała w sprawie wiary chrześcijańskiej, zabiegając temu, aby się z tej przyczyny między ludźmi rozruchy jako szkodliwe nie wstrzynały, (…) obiecujemy to sobie spólnie za nas i za potomki nasze na wieczne czasy pod obowiązkiem przysięgi, pod wiarą, czcią i sumieniem naszym pokój między sobą zachować, a dla różnej wiary i odmiany w kościele krwi nie przelewać”.

Zobowiązano się także nie stosować żadnych represji wobec innowierców.

Nie była więc konfederacja jakimś heretyckim artykułem wiary, co zarzucali jej nieprzejednani przeciwnicy. Na jej postanowienia powoływali się także przedstawiciele mniejszości wyznaniowych w innych krajach. Faktycznie panująca w wielonarodowej i wielowyznaniowej Rzeczpospolitej tolerancja została jedynie ujęta w normę prawną. Niestety, mimo usilnych starań nie udało się jej zwolennikom przeforsować uchwalenia skutecznych przepisów wykonawczych do tej ustawy. Walka osiągnęła swój punkt kulminacyjny za rządów Zygmunta III (1587-1632) i zakończyła się przegraną „konfederatów warszawskich”. Klęskę konfederacji przypieczętowało uchwalone przez sejm w 1658 roku wygnanie z Rzeczpospolitej braci polskich, najbardziej radykalnego odłamu polskiej reformacji religijnej.

Mimo coraz większych ograniczeń i spychania jej na margines życia publicznego konfederacja warszawska formalnie przetrwała do końca I Rzeczpospolitej. Najwięksi przeciwnicy tolerancji nie mieli odwagi wykluczyć jej z księgi praw polskich. Ideowe zasady tolerancji religijnej zawarte w konfederacji warszawskiej przyjęła także Konstytucja 3 maja z 1791 roku oraz późniejsze konstytucje. Szkoda, że zasady te nie zawsze były stosowane.

Blisko stuletnie zmagania o utrzymanie przy życiu postanowień konfederacji znalazły odbicie w bogatej literaturze polemicznej, która stanowi swoisty fenomen niemający tak obszernego odpowiednika w literaturze innych krajów europejskich. Wynikało to z prostego faktu, że jedynie w Rzeczpospolitej możliwa była szeroko zakrojona i swobodna walka na pióra, gdzie racje polemiczne zastępowały stosowane w innych krajach argumenty „żelaza i ognia”. Te ciągle aktualne teksty są czymś więcej niż literaturą. Są świadectwem bezprzykładnej siły moralnej walczącej o godność osoby ludzkiej. Sama zaś konfederacja nazywana była klejnotem swobodnego sumienia. Mimo iż niedoskonała, stanowi jednak dowód wyjątkowej rangi tolerancji panującej w ówczesnej Polsce.

Władysław Konopczyński, zestawiając polską tolerancję z fanatyzmem wyznaniowym innych krajów europejskich, określił ją wprost jako polską odpowiedź na zachodnioeuropejski akt barbarzyństwa, „jakim była rzeź w nocy św. Bartłomieja”. Aleksander Brückner, wybitny znawca kultury staropolskiej, uważał, że polska tolerancja i konfederacja warszawska rozsławiły nas w Europie bardziej niż Grunwald czy unia lubelska.

Konfederacja warszawska przemawia do dziś na rzecz i w obronie niezbywalnych praw nadanych człowiekowi przez Stwórcę. Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo jako istotę wolną, może więc zaakceptować jedynie jego dobrowolną odpowiedź na wezwanie ewangelii. Może przyjąć uwielbienie i cześć zrodzone tylko w wolności. Wolność religijna nie jest w swej istocie darem władzy czy ludzkiej dobrej woli; jest darem Bożym i aktem uznania Bożego zwierzchnictwa, z których wypływają dodatkowe prawdy ― równość wszystkich istot ludzkich i potrzeba traktowania wszystkich jednakowo.

W obliczu zagrożeń, gdy na horyzoncie religijnej wolności pojawiają się niebezpieczne sygnały świadczące o spychaniu naszego kraju w kierunku państwa wyznaniowego, te chlubne karty naszego narodu wzywają nas do trzymania wysoko sztandaru wolności religijnej. Mamy stawać w obronie prawdy i sprawiedliwości nawet wtedy, gdy obrońców tych ideałów będzie niewielu, a zdecydowana większość będzie zapominać o prawach człowieka, w tym o zasadzie wolności religijnej i przekonań, na których jedynie może opierać się społeczna moralność.

Władysław Polok

[Autor jest dr. teologii i historykiem, byłym prorektorem Wyższej Szkoły Teologiczno-Humanistycznej w Podkowie Leśnej]