Podstępne białko zwierzęce

866

Świat ma dziś trzykrotnie więcej zwierząt hodowlanych niż ludzi! Przeciętny konsument zjada podczas swego życia 21 krów, 14 owiec, 12 świń, 200 kurcząt i pół tony innych zwierząt. Jak to przekłada się na choroby nowotworowe i układu krążenia?

W XIX wieku człowiek spożywał rocznie 13 kilogramów mięsa, ale w połowie XX wieku jadł go już cztery razy więcej — 55 kilogramów. Dzisiaj to ponad 70 kilogramów! Oprócz tego, że zjadaliśmy mniej mięsa, jedliśmy je w znacznie lepszym stanie, o innym składzie chemicznym — zwierzęta były hodowane w naturalny, gospodarski sposób. Dzisiejszy chów przemysłowy powoduje, że nie ma zdrowych zwierząt. Współcześni hodowcy najpierw selekcjonowali zwierzęta tak, by rosły szybko i odkładały jak najwięcej tłuszczu. Potem zaczęli je karmić paszami przetworzonymi z ziaren, np. kukurydzy i soi, które nie są ich naturalnym pokarmem. To spowodowało, że otłuszczenie np. mięsa wołowego wzrosło sześciokrotnie (do tego tłuszcz bydła hodowlanego jest odkładany między włóknami i ma niekorzystny skład). Kolejnym krokiem w udoskonalaniu pasz było dodawanie do nich resztek padliny, mączki kostnej i odpadów przemysłowych, co doprowadziło m.in. do prionowej zarazy znanej pod nazwą BSE. Nie można zapomnieć o stałym składniku mięsa — hormonach i antybiotykach.

Mięso a mapa chorób

Wzrost spożycia mięsa i tłuszczów zwierzęcych pokrywa się z mapą chorób nowotworowych i układu krążenia, choć nie jest to jedyny czynnik związany z szerzeniem się tych schorzeń. Jednak ludzie na diecie roślinnej zdecydowanie rzadziej zapadają na choroby cywilizacyjne.

Tylko na zawał serca umiera co dzień w Polsce 200 osób. Zawały występują czterokrotnie częściej u mężczyzn w wieku 22-55 lat niż u kobiet. Wiąże się to z miejscem odkładania tłuszczu — u mężczyzn w górnej, a u kobiet zazwyczaj w dolnej części ciała. Kobiety, które dwa razy dziennie jedzą mięso, po 15 latach aż o 40 proc. częściej mają zawały serca. Ryzyko zawału ponaddwukrotnie podnosi wysokie ciśnienie.

Dieta bogata w tłuszcze zwierzęce była stosowana w Skandynawii w latach 60. i 70. XXo wieku. Gdy z niej zrezygnowano, osiągnięto tam doskonałe efekty lecznicze – zmiana sposobu odżywiania zaowocowała zmniejszeniem liczny zgonów spowodowanych chorobą wieńcową.

Ludzie spożywający codziennie mięso dwukrotnie częściej chorują na reumatoidalne zapalenie stawów — wystarczy jednak przejść na dietę bezmięsną, by złagodzić objawy choroby.

Jeśli chodzi o nowotwory, dodatkowe zagrożenie związane jest z toksycznymi dodatkami chemicznymi, w jakie obfituje mięso, szczególnie wędliny. O tym, że czerwone mięso i wędliny przyczyniają się do raka, poinformowała w 2015 roku Międzynarodowa Agencja Badania Raka działająca przy Światowej Organizacji Zdrowia. W raporcie przygotowanym na podstawie analizy 800 badań stwierdzono, że każde 50 gramów wędlin spożywane codzienne zwiększa ryzyko zachorowania na raka jelita grubego o 18 proc. A to zaledwie… dwa plasterki szynki!

Badanie chińskie

Okazuje się, że problematyczny jest nie tylko nadmiar w diecie tłuszczów zwierzęcych czy występujące w nim toksyny, ale samo białko zwierzęce może przyczyniać się do rozwoju raka. Takie wyniki uzyskał w swych badaniach prof. Katedry Biochemii Odżywiania na Uniwersytecie Cornella w USA T. Colin Campell, którego cała kariera zawodowa w dziedzinie badań biomedycznych poświęcona była białku. Campbell kierował zespołem naukowców w ramach najobszerniejszej w dziejach medycyny pracy badawczej The China Study (badanie chińskie) dotyczącej związku chorób z odżywianiem i stylem życia. Naukowiec dokonał bardzo ważnego odkrycia: jeżeli mamy w organizmie kancerogeny – substancje wywołujące raka – to składniki żywności pochodzenia zwierzęcego zwiększają rozwój guzów, podczas gdy składniki odżywcze z pożywienia roślinnego zmniejszają go. Ponieważ dziś wszyscy mamy w ustroju związki kancerogenne obecne w środowisku (ftalany, bisfenol A, pestycydy, PCB – polichlorowane bifenyle, dioksyny itd.) – czyli tzw. inicjatory raka, bardzo ważne jest, by nie dostarczać tzw. promotorów raka.

Campbell dowiódł, że białko zwierzęce stanowiące 10 i więcej procent diety powoduje rozwój raka w organizmie. W ramach eksperymentu szczurom podano aflatoksynę – substancję kancerogenną, a następnie białko zwierzęce – kazeinę. Wniosek naukowców brzmiał: rozbudowa ognisk raka była prawie całkowicie zależna od ilości spożytego białka – bez względu na ilość spożywanej aflatoksyny! Na etapie inicjacji raka podaż białka miała większe znaczenie niż zawartość aflatoksyn. Po zainicjowaniu nowotworu wątroby aflatoksyną rozwój guza zależał bardziej od diety niż ilości substancji rakotwórczej, z jaką zetknął się organizm. Białko zwierzęce nie promowało raka w ogóle, gdy było go poniżej 5 proc. w diecie.

Ten sam eksperyment Campbell przeprowadził również z białkiem roślinnym (pszennym i sojowym). Okazało się, że gdy ono jest składnikiem diety nawet w 20 proc., nie wykształcają się ogniska, nie ma rozwoju nowotworu. Opisując swoje badania w książce pt. Nowoczesne zasady odżywiania, Campbell pyta: „Czy to możliwe, że przez większość życia jesteśmy narażeni na małe dawki substancji rakotwórczych, ale rak się nie rozwija, dopóki nie spożywamy pokarmów, które promują i wspierają rozwój guzów? Czy możemy kontrolować raka za pomocą odżywiania?”. W świetle tych i innych badań odpowiedź wydaje się twierdząca.

Co więcej – gdy w trakcie eksperymentu zmieniono niektórym szczurom dietę na niskobiałkową, aby zbadać odwracalność promocji nowotworów, wzrost guzów znacznie się u nich zmniejszył (o ok. 40 proc.) w porównaniu ze zwierzętami pozostającymi cały czas na diecie bogatej w białko. Gdy zwierzętom tym znów zmieniono dietę na wysokobiałkową, zaobserwowano ponowny rozwój guzów. „To znaczy – podsumowuje Campbell – że zmiany diety mogą włączyć lub wyłączyć raka”. Naukowiec zbadał też wpływ na raka innych składników odżywczych – białka rybiego, tłuszczów spożywczych i antyutleniaczy o nazwie karotenoidy. Z jego badań wyłonił się następujący schemat: składniki żywności pochodzenia zwierzęcego zwiększały rozwój guzów, podczas gdy składniki odżywcze z pożywienia roślinnego zmniejszały go.

Badanie chińskie potwierdziło wyniki eksperymentów ze zwierzętami i pokazało, jak pisze Campbell, że im mniejszy udział żywności odzwierzęcej w diecie, tym większe korzyści dla zdrowia. Nawet gdy ten udział maleje z 10 proc. do zera.

Praca naukowa Campbella – jak każda podważająca utarte ścieżki i prowadząca do rewolucji w danej dziedzinie – ma swoich krytyków, głównie wśród zwolenników innych zasad dietetycznych. W swej drugiej książce pt. Ukryta prawda Campbell opisuje informacyjny chaos towarzyszący współczesnym badaniom naukowym poświęconym żywieni i ujawnia, jak ścierają się interesy przemysłu spożywczego, rządu i instytucji badawczych.

Zasady odżywiania według Campbella

Odżywianie reprezentuje połączone siły niezliczonych substancji odżywczych. Całość to więcej niż suma części. Organizm czerpie korzyści ze związków chemicznych obecnych w żywności, gdy są dostarczane razem; odrzuca jedne i przyswaja drugie, tak jak uznaje za słuszne. To według Campbella podstawa rozumienia, czym jest dobre odżywianie. Mówienie o zaletach jednego związku odżywczego to zbytnie uproszczenie. Najwięcej korzyści czerpiemy z nieprzetworzonej żywności występującej w naturze. Wyizolowane składniki odżywcze w postaci suplementów nie zastąpią nieprzetworzonej żywności, choć czasem są konieczne.

Według Campbella w pokarmach odzwierzęcych nie istnieją żadne składniki odżywcze, które nie występowałyby w lepszej formie w roślinach. Problematyczna może być jedynie witamina B12, którą wytwarzają mikroorganizmy w glebie oraz jelitach. Jak podkreśla naukowiec, z badań wynika, że rośliny uprawiane w zdrowej glebie bogatej w witaminę B12 wchłaniają ją z ziemi, jednak rośliny uprawiane w „martwej” glebie, nieekologicznej, osłabionej przez wieloletnie stosowanie pestycydów i nawozów, nie mają tej witaminy. Dlatego na diecie roślinnej należy ją suplementować. Podobnie jest w witaminą D, którą warto suplementować w zależności od pory roku, szerokości geograficznej i stylu życia.

Same geny nie determinują chorób. Działają wyłącznie na zasadzie aktywacji i ekspresji; to odżywianie odgrywa kluczową rolę w określaniu, które geny – dobre czy złe – podlegają ekspresji. Dziesiątki badan dowiodły, że gdy ludzie przenoszą się w nowe miejsce, przejmują ryzyko chorób tam występujących – nie zmieniły się ich geny, ale zwyczaje żywieniowe tak.

Odżywianie może w znacznym stopniu kontrolować negatywne skutki szkodliwych substancji chemicznych. Według Campbella prawdziwe niebezpieczeństwo związane ze spożywaniem mięsa nie tyle jest związane z jego toksycznymi składnikami jak antybiotyki czy hormony, lecz raczej wynika z jego braku równowagi odżywczej. „Zastąpienie ogólnie dostępnej wołowiny naszpikowanej środkami chemicznymi wołowiną ekologiczną nie zrobi różnicy – pisze w swej książce pt. Nowoczesne zasady odżywiania. – Wołowina ekologiczna może być odrobinę zdrowsza, lecz nigdy nie uznałbym jej za bezpieczny pokarm. Obydwa rodzaje wołowiny mają podobny skład odżywczy”.

Ten sam sposób odżywiania, który pozwala zapobiec chorobie w jej wczesnym stadium (przed zdiagnozowaniem), może wstrzymać lub cofnąć chorobę w późniejszym stadium (po zdiagnozowaniu). To, co robimy w celu zapobiegania chorobom, sprawdza się również jako forma leczenia, twierdzi Campbell.

Sposób odżywiania, który jest prawdziwie korzystny w przypadku jednej choroby przewlekłej, będzie korzystny w przypadku każdej innej choroby. „Nawet jeśli pełnoziarnista dieta roślinna lepiej przeciwdziała chorobie serca niż rakowi mózgu, z pewnością nie zatrzyma jednej choroby kosztem drugiej. Nigdy nie wpłynie na twój organizm negatywnie. Może tylko pomóc”.

Dobre odżywianie przekłada się na zdrowie we wszystkich obszarach życia. Wszystkie części są ze sobą połączone. „Nasze wybory istotnie wpływają nie tylko na nasz metabolizm, lecz również na inicjację, promocję a nawet cofnięcie choroby; na naszą energię i aktywność fizyczną; na nasze zdrowie emocjonalne i psychiczne oraz na globalny ekosystem. Te pozornie odosobnione sfery są ściśle ze sobą połączone” – podsumowuje Campbell.

Katarzyna Lewkowicz-Siejka