Dzień Dziesięciorga Przykazań

768

Pierwszy człowiek, które je zobaczył, cisnął je o ziemię. Potem ukryto je w Arce Przymierza. Ich oryginał przepadł bez śladu podczas najazdu Babilończyków na Judeę. Potem było różnie — wyszydzano je i czczono, a niekiedy prawie całkiem o nich zapominano. Dziesięcioro przykazań.

W wiekach, które minęły, odkąd je poznano, imperia i cywilizacje pojawiały się i znikały, armie odnosiły triumfy i ponosiły klęski, szkoły filozoficzne przeżywały rozkwit i upadek, religie rozwijały się i karlały — a dziesięcioro przykazań, zwane przez starożytnych Hebrajczyków dziesięcioma słowami, jak trwało, tak nadal trwa.

Dziesięć lat temu amerykańska organizacja zwana Komitetem Dziesięciorga Przykazań wylansowała w Stanach Zjednoczonych Dzień Dziesięciorga Przykazań. Pierwszy taki dzień przypadł na niedzielę 7 maja 2006 roku. W kraju dni matki, ojca, weterana, ziemi, a nawet świstaka, dorzucenie kolejnego święta — święta dekalogu powinno być czymś bezspornym. A jednak w ostatnich latach dekalog wzbudza w USA (i nie tylko tam) wiele emocji.

Kontrowersyjne przykazania

Przykład? Sędzia Roy Moore, przewodniczący Sądu Najwyższego Alabamy, zaraz po objęciu swego stanowiska postawił w budynku sądu dwutonowy pomnik z dziesięciorgiem przykazań. Sąd federalny zażądał usunięcia tego pomnika. Moore się sprzeciwił, co doprowadziło do jego odwołania z urzędu w 2013 roku. Od tamtej pory w różnych miejscach, m.in. w Teksasie i Kentucky, wytoczono procesy przeciwko umieszczaniu dziesięciorga przykazań na terenie posesji publicznych.

Zastanawia mnie ten wzrost zainteresowania Amerykanów dziesięciorgiem przykazań. W czasach mojej młodości w kościołach umniejszano raczej znaczenie dekalogu. Duchowni mawiali, że „nie jesteśmy pod prawem, tylko pod łaską” albo że „prawo zostało przybite do krzyża”. Wiele kazań zapewniało wierzących, że „nie musimy już przestrzegać prawa”. W tamtych czasach nikt nie wyskakiwał z pomysłem wprowadzenia Dnia Dziesięciorga Przykazań. Moim zdaniem z trzech powodów.

Powód nr 1: znajomość

W tamtych czasach nie tyle nie znaliśmy dziesięciorga przykazań, ile znaliśmy je nazbyt dobrze. W czasach gdy zdecydowana większość ludzi wierzyła w Boga i chodziła regularnie do kościoła, każdy znał ich brzmienie. Znajomość ta zrodziła jeśli nie lekceważenie, to przynajmniej samozadowolenie. Ponieważ wszyscy wierzyli w dziesięcioro przykazań, uznaliśmy je za oczywistość, przestając dostrzegać ich moralną wielkość oraz głębię filozoficzną.

Na studiach wykładowcy lubili umniejszać znaczenie dziesięciorga przykazań, oświadczając, że Kodeks Hammurabiego i inne starożytne kodeksy wyraziły wcześniej wiele idei zawartych w dekalogu. Tyle że na przestrzeni wieków to dekalog zyskał na znaczeniu, podczas gdy inne systemy prawne wyszły i z użycia, i z pamięci.

Moralna wielkość dziesięciorga przykazań zasadza się po części na ich prostocie. Tych zaledwie dziesięć stwierdzeń zawiera reguły określające stosunki z Bogiem i z drugim człowiekiem. Dekalog zapewnia podstawę dla stabilnego społeczeństwa, chroniącego życie, rodzinę, własność i zasady moralne jednostki.

Ale to nie wszystko, bo owych dziesięć przepisów dokonuje tego cudu z niesamowitą lapidarnością. Angielski tekst dziesięciorga przykazań zawiera nie więcej niż 250 słów. Wprawdzie jak powiedział Szekspir, „zwięzłość jest istotą dowcipu”, ale dzięki zwięzłości prawie każde stwierdzenie, niekoniecznie tylko dowcip, lepiej zapada w pamięć. Z ośmiu przykazań, które opisują zakazane czyny, kilka (tak w oryginale hebrajskim, jak i w języku polskim) zawiera się zaledwie w dwóch słowach, np.: „Nie zabijaj”.

Dziesiąte przykazanie wyróżnia dekalog spośród wszystkich pozostałych starożytnych kodeksów, bo dotyczy nie tylko czynów, lecz także motywów, niewidzialnych zamysłów. Słowa: „Nie pożądaj” wykraczają poza to, co określamy mianem przestępstwa, dotyczą bowiem postaw i myśli, które podkopują zaufanie i niszczą społeczeństwo. Kłamanie obejmuje nie tylko składanie fałszywego świadectwa, ale też nieszczerość, która burzy ład społeczny.

Powód nr 2: lekceważenie

Być może 30-40 lat temu nikomu nie przyszło na myśl wprowadzać Dnia Dziesięciorga Przykazań również dlatego, że przez wiele lat większość duchownych celowo obniżała rangę prawa Bożego. Martwili się, że skupianie się na posłuszeństwie to szybka droga do wiary formalnej i mechanicznej. Woleli skupiać się na potrzebie życzliwości, empatii i miłości, a nie zakazach w stylu: nie rób tego, nie rób tamtego.

Znany chrześcijański pisarz C.S. Lewis przypomina jednak, że „Bóg może być czymś więcej niż doskonałość moralna — w każdym razie nie jest czymś mniej. Droga do Ziemi Obiecanej prowadzi przez górę Synaj. Prawo moralne może istnieje w tym celu, żeby się ponad nie wznosić, ale to dotyczy jedynie tych, którzy wpierw już uznali słuszność jego żądań”.

Łatwo było zapomnieć o przykazaniach i ignorować je, gdy w społeczeństwie zasadniczo panował ład i porządek. Gdy jednak cała zachodnia kultura zaczęła w końcu kipieć od niemoralności, protestancki świat raptem uświadomił sobie, że dekalog faktycznie jest czymś ważnym!

Powód nr 3: sobota

Przypuszczam, że trzecim powodem braku zainteresowania dziesięciorgiem przykazań w minionych latach była niechęć przyznania, że wymogi dekalogu nas obowiązują. Trudno bowiem było chrześcijanom podkreślać ich znaczenie, a jednocześnie jawnie lekceważyć jedno z nich. A tak się właśnie dzieje.

Żaden chrześcijanin nie pochwala przecież morderstwa, cudzołóstwa, złodziejstwa, łgarstw. Nikt w świecie Zachodu na poważnie nie przyklaskuje politeizmowi, bałwochwalstwu ani bluźnierstwu. Współcześni chrześcijanie mają problem głównie ze świętością soboty (szabatu).

Tyle że niełatwo to przykazanie zignorować. Z 250 angielskich słów, w jakich zapisana jest treść dekalogu — uwaga! — aż 100 przypada na samo przykazanie o sobocie jako dniu świętym. Już samo to świadczy, że Autor przykazań przykłada do niej dużą wagę.

Wielu utrzymuje, jakoby zachowywanie tego przykazania miało oznaczać jedynie zażywanie odpoczynku w „jeden z siedmiu dni”. Tyle że przykazanie to konkretnie definiuje siódmy dzień jako sobotę (szabat) i łączy ją bezpośrednio z siódmym dniem stworzenia świata — wydarzeniem, które o 2500 lat poprzedziło wstąpienie Mojżesza na górę Synaj. Na dodatek czwarte przykazanie, w odróżnieniu od ośmiu innych, nie rozpoczyna się zakazem, lecz nakazem: „Pamiętaj (…)”.

Mimo to ogromna większość chrześcijan lekceważy sobotę i zamiast niej święci niedzielę. A stanąwszy w obliczu zadania podkreślania wagi dziesięciorga przykazań przy jednoczesnym ignorowaniu jednego z nich, po prostu uznała, że prościej jest przestać kłaść nacisk na prawo Boże.

A wracając do amerykańskiego Dnia Dziesięciorga Przykazań — po co wywyższać je przez jeden dzień w roku, jeśli nie chce się ich wywyższać przez cały rok? Poza tym przykazania Boże mają już swój dzień, i to nie jeden w roku, ale w każdym tygodniu — sobotę. I zapamiętajmy to raz na zawsze.

Oprac. Jacek Turecki

[Opracowano na podstawie artykułu Eda Dickersona pod tym samym tytułem z „Signs of the Times” 1/2014 w tłum. Pawła Jarosława Kamińskiego dla www.adwentysci.waw.pl]

Foto: MyPixa