Problematyczny celibat

761

Niedawne ujawnienie afer pedofilskich w Kościele rzymskokatolickim w Chile, Stanach Zjednoczonych i Niemczech oraz milionowe odszkodowanie dla ofiary księdza pedofila w Polsce kolejny raz skłaniają do zastanowienia się nad celowością instytucji celibatu.

Początki celibatu, rozumianego jako zobowiązanie osoby duchownej do pozostania w stanie wolnym, sięgają synodu w Elwirze w 306 roku n.e. — od żonatych mężczyzn przyjmujących święcenia kapłańskie zażądano wtedy wyrzeczenia się pożycia małżeńskiego. Mimo to jeszcze przez długie wieki duchowni, w tym biskupi i papieże, żenili się i mieli dzieci. Obowiązkowy celibat został wprowadzony w Kościele zachodnim w VIII wieku, ale praktyka ta zaczęła się upowszechniać dopiero od XI wieku — od pontyfikatu byłego mnicha Grzegorza VII.


Za i przeciw


Kontrowersje wokół celibatu przybrały na sile w ostatnich latach. Na świecie są one efektem ujawniania kolejnych skandali pedofilskich wśród katolickiego kleru w Chile, USA, Niemczech, a jeszcze wcześniej w Irlandii. Kościół katolicki w Polsce dopiero co zadeklarował, że zbierze dane z diecezji i przygotuje odpowiedni raport. Nie wiadomo jeszcze, jaki okres będzie objęty badaniem. Przygotowana przez fundację „Nie lękajcie się” mapa miejsc, gdzie doszło w Polsce do wykorzystywania seksualnego dzieci przez księży, opiera się jedynie na danych z postępowań karnych, które już miały czy mają miejsce i zostały ujawnione w mediach. 

Wielu zadaje sobie pytania: Czy dochodziłoby do takich wynaturzeń, gdyby księża mieli możność się żenić, prowadzić normalne życie seksualne, być prawdziwymi ojcami, a nie jedynie tytularnymi? Czy celibat pośrednio nie przyczynia się do poszukiwania zastępczych form uwalniania napięcia seksualnego, w tym takich, które wykorzystują bezbronnych?

Na tak postawione pytania nie ma jednoznacznych odpowiedzi. Dużo łatwiej znaleźć odpowiedzi na pytania o sens celibatu i jego biblijne uzasadnienie czy też brak takowego.

Obrońcy celibatu podnoszą, że ksiądz z rodziną nie mógłby tak efektywnie służyć wiernym Kościoła, gdyż musiałby dbać przede wszystkim o swoją żonę i swoje dzieci. Celibat zaś pozwala księżom całkowicie poświęcić się Bogu i Kościołowi. Ponadto celibat ma wzmacniać pozycję kapłana, czyniąc go bardziej odpornym na różne presje polityczne czy społeczne. A duchownym, który ma żonę i dzieci, podobno łatwiej manipulować. Podnosi się też argumenty teologiczne — że życie w celibacie to naśladowanie Chrystusa, który nie miał żony, a jednocześnie świadectwo porządku, jaki będzie panował w niebie, kiedy to małżeństwo straci na znaczeniu, gdyż zbawieni „ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić”1. Twierdzi się też, iż raz złożonym ślubom bezżenności należy być wiernym do końca, a rezygnacja z posługi duchownej na rzecz małżeństwa to wyraz słabości, zawód dla Kościoła i zgorszenie dla wiernych.

Z drugiej strony każdy, w tym duchowny, ma naturalne prawo do bycia szczęśliwym. Nieszczęśliwi kapłan, zakonnik, siostra zakonna stają się zaprzeczeniem tego, co powinni głosić innym. Powołanie do służby duchownej i do życia w rodzinie, bycia mężem, żoną i rodzicem, nie powinny być traktowane jako wzajemnie się wykluczające. Zwłaszcza że w Kościele rzymskokatolickim zarówno kapłaństwo, jak i małżeństwo są uważane za sakramenty, czyli widzialne i skuteczne znaki niewidzialnej łaski Bożej. Skuteczne, bo sprawcze — sprawiają to, co oznaczają. Jeśli tak, to dlaczego miałyby się wykluczać, a nie wręcz kumulować łaskę Bożą w jednej osobie, na przykład żonatego księdza.

Należy też sobie zdawać sprawę, że decyzję o celibacie (towarzyszącą decyzji o wstąpieniu w stan kapłański) podejmują najczęściej jeszcze niedojrzali emocjonalnie młodzi ludzie, niezdający sobie do końca sprawy z konsekwencji złożonego ślubowania, z własnych, często nierozbudzonych jeszcze potrzeb seksualnych. Nawet jeśli ich ślubowaniu towarzyszy wola wytrwania w postanowieniach, to z czasem może się to okazać walką ponad siły. I to walką zupełnie niepotrzebną — zważywszy na dostojeństwo i rangę małżeństwa, jakie nadaje tej instytucji sam Bóg. Ludzie nie są rozsądniejsi od Boga, a przecież nawet my nie oczekujemy od innych, aby byli wierni bezmyślnie złożonym przysięgom, obarczonym błędem, nakładającym na nich nierealne zobowiązania. A cóż dopiero Bóg? Zwłaszcza gdy sam tego (celibatu) nigdy na przestrzeni dziejów od liderów swojego Kościoła nie wymagał. Czy nakładanie na ludzi chcących poświęcić się służbie duchownej obowiązkowego celibatu nie jest nadużyciem przez Kościół swego autorytetu? Czy nie naraża to wielu z nich, gdy dojrzeją, na niepotrzebny konflikt sumienia między pragnieniem pozostania wiernymi danemu słowu a pragnieniem kochania i bycia kochanym?

Przeciwnicy celibatu zwracają też uwagę na problem hipokryzji, jaki ta instytucja niemal wymusza. Bowiem księża, którzy z czasem zaczynają jednak odczuwać pociąg seksualny do kobiet, często mimo przysiąg i zakazu wchodzą z nimi w relacje intymne. Starają się oczywiście utrzymywać to w tajemnicy, ale zwykle szybko staje się ona tajemnicą poliszynela. Z ambon oficjalnie potępiają związki pozamałżeńskie, a prywatnie je praktykują. I ludzie to widzą. I gorszy ich nie tyle relacja seksualna mężczyzny i kobiety, bo to uważają za normalne, ale właśnie obłuda, że innym zabrania, a sam tak robi.

Poza tym jak ksiądz bez żony i dzieci może uczyć wiernych życia w rodzinie? Jaka będzie skuteczność takiego teoretycznego nauczania, które nie jest poparte żadnym osobistym doświadczeniem?


Brak biblijnego uzasadnienia


Pierwsze, co zwraca uwagę, to fakt, że w oczach Bożych małżeństwo i kapłaństwo nigdy się nie wykluczały. Bóg nie wymagał celibatu ani od izraelskich kapłanów, ani od reszty „świątynnego personelu”. Znajdujemy to w następującym tekście starotestamentowym: „A reszta ludu, kapłani, Lewici, odźwierni, śpiewacy, niewolnicy świątynni (…) ich żony, synowie i córki (…)”2. Wszyscy oni mieli prawo mieć żony i dzieci. W niczym nie naruszało to ich powołania do służby Bogu. W Starym Testamencie czytamy też wprost o kobiecie imieniem Jehoszabat, która była żoną kapłana Jehojady3. Po powrocie Żydów z niewoli babilońskiej w VI wieku p.n.e. zastali oni Palestynę zamieszkałą przez ludność nieizraelską. Niektórzy kapłani żydowscy zachowali się wtedy niewłaściwie. W Księdze Ezdrasza czytamy: „Stwierdzono, że spośród kapłanów pojęli za żony obcoplemienne kobiety”4. Problemem nie było to, że się ożenili się, ale kogo wybrali sobie na małżonki.

Zostawiając już czasy starotestamentowe, a przechodząc do opisów Nowego Testamentu, widzimy Jana Chrzciciela, który był dzieckiem Elżbiety i kapłana Zachariasza5. Żony mieli także uczniowie Jezusa, apostołowie. „A wyszedłszy z synagogi, [Jezus] wstąpił do domu Szymona [Piotra]. A teściowa Szymona miała wielką gorączkę”6. Miał teściową, musiał więc mieć i żonę. Apostoł Paweł pytał Koryntian: „Czy nie wolno nam zabierać z sobą żony chrześcijanki, jak czynią pozostali apostołowie i bracia Pańscy, i Kefas [Piotr]?”7. Ten sam Paweł pod natchnieniem Bożym wymienił też bycie mężem i rodzicem pośród wielu innych kwalifikacji moralnych, jakich oczekuje się od biskupów (czyli ówcześnie duchowych przywódców lokalnych wspólnot chrześcijan, zborów): „Biskup zaś ma być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, umiarkowany, przyzwoity, gościnny, dobry nauczyciel (…), który by własnym domem dobrze zarządzał, dzieci trzymał w posłuszeństwie i wszelkiej uczciwości, bo jeżeli ktoś nie potrafi własnym domem zarządzać, jakże będzie mógł mieć na pieczy Kościół Boży?”8.

Oczywiście może się zdarzać i bezżenność. Wspomina o tym sam Jezus, mówiąc o ludziach, który „są niezdatni do małżeństwa”, bo „takimi się urodzili” lub „których ludzie takimi uczynili”. Ci ostatni to kastraci. Jezus wymienia też trzecią grupę bezżennych — takich, „którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni”9. Co to za grupa? Jak rozumieć wybór bezżenności „dla królestwa niebieskiego”, skoro nawet kapłani i inni słudzy Boga mogli mieć i mieli żony? Odpowiedź znajdujemy u apostoła Pawła: „Sądzę więc, że w obliczu groźnego położenia dobrze jest człowiekowi pozostać takim, jakim jest. Jesteś związany z żoną? Nie szukaj rozłączenia. Nie jesteś związany z żoną? Nie szukaj żony. A jeśli się ożeniłeś, nie zgrzeszyłeś, a jeśli panna wyszła za mąż, nie zgrzeszyła; wszakże tacy będą mieli doczesne kłopoty, ja zaś chciałbym wam tego oszczędzić. A to powiadam, bracia, czas, który pozostał, jest krótki; dopóki jednak trwa, winni również ci, którzy mają żony, żyć tak, jakby ich nie mieli; a ci, którzy płaczą, jakby nie płakali; a ci, którzy się weselą, jakby się nie weselili; a ci, którzy kupują, jakby nic nie posiadali; a ci, którzy używają tego świata, jakby go nie używali; przemija bowiem kształt tego świata. Chcę, abyście byli wolni od trosk; kto nie ma żony, troszczy się o sprawy Pańskie, o to, jak by się Panu podobać; a żonaty troszczy się o sprawy tego świata, o to, jak by się podobać żonie, i żyje w rozterce”10.

Czy jednakowoż owa rozterka — między pragnieniem całkowitego poświęcenia się służbie Bogu i jednoczesnym pragnieniem posiadania rodziny i troski o nią — to dostateczny powód do utrzymywania powszechności celibatu wśród katolickich duchownych, narzucania go im wszystkim jako koniecznego do realizacji ich powołania? Ten sam Paweł w tym samym miejscu mówi wyraźnie, że celibat to dar — jedni go mają, inni nie, i nie muszą go mieć. „A to, co mówię, jest zaleceniem, a nie rozkazem. A wolałbym, aby wszyscy ludzie byli tacy, jak ja, lecz każdy ma własny dar łaski od Boga, jeden taki, a drugi inny”11. Ostatecznie, zdaniem tego apostoła, związek małżeński jest lepszym rozwiązaniem niż bezżeństwo: „(…) jednak ze względu na niebezpieczeństwo wszeteczeństwa, niechaj każdy ma swoją żonę i każda niechaj ma własnego męża”12.

Związek małżeński jest dla apostoła Pawła tak święty, że nie waha się ukazać go jako symbolu związku Kościoła z Chrystusem. „Mężowie, miłujcie żony swoje, jak i Chrystus umiłował Kościół i wydał zań samego siebie (…) Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, i połączy się z żoną swoją, a tych dwoje będzie jednym ciałem. Tajemnica to wielka, ale ja odnoszę to do Chrystusa i Kościoła”13. Jak w tym kontekście można ocenić poglądy uznające małżeństwo za przeszkodę na drodze do uświęconego życia? Są całkowicie bezzasadnie.

Z powyższych powodów przez pierwsze wieki po Chrystusie małżeństwa osób duchownych nie stanowiły problemu. Jeśli pojawiali się bezżenni, to raczej wśród tych, którzy wybierali życie ascetyczne i pustelnicze, nie było to jednak powszechne. Późniejsze upowszechnianie celibatu jako wymogu nakładanego na duchownych należy rozpatrywać raczej w kategoriach odstępstwa, przed którym ostrzegał apostoł Paweł: „A Duch wyraźnie mówi, że w późniejszych czasach odstąpią niektórzy od wiary i przystaną do duchów zwodniczych i będą słuchać nauk szatańskich, uwiedzeni obłudą kłamców (…), którzy zabraniają zawierania związków małżeńskich”14.


To o co chodzi?


Dlaczego więc celibat wprowadzono i tak uparcie się przy nim tkwi? Gdy nie wiadomo, o co chodzi, to wiadomo, że może chodzić o pieniądze. Zdaniem wielu badaczy tego zagadnienia ostateczne wprowadzenie w późnym średniowieczu obowiązku bezżenności wśród księży miało służyć zabezpieczeniu majątku kościelnego przed jego wyciekaniem poza Kościół w wyniku dziedziczenia przez dzieci zmarłych duchownych. Dzięki celibatowi Kościół rzymskokatolicki mógł go zatrzymać i akumulować przez kolejne stulecia, stając się z czasem największym posiadaczem ziemskim w Europie. Kto wie, czy jednak życie nie wymusi niebawem i na tym Kościele odejścia od tej niebiblijnej praktyki. Choćby dla ratowania własnej nadszarpniętej reputacji. Zobaczymy. 

Olgierd Danielewicz

1 Łk 20,27-36. Jeśli inaczej nie zaznaczono, cytaty biblijne pochodzą z Biblii warszawskiej wydanej przez Towarzystwo Biblijne w Polsce. 2 Ne 10,29. 3 2 Krn 22,11. 4 Ezd 10,18. 5 Zob. Łk 1,5. 6 Łk 4,38. 7 1 Kor 9,5. 8 1 Tm 3,2.4-5. 9 Mt 19,12 Biblia Tysiąclecia. 10 1 Kor 7,26-34. 11 1 Kor 7,6-7. 12 1 Kor 7,2. 13 Ef 5,25.31-32. 14 1 Tm 4,1-3.