Patrz w górę

312

Bijący rekordy popularności na Netfliksie film Nie patrz w górę w reżyserii Adama McKaya — o asteroidzie zmierzającej w kierunku Ziemi, zdolnej w wyniku zderzenia zniszczyć na niej wszelkie życie — obudził zainteresowanie asteroidami, kometami i meteorytami.

Czy rzeczywiście asteroidy zagrażają naszej Ziemi? I czy to właśnie ich z nieba powinniśmy wyglądać najbardziej?

Zagrożenie z kosmosu

Asteroidy to różnej wielkości skały w większości krążące wokół Słońca w pasie asteroid między Marsem a Jowiszem. Mogą mieć wielkość samochodu lub być bryłą o średnicy 950 km (jak największa z planet karłowatych Ceres). Komety są jak kosmiczne śnieżki złożone głównie z lodu i pyłu. Meteory, a właściwie meteoroidy, to małe asteroidy lub odłamki komet, wielkości od ziarna piasku do głazów o szerokości metra. Meteoroida w zderzeniu z atmosferą Ziemi staje się meteorem1.

Najbardziej znane zderzenie asteroidy z Ziemią miało miejsce 30 czerwca 1908 roku na Syberii w okolicach rzeki Tunguski. Na niebie pojawiła się oślepiająca kula ognista ciągnąca za sobą długi czarny ogon. Potem był grzmot, wstrząs, niebo rozżarzyło się do białości, po chwili stało się żółto-czerwone, w końcu poszarzało. Fala uderzeniowa powaliła drzewa na obszarze dwóch tysięcy kilometrów kwadratowych. Choć o sprawcy tej katastrofy naturalnej mówi się: meteoryt tunguski, to w istocie jej rozmiary świadczą o czymś większym niż meteoryt. Najnowsze hipotezy sugerują żelazną asteroidę wielkości 100-200 metrów, która jedynie przeleciała na wysokości 10-15 kilometrów nad Ziemią i odleciała w kosmos. Chociaż tyle dobrze, bo bilans zderzenia byłby tragiczny2.

Czy Ziemi zagraża zderzenie z asteroidą?Dr Kacper Wierzchoś, polski naukowiec poszukujący w amerykańskim Obserwatorium Mount Lemmon w Arizonie asteroid, komet i innych potencjalnie niebezpiecznych obiektów bliskich Ziemi, w wywiadzie dla PAP powiedział, że NASA właśnie prowadzi misję DART, której celem jest przetestowanie możliwości obrony Ziemi przed zagrażającymi jej asteroidami. W jej ramach wystrzelono w kosmos sondę, która ma uderzyć w odległą od Ziemi o 11 milionów kilometrów asteroidę Didymos, by NASA mogła potem sprawdzić, czy udało się odchylić jej kurs. Naukowiec przypomniał także uderzenie w Ziemię asteroidy w okolicy Czelebińska na Syberii w 2013 roku, kiedy to obrażenia odniosło półtora tysiąca osób, a 7,5 tys. budynków zostało uszkodzonych. Siła eksplozji była równa wybuchowi 30 bomb atomowych podobnych do tej, która spadła na Hiroszimę3.

Eksplozji meteorytu w atmosferze o sile nieco większej niż bomba z Hiroszimy doświadczyli dokładnie w ostatni Nowy Rok mieszkańcy Pittsburga w USA. Usłyszeli huk i odczuli wstrząsy. Kosmiczna skała mogła mieć według NASA metr średnicy i wagę około pół tony4.

Nie patrz w górę

Asteroida z filmu Nie patrz w górę jest olbrzymia i znajduje się na kursie kolizyjnym z Ziemią. Do zderzenia ma dojść za sześć miesięcy. Znany jest dzień i godzina. Naukowcy, których grają Jennifer Lawrence i Leonadro DiCaprio, są przerażeni. Chcą o swoim odkryciu poinformować panią prezydent USA, graną przez Meryl Streep, a przez nią ostrzec świat.

I tu zaczynają się schody. By nie ujawniać za wiele, prezydent najpotężniejszego mocarstwa na świecie wydaje się być Donaldem Trumpem w spódnicy — osobą z głęboką rezerwą do nauki i jej przedstawicieli, za to narcystycznie skoncentrowaną na samej sobie, swojej rodzinie, biznesie i sondażach politycznych, ważniejszych niż naukowe fakty.

Drugą grupą wyśmianą w tej tragikomedii — po zapatrzonych w siebie politykach — są przedstawiciele popularnych mediów, grani przez Cate Blanchett i Tylera Perry’ego. Nawet najtragiczniejsze fakty i najpoważniejsze ostrzeżenia są dla nich jedynie okazją do błyśnięcia przed kamerą dowcipami, humorem i śnieżnobiałym uzębieniem. Płacz, krzyk rozpaczy, rozdzieranie szat i rwanie włosów, choćby najprawdziwsze i uzasadnione, są w telewizji niemile widziane.

Oberwało się też wielkiemu biznesowi, który w filmie uosabia postać multimilionera granego przez Marka Rylance’a. Jego bohater pozuje na zbawcę ludzkości, który jednakowoż najpierw chce na tym zbawieniu zarobić. Politycy oczywiście jedzą mu z ręki.

Zwykli ludzie też w filmie nie napawają optymizmem — podatni na manipulację, bezmyślni, rozchwiani, niedostrzegający lub niechcący dostrzec niebezpieczeństwa, nawet gdyby się o nie potknęli. Nie patrz w górę jest hasłem tych, którzy odrzucają fakty, naukową wiedzę i ostrzeżenia. Patrz w górę wołają tylko nieliczni. 

Ten film to gorzka satyra na skorumpowanych polityków, korumpujący biznes i stan mentalny współczesnego społeczeństwa zachodniego. Naukowcy też nie są bez grzechu, nawet główni bohaterowie. DiCaprio, jako szef odkrywczyni asteroidy (Lawrence), wydaje się od samego początku kimś, kogo zadanie ostrzeżenia świata przerasta. Nawet daje się na pewien czas uwieść systemowi medialno-polityczno-biznesowemu. Również hasło nie patrz w górę — synonim tego, że nie grozi światu żadne niebezpieczeństwo z kosmosu — zdaje się mieć naukowe uzasadnienie jakiejś skorumpowanej części świata nauki.

Ostatecznie ci, którzy chcą ostrzec ludzkość, za którymi stoją naukowe twarde fakty, są przez wszystkich wyśmiewani i odsuwani na margines. Ludzkość idzie na zderzenie jak Titanic z górą lodową, tyle że w skali kosmicznej. A orkiestra gra do końca.

W filmie można z łatwością odnaleźć analogie między nadciągającą kosmiczną katastrofą a katastrofą klimatyczną czy pandemią COVID-19 i podziałami, które te zjawiska wywołują.

Zbawienie z kosmosu

Wyznawcy Chrystusa mogą się dopatrzyć w tym filmie jeszcze innych analogii. Naukowcy — próbujący bezskutecznie dotrzeć do możliwie szerokich mas społeczeństwa z ratującym ludzkie życie ostrzeżeniem — przypominają Jezusa Chrystusa, o którym w Ewangelii Jana napisano, że za pierwszym razem, dwa tysiące lat temu, do swoich przyszedł, ale swoi Go nie przyjęli, świat Go nie poznał5.

Podobnie jest z przesłaniem o Jego powtórnym przyjściu na ziemię. Apostoł Piotr zapowiada, co się będzie działo w czasach bezpośrednio poprzedzających powrót Jezusa Chrystusa. „Wiedzcie przede wszystkim to, że w dniach ostatecznych przyjdą szydercy z drwinami, którzy będą (…) mówić: Gdzież jest przyobiecane przyjście jego? Odkąd bowiem zasnęli ojcowie, wszystko tak trwa, jak było od początku stworzenia”6. Takie słowa słychać i dziś — że koniec świata to tylko mrzonki, że nie ma się czego bać, a ci, którzy głoszą powrót Chrystusa, to panikarze. Jednak dla apostoła Piotra to nie były mrzonki. Z pełnym przekonaniem i wiarą napisał: „A dzień Pański nadejdzie jak złodziej; wtedy niebiosa z trzaskiem przeminą, a żywioły rozpalone stopnieją, ziemia i dzieła ludzkie na niej spłoną”7. Tyle że koniec, który jest przed nami, będzie też nowym początkiem, gdyż wraz z Piotrem „oczekujemy, według obietnicy, nowych niebios i nowej ziemi, w których mieszka sprawiedliwość”8.

I ostatnia biblijna analogia do filmowej plagi kłamstwa i fake newsów — apostoł kończy swój list wezwaniem wierzących do ostrożności: „Wy tedy, umiłowani, wiedząc o tym wcześniej, miejcie się na baczności, abyście zwiedzeni przez błędy ludzi nieprawych, nie dali się wyprzeć z mocnego swego stanowiska”9

Andrzej Siciński

1 Zob. A. Kowal, Jaka jest różnica między asteroidami, kometami i meteorami?, https://whatnext.pl, (dostęp 27.01.2022). 2 Zob. K. Kurdyła, Meteoryt tunguski nie był z lodu. Jeśli naukowcy mają rację, mieliśmy farta, https://antyweb.pl/ 3 Zob. G. Opińska, Czy Ziemi zagraża asteroida? Wywiad z polskim naukowcem, który pracuje dla NASA, https://polskieradio24.pl (dostęp 27.01.2022). 4 Zob. K. Grzelak, Nad Pittsburgiem wybuchł meteor. NASA: siła eksplozji jak 30 ton TNT, https://focus.pl (dostęp 27.01.2022). 5 Zob. J 1,10-11. 6 2 P 3,3-4. 7 2 P 3,10. 8 2 P 3,13. 9 2 P 3,17.