Zrośnięci ze złem

319

Bez względu na to, jak bardzo zobojętnieliśmy na zło, kwestia ta pozostaje jednym z  największym wyzwań ludzkości.

Pisarz Tadeusz Borowski w wieku 21 lat został aresztowany przez Niemców i osadzony w obozie w Oświęcimiu. Jego historia jest bolesna i pełna dramatycznej ironii. Choć uniknął śmierci w komorze gazowej, nie potrafił stawić czoła własnym demonom i w 1951 roku popełnił samobójstwo. Zagazował się.

Borowski wspomniał między innymi pewne przejmujące wydarzenie z czasów obozowych. Wraz z innymi więźniami grał w piłkę nożną w pobliżu rampy kolejowej, gdzie przywożono więźniów i dokonywano selekcji do eksterminacji. Pewnego dnia, stojąc na bramce, patrzył, jak przy rampie zatrzymał się pociąg, z którego wysiadały tysiące ludzi. Zajęty grą po kilku minutach zauważył, że rampa całkowicie opustoszała.

Innymi słowy, gdy on obronił kilka strzałów na bramkę i kilka razy wykopał piłkę na boisko, tysiące ludzi zabrano na śmierć. Większość grających nawet nie zwróciła na to uwagi, grając, jakby nic się nie stało!


Znieczuleni


Nie znaczy to, że wszyscy ci ludzie byli z natury źli. Po prostu, jak my wszyscy, stali się nieczuli wobec otaczającego ich zła. Ilu z nas zdarza się przy śniadaniu czytać lub oglądać wiadomości. Dowiadujemy się o jednej tragedii za drugą, nawet nie przerywając jedzenia. O, kochanie, TVP Info donosi, że w Ugandzie pięć tysięcy dzieci zmarło w ubiegłym tygodniu na cholerę. Czy możesz mi podać dżem?

Annie Dillard Harpers napisała w jednym z artykułów: „Co robiłeś 30 kwietnia 1991 roku, gdy w kolejnych falach tsunami straciło życie 138 tysięcy ludzi? Gdzie się znajdowałeś, gdy po raz pierwszy dotarła do ciebie ta przytłaczająca, rozdzierająca informacja? Od kogo się o tym dowiedziałeś? Jakie były wtedy naprawdę twoje odczucia? Komu o tym powiedziałeś? Czy płakałeś? Czy cierpiałeś z tego powodu choć kilka dni, tydzień?”.

Bądźmy szczerzy! Większość z tych, którzy usłyszeli o tej tragedii, prawdopodobnie bardziej przejęła się przegraną swojej ulubionej drużyny piłkarskiej w półfinale Ligii Mistrzów niż śmiercią 138 tysięcy mieszkańców Bangladeszu.

Ishmael Beah był dzieckiem żołnierzem podczas wojny domowej w Sierra Leone. W wieku 13 lat został wcielony do wojska i wysłany do walki z powstańcami. Przez kilka kolejnych lat ten wesoły niegdyś chłopiec, który powinien chodzić do szkoły, był narkotyzowany i szkolony do zabijania, co czynił z wielką biegłością i sprawnością. Po latach napisał w swej książce pt. A Long Way Gone: „Walczyliśmy przez dwa lata. Zabijaliśmy codziennie. Nie czułem litości dla nikogo. Moje dzieciństwo minęło niezauważone, a moje serce stało się zimne jak kawał lodu”.

W wieku 16 lat Ishmael został uratowany przez UNICEF i znalazł się w ośrodku rehabilitacji wraz z innymi dziećmi żołnierzami, gdzie starano się ich odzwyczaić od narkotyków i zresocjalizować. Założenia były szczytne, ale zlekceważono poważny problem – w dobrej wierze pracownicy UNICEF umieścili w tym samym ośrodku dzieci, które wcześniej walczyły po dwóch stronach – rządowej i powstańczej! Ishmael napisał: „Nie przyszło im do głowy, że zmiana środowiska nie uczyni nas natychmiast normalnymi chłopcami. Byliśmy niebezpieczni. Wyprano nam mózgi i zrobiono z nas maszyny do zabijania”.

W ośrodku wkrótce doszło do konfliktu. Byli partyzanci uzbrojeni w bagnety zaatakowali chłopców z armii rządowej. Ishmael odparł atak przy pomocy granatu przeszmuglowanego do ośrodka. Gdy nadbiegli żandarmi, zamierzając przerwać rzeź, chłopcy obezwładnili ich, odebrali im broń i zaczęli się ostrzeliwać nawzajem.

Czego innego można się było spodziewać? Te dzieci nie znały nic prócz przemocy. Wpojono im, że tak muszą postępować, by przetrwać. Ci chłopcy tak właśnie postrzegali świat, swój świat.

Oczywiście nikt z nas nie jest jak dziecięcy żołnierz z Sierra Leone. Ale aż tak bardzo się od nich nie różnimy. Przyzwyczailiśmy się do rzeczy, do których nie powinniśmy się byli przyzwyczaić. Przyjmujemy jako normalne to, co normalnym nie jest. Tak bardzo zaaklimatyzowaliśmy się w naszym środowisku, że nawet największe tragedie już nas nie poruszają, bo zupełnie znieczuliliśmy się na nie. Gdy na polecenie Stalina rozstrzelano żonę jednego z jego najbliższych współpracowników, Stalin pocieszył go następującymi słowami: „Nie martw się, Borysie. Znajdziemy ci nową żonę”.

Pisarz Philip Caputo w swoich wspomnieniach z wojny w Wietnamie napisał o tym, jak idealistycznie uwierzył w słynne wezwanie Johna F. Kennedy’ego: „Nie pytaj, co kraj może zrobić dla ciebie – zapytaj, co ty możesz zrobić dla kraju”. Caputo uznał, że może służyć swojemu krajowi, uczestnicząc w wojnie w Wietnamie. W książce A Rumor of War napisał: „W naszym patriotycznym zapale w czasach Kennedy’ego zadawaliśmy sobie pytanie: »Co możemy zrobić dla kraju?«, a kraj odpowiadał: »Zabijajcie Wietnamców«”.

Przemoc, szaleństwo i niewyobrażalna rzeź wyczerpywały ludzi psychicznie do tego stopnia, iż oficerowie imali się różnych sposobów, by motywować ich do walki. Caputo napisał: „Od tej pory każdy w kompanii, kto zabił żołnierza Wietkongu, otrzymywał dodatkowe piwo i czas, by je wypić. Ponieważ wszyscy byli skrajnie wyczerpani, wiedzieliśmy, że obietnica dodatkowego czasu wolnego będzie nie mniejszą zachętą niż dodatkowe piwo. Postępowaliśmy więc zgodnie ze strategią oficerów, nie licząc się z moralnymi implikacjami. Z wyżyn naszego idealizmu spadliśmy do takiego poziomu w ciągu zaledwie jednego roku. Zabijaliśmy ludzi za kilka puszek piwa i czas, by je wypić”.


Trudne pytania


Bez względu na to, jak bardzo zobojętnieliśmy na zło, ono istnieje, jest nieodłączną częścią ludzkiej egzystencji niemal od zarania dziejów. Już w szóstym rozdziale i piątym wersie Księgi Rodzaju czytamy o stanie ludzkości: „Pan widział, że wielka jest złość człowieka na ziemi i że wszelkie jego myśli oraz dążenia jego serca są ustawicznie złe”. Patrząc na wydarzenia XX wieku musimy przyznać, że niewiele się zmieniło.

Kwestia zła była i jest jednym z największych wyzwań ludzkości. Niektórzy usiłowali twierdzić, że zło jest tylko iluzją czy brakiem czegoś dobrego. Inni chcą wierzyć, że zło to tylko pojęcie kulturowe, relatywne, a co w jednym społeczeństwie uchodzi za złe, w innym może być normalne, a nawet dobre, a zatem nie powinniśmy osądzać, jako że z punktu widzenia naszej kultury nie wolno nam oceniać i sądzić ludzi żyjących w innej kulturze.

Jednak Biblia mówi wyraźnie, iż zło jest realne, przeciwne woli Bożej, a ponadto zostanie ukarane i ostatecznie zniszczone. Można powiedzieć, że w zasadzie Biblia i cały plan zbawienia przedstawiony w niej to historia, opowiadanie o tym, jak Bóg ostatecznie, raz na zawsze i dla wszystkich ludzi przygotował drogę ucieczki przed złem i jego bolesnymi skutkami.

Jakkolwiek dobrze to brzmi, prowadzi do najtrudniejszych i najważniejszych pytań dotyczących zła: Skoro Bóg istnieje i jest nieskończenie dobry, życzliwy i miłujący, to jak doszło do powstania zła? Jak pogodzić istnienie zła i cierpienia, które za sobą pociąga, z Bogiem objawionym w Biblii – Bogiem, który miłuje nas tak bardzo, iż posłał Jezusa, by umarł za nas na krzyżu?

To dobre pytania, wymagające dobrych odpowiedzi.

A.N.

Większość z tych, którzy usłyszeli o tsunami w Azji, prawdopodobnie bardziej przejęła się przegraną ulubionej drużyny w półfinale Ligii Mistrzów niż śmiercią 138 tysięcy mieszkańców Bangladeszu
Zabijaliśmy codziennie. Nie czułem litości dla nikogo. Moje dzieciństwo minęło niezauważone, a moje serce stało się zimne jak kawał lodu