wtorek, 21 stycznia, 2020
Strona główna Aktualności Kościół nieustannie się reformujący

Kościół nieustannie się reformujący

„Powodów do protestowania z pewnością nie brakuje. (…) Bliższe od protestowania jest mi jednak pojęcie ecclesia semper reformanda, a więc Kościół, który nieustannie powinien się reformować” — powiedział w wywiadzie udzielonym specjalnie „Znakom Czasu” ks. dr Ireneusz Lukas, sekretarz Światowej Federacji Luterańskiej ds. Europy z siedzibą w Genewie.

ZNAKI CZASU: Reformacja protestancka zaczęła się od w gruncie rzeczy wewnętrznego sporu teologicznego w Kościele rzymskokatolickim, który ostatecznie uzewnętrznił się powstaniem Kościołów protestanckich z luterańskim na czele. W zeszłorocznych protestanckich uroczystościach w szwedzkim Lund inaugurujących 31 października obchody 500-lecia reformacji wziął również udział papież Franciszek. Co się zmieniło — protestantyzm czy katolicyzm?

IRENEUSZ LUKAS: Zmienili się wszyscy, tak luteranie, jak i katolicy. Udział papieża Franciszka w uroczystościach w Lund był owocem ponad 50 lat dialogu luterańsko-rzymskokatolickiego. Bez rozmów, bez otwartości, bez gotowości do zmian po obu stronach wspólne upamiętnienie wydarzeń, które w XVI wieku zapoczątkowały reformę Kościoła, a w konsekwencji doprowadziły także do niezamierzonego podziału, nie byłoby możliwe.

Ostatnio w Polsce z ust katolickich duchownych czy publicystów często się słyszy, że właściwie nie ma czego świętować — że reformacja protestancka była tragedią dla Kościoła, że go podzieliła, a przecież Jezus chciał, żeby Kościół stanowił jedno. Zgodzi się Ksiądz z tymi stwierdzeniami?

W dokumencie Od konfliktu do komunii wydanym niedawno z okazji 500-lecia reformacji przez Luterańsko-Rzymskokatolicką Komisję ds. Jedności mowa jest o wspominaniu i upamiętnianiu. Sam podział chrześcijaństwa zachodniego dla żadnej ze stron nie jest bowiem powodem do świętowania. Jeśli mówimy już o świętowaniu, to należy zwrócić uwagę na owoce odnowy Kościoła. Mam tu przede wszystkim na myśli powrót do korzeni, zwrócenie uwagi na znaczenie Słowa Bożego, a nade wszystko odkrycie na nowo miłosiernego Boga, który zdejmuje z człowieka brzemię zapracowywania na zbawienie. Wynika z niego wolność do bycia w świecie, do służenia drugiemu człowiekowi nie z przymusu, ale z wdzięczności. Zbawienie z łaski przez wiarę jest także istotne dla naszej tożsamości. Zdejmuje z nas ciężar udowadniania naszej ważności i potrzebę usprawiedliwiania naszego istnienia.

W dialogu katolicko-luterańskim mówi się o „jedności w pojednanej różnorodności”. Jak to rozumieć?  Czy w imię dążeń do owego pojednania i jedności luteranie i katolicy biorą dziś pod uwagę rezygnację z jakichś swoich zasad, tradycji czy zewnętrznych znaków?

Koncepcja jedności w pojednanej różności zakłada możliwość istnienia różnic. Więcej, w myśl tej koncepcji różnice są postrzegane jako coś istotnego, co pozwala na uzewnętrznienie bogactwa Bożej obecności w świecie. Jako chrześcijanie należący do różnych Kościołów, inaczej akcentujemy różne aspekty teologiczne naszej wiary, kładziemy nacisk na dany rodzaj czy formę pobożności. Uważam, że otwartość na inne wyznania, inną formę pielęgnowania wiary pozwala na dostrzeżenie tych spraw, które być może we własnej pobożności pomijamy. Choć w różnorodności dostrzegam dużą wartość, niewątpliwie może być ona także problemem. Dlatego katolicy i luteranie zobowiązali się „obierać jako punkt wyjścia perspektywę jedności, a nie rozłamu, wzmacniać to, co mają wspólne, nawet jeśli łatwiej jest dostrzegać i doświadczać różnice’.

W moim przekonaniu pojednana różnorodność nie oznacza rezygnacji z zasad, ale raczej pozostawanie w ciągłym dialogu i wzajemne uczenie się od siebie. W konsekwencji dialogu i zbliżenia możliwa jest rezygnacja z pewnych zwyczajów czy tradycji, które określiłbym mianem drugorzędnych. W dyskusji teologicznej mówi się o tzw. adiafora, czyli sprawach dla wiary neutralnych czy wręcz drugorzędnych, które nie decydują o usprawiedliwieniu i zbawieniu człowieka. (…)

Czy zatem dzisiejszy protestantyzm jeszcze przeciwko czemuś protestuje? 

Zwolennicy reformacji w XVI wieku nie określali siebie samych mianem protestantów, choć przeciwko różnym rzeczom protestowali. Po raz pierwszy nazwano ich protestantami, kiedy stanowczo wystąpili ze sprzeciwem wobec uchwały podjętej na sejmie w Spirze w 1529 roku zabraniającej szerzenia idei reformacyjnych. Stany ewangelickie apelowały do cesarza Karola V Habsburga, aby wycofał się z tej decyzji. W moim przekonaniu działania podejmowane w XVI wieku były nie tylko protestem, ale przede wszystkim pozytywnym proponowaniem alternatyw i zmian w życiu Kościoła. Dziś termin protestantyzm używany jest w odniesieniu do Kościołów wywodzących się zarówno z reformacji niemieckiej, jak i szwajcarskiej, ale także Kościołów, które powstały dużo później. Uważam więc, że lepiej jest mówić o Kościołach ewangelickich z podaniem ich konfesyjnej tożsamości, a więc o Kościołach luterańskich, reformowanych, unijnych, metodystycznych czy innych.

Powodów do protestowania z pewnością nie brakuje. W moim przekonaniu Kościoły ewangelickie powinny protestować zawsze, kiedy w życiu Kościoła pomijane lub marginalizowane jest znaczenie Słowa Bożego. Bliższe od protestowania jest mi jednak pojęcie ecclesia semper reformanda, a więc Kościół, który nieustannie powinien się reformować. Dostrzegam duży wkład Kościołów ewangelickich nie tylko w refleksję teologiczną nad stanem współczesnego chrześcijaństwa, ale także otaczającego nas świata. Zarówno ŚFL, jak i poszczególne Kościoły luterańskie podejmują wiele inicjatyw na rzecz społecznej sprawiedliwości, pokoju czy zachowania stworzenia.  (…)

Rozmawiał Andrzej Siciński

[Ks. dr Ireneusz Lukas ukończył Chrześcijańską Akademię Teologiczną w Warszawie. Kształcił się także na uniwersytetach w Bern, Berlinie i Lipsku. Jest duchownym Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce. W 2008 r. objął stanowisko dyrektora Polskiej Rady Ekumenicznej. W 2014 r. obronił w ChAT doktorat na temat Kształcenie ekumeniczne. Studium dyskursu w protestantyzmie niemieckim. Od marca 2016 r. pełni funkcję sekretarza ds. Europy w ŚFL w Genewie. Ks. Lukas jest żonaty i ma dwoje dzieci].

Skrót artykułu. Całość dostępna w elektronicznej wersji do nabycia tu: www.sklep.znakiczasu.pl lub w wersji papierowej w dużych salonach Empik.

Poprzedni artykułIstotne przejęzyczenia
Następny artykułNieśmiertelni grzesznicy?
- Najnowsze wydanie -

Najnowsze artykuły

Grzech nasz powszedni

Jest grzech, który prawie każdy popełnia prawie codziennie, a wielu nawet wielokrotnie każdego dnia. Grzech popełniany przez ludzi ze społecznych wyżyn i nizin. Tak powszedni,...

Kult władzy

Nie ma nic złego w umiłowaniu ojczyzny i wspieraniu jej przywódców, ale robienie z nich bożków to gruba przesada. Jednak często zdarza się, że ludzie...

Życiodajna moc Słowa

Robert Wong jest jednym z najradośniejszych i najpogodniejszych ludzi, jakich kiedykolwiek spotkałem. Opowiedział mi niesamowitą historię swojego piętnastoletniego pobytu w komunistycznym więzieniu. Został skazany na karę...

Oni nie chcą umierać, oni tylko nie potrafią już dłużej żyć

Każdego dnia w Polsce życie odbiera sobie jeden nastolatek. Rośnie liczba prób samobójczych wśród polskiej młodzieży. Jak wynika ze statystyk prowadzonych na świecie, szczyt...
- Polecamy -