W małżeństwie idź na całość

296

Nie jest dobrze bezkrytycznie przenosić zasady biznesowe do świata więzi, do małżeństwa.

Przed laty kupiliśmy mojej teściowej maszynę do wypieku chleba. Maszyna szybko się zepsuła, więc zgłosiliśmy sprzedawcy awarię w ramach gwarancji. Sprzedawca zapytał, czy wolimy zwrot pieniędzy, czy nową maszynę. Wybraliśmy nową maszynę, choć zdziwiło nas, że nie zaoferowano nam naprawy popsutej. Wyjaśniono nam, że teraz się to nie opłaca. Niczego się nie naprawia, tylko wymienia na nowe. Tego rodzaju konsumpcyjna postawa przeniknęła także do naszego sposobu myślenia o małżeństwie i relacjach rodzinnych. Zepsuło się? Zmień! Nie próbuj nic naprawiać.

Pewien bank reklamował w telewizji swoje karty kredytowe, zachęcając do kupowania z ich pomocą rozmaitych dóbr, tak od razu i bez zbędnych formalności. Za ten przywilej musiałem zapłacić tylko 41 proc. odsetek w skali roku! Ten sam bank reklamował swoje lokaty. Za przyjęcie moich pieniędzy na lokatę oferowali mi aż 3 proc. rocznie! Kiedy ja miałem pożyczyć od nich, miałem im zapłacić 41 proc. odsetek. Kiedy oni chcieli pożyczyć ode mnie, byli gotowi mi zapłacić jedynie 3 proc. Czyżby ich pieniądze były o tyle lepsze niż moje?

Nauczyliśmy się w biznesie oczekiwać maksymalnych zysków przy minimalnych inwestycjach. Niestety przenosimy takie praktyki na międzyludzkie więzi. To niewiarygodne, ale wielu ludzi inwestuje w swój związek 60 proc., a w zamian oczekuje 120 proc., i są rozczarowani, kiedy zawodzą się w swoich oczekiwaniach.

Podobne poglądy zauważyłem u par zamierzających się pobrać. Wkładają mnóstwo energii i ekscytacji w przygotowania do ślubu i wesela, ale gdy pytam, jak z przygotowaniem się do małżeństwa, wydają się zaskoczeni pytaniem. Dominuje pogląd, że wystarczy spotkać tę właściwą osobę, zorganizować wspaniałe wesele, a potem wszystko pójdzie jak z płatka! Otóż nie! Nad małżeństwem trzeba pracować.

W emocjonalnym związku między mężczyzną a kobietą standardowe procedury biznesowe nie działają. W spółce to normalne, że jeśli mój wspólnik zainwestuje w nią trzy miliony, a ja tylko milion, to on będzie miał trzy czwarte głosów, a ja tylko jedną czwartą. I podobnie podzielimy między siebie zyski i straty. Problem pojawia się wtedy, kiedy ktoś przenosi zasady z biznesu do małżeństwa. Wówczas, kiedy przychodzi czas podjęcia decyzji, taka osoba oblicza, ile może zarobić i ile inwestuje w małżeństwo, po czym twierdzi, że skoro więcej inwestuje, powinna mieć większe prawo głosu. Na przykład małżonek, który więcej zarabia, uzna, że ma prawo wybrać, dokąd wyjechać na urlop. Czasami twierdzi nawet, że ma prawo do premii w postaci flirtu z osobą trzecią. Tyle że małżeństwo to związek dwóch równych osób, a ta zasadnicza równość jest niezależna od wszelkich czynników, w tym wkładu finansowego.

Inwestowanie w małżeństwo

Jeśli kiedykolwiek miałeś ogród, to wiesz, że trzeba o niego dbać — zaprojektować, zgromadzić narzędzia, zasiać nasiona, podlewać, pielęgnować. Bez wysiłku nie ma rezultatu. Ogrody nie rosną same z siebie.

Małżeństwo jest jak ogród. Może być piękne, ale też zaniedbane i zachwaszczone. Związki, o które się nie dba, z natury będą zmierzać do rozpadu. Są pary, które od lat pracują nad swoim związkiem, wkładając w to 100 proc. wysiłku i zbierając dobre efekty. Są jednak również takie, które od lat i dziesięcioleci jedynie dryfują, pozwalając na naturalny zanik ich związku. Czy należy się dziwić, że co drugie małżeństwo w krajach rozwiniętych kończy się rozwodem?

Kiedy para przyzwyczai się do pracy nad swoim związkiem, zmieni to jej sposób myślenia i styl życia oraz stanie się wielką inspiracją dla otaczających ją ludzi. Taka postawa będzie wpływać na jej decyzje, plany i postępowanie. Jedną z najważniejszych zmian będzie zmiana planowania rodzinnego budżetu.

Podczas kursów przedmałżeńskich proponuję uczestnikom ćwiczenie polegające na zaplanowaniu przykładowego budżetu uwzględniającego wszystkie typowe przychody i wydatki rodziny. Trzy pozycje wydatków często wywołują zdziwienie par: oszczędności, darowizny i programy wzbogacania małżeństwa.

Gromadzenie oszczędności może się wydawać oczywiste, ale okazuje się, że nie dla wszystkich. Wiele rodzin nie ma żadnych oszczędności na czarną godzinę. I nie jest to kwestia zależna od wysokości dochodów, ale od mentalności. Są pary z wysokimi dochodami nieoszczędzające i takie, które żyją na pograniczu minimum egzystencjalnego, a jednak oszczędzające. Oszczędności rodzinne powinny stanowić równowartość wydatków na trzy do sześciu miesięcy życia, tak by można było zachować zwyczajny standard życiowy w razie przejściowych finansowych trudności.

A co z darowiznami? Posiadanie środków finansowych to nie tylko przywilej, ale także odpowiedzialność. Jeśli pragniemy wychować dzieci na ludzi empatycznych i społecznie odpowiedzialnych, by potrafiły nie tylko brać, ale także dawać, musimy uczyć je tego od najwcześniejszych lat. W naszych czasach niezwykle popularna jest kultura egoizmu i wykorzystywania innych. Jeśli chcemy odrzucić tę nieludzką i poniżającą postawę, powinniśmy zaangażować nasze rodziny w comiesięczną ofiarność na godne cele służące dobru potrzebujących.

Jednak pośród tych dziwnych elementów rodzinnego budżetu największą ekscytację budzi wzbogacanie małżeństwa. Pieniądze, które wydajemy na rozwijanie naszego związku (np. na dobrą książkę na temat więzi, opłaty za seminaria małżeńskie, kolację przy świecach czy weekend w kurorcie), mogą się wydawać niepotrzebnym zbytkiem, gdyż zawsze będą istniały „pilniejsze” potrzeby. Jeśli jednak wzbogacanie małżeństwa jest stałym elementem budżetu, to wkrótce się okaże, że wydane w ten sposób pieniądze przyniosą zyski w dwójnasób. Po pierwsze, będziemy mogli pozwolić sobie na wycieczkę z dziećmi, zakup dobrej książki lub biletów na interesujące wydarzenie kulturalne, tak iż wydatki związane z tym nie popsują nam samopoczucia. Ideałem byłoby zarezerwować jeden wolny wieczór w tygodniu, jeden cały dzień w miesiącu, jeden weekend w kwartale i jeden tydzień w roku wyłącznie dla dwojga partnerów. Po drugie, takie świadome wydzielenie czasu dla związku będzie miało dobroczynny psychologiczny efekt, bo będzie nam przypominało, że związek nie działa sam z siebie, ale trzeba w niego inwestować.

Małżonkowie na terapii

Niektórzy przychodzą na terapię małżeńską, jakby przyszli odstawić samochód do warsztatu: „To jest moje małżeństwo. Popsuło się, a ty jesteś fachowcem, więc zrób tak, żeby znowu działało! Daj znać, gdy skończysz!”. Tacy sądzą, że nie muszą być częścią rozwiązania, a jedynie wkroczą w nie, kiedy inni wykonają swoją pracę. Ale to tak nie działa. Ponieważ partnerzy są częścią problemu, rozwiązanie nie jest możliwe bez ich pełnego zaangażowania. Inne podejście polega na tym, że para przychodzi na terapię z takim nastawieniem, jakby składali zamówienie i oczekiwali, że otrzymają rozwiązanie. Są gotowi działać na rzecz rozwiązania problemów, ale kiedy tylko wychodzimy poza działania, które uważają za właściwe, i terapeuta kieruje uwagę na te aspekty związku, które uważa za istotne, zaczynają stawiać opór. Zawsze mam wątpliwości, czy efekty terapii będą trwałe w tego rodzaju małżeństwie — czy wszystkie czynniki zostały uwzględnione podczas terapii, czy tylko te, które partnerzy uznali za problematyczne. Najlepiej kiedy podczas terapii para nie tylko rozwiązuje swoje problemy, ale zaczyna cieszyć się poprawionym związkiem oraz odkrywać, jak dużo zależy od każdego z małżonków w kwestii dalszego wzbogacania ich relacji. Tacy partnerzy świadomie kształtują swoje życie małżeńskie. Nie kończą swojej pracy wraz z ostatnią sesją terapii, ale pracują nadal, aby ich małżeństwo było jeszcze lepsze.

Rozdarcie z powodu niewierności

Kiedy w małżeństwie pojawia się problem niewierności, jest taka faza, kiedy zdradzający czują się rozdarci między współmałżonkiem a osobą trzecią. Obawiają się, że kiedy wrócą do współmałżonka, dopadną ich takie same problemy jak te, przed którymi usiłowali uciec, a do tego utracą ekscytację i wszystko, co potencjalnie wiążą z rozwijającym się związkiem pozamałżeńskim. W takich przypadkach zazwyczaj nie robią nic. Chcieliby zachować obecny stan i próbować zachować równowagę między dwoma związkami. W ten sposób są tylko połowicznie zaangażowani w swoje małżeństwo i połowicznie w nowy związek. W takiej sytuacji zdradzający dzieli swoją miłość między współmałżonka i drugiego partnera. Współmałżonek otrzymuje więc w najlepszym razie tylko 50 proc. zaangażowania partnera. Ale zdradzający zwykle oczekuje 100 proc. zaangażowania współmałżonka.

Takie postępowanie to oczywista niesprawiedliwość. Nie mówiąc o tym, że wskutek rozproszonej uwagi osoba zdradzająca nie byłaby w stanie przyjąć 100 proc. zaangażowania od wiernego współmałżonka. Inaczej mówiąc, jesteśmy w stanie przyjąć wkład współmałżonka tylko w takim stopniu, w jakim sami jesteśmy gotowi pracować dla naszego związku. Z powodu połowicznego zaangażowania zdradzającego nawet najlepszy współmałżonek nie będzie w stanie zaoferować pełnego zaangażowania, do jakiego jest zdolny. Osiągnięcie całkowitego zaangażowania zależy nie tylko od twojego partnera, ale od tego, ile oboje inwestujecie w wasz związek. Jeśli wkładasz w swoje małżeństwo tylko połowę siebie, nie możesz oczekiwać, że odbierzesz więcej.

Dorosnąć do związku

Pewnego dnia przeczytałem na portalu społecznościowym niezwykle trafne spostrzeżenie: „Przedmioty są po to, aby ich używać, a ludzie, aby ich kochać. Tragedią ludzkości jest to, że kochamy przedmioty i używamy ludzi”.

Psychologia rozwojowa dzieli rozwój człowieka na szereg faz. Wiele problemów w związkach wynika z faktu, iż niektórzy ludzie nie przeszli przez zmagania niezbędnych kryzysów rozwojowych charakterystycznych dla każdej z faz. Często zdarza się, że ludzie rozpoczynają związki, nawet nie zadając sobie najważniejszych egzystencjalnych pytań: Skąd się wziąłem? Dokąd zmierzam? Jaki jest cel mojego życia? A ponieważ ich poczucie własnej wartości jest niewłaściwie ukształtowane i niepewne, są obsesyjnie zajęci samymi sobą i nie mają ani krzty dostępnych zdolności emocjonalnych czy intelektualnych, by zwrócić uwagę na innych ludzi. Dlatego nie tworzą więzi z ludźmi, ale po prostu ich wykorzystują. Kiedy „inni” spełnią swoje zadanie, bez skrupułów ich porzucają, bo dla takich ludzi „inni” to nie partnerzy, ale rzeczy, a rzeczy można zmieniać. Dlatego wiele osób zmienia tak zwanych partnerów stosownie do swoich zmiennych zainteresowań, celów i kaprysów. Sprzyja temu duch czasów, który najwyżej każe cenić swobodę zaspokajania własnych zachcianek, a ponadto dostarcza ideologicznej podstawy do przerzucania osobistej odpowiedzialności na innych.

Osoba, która chce, aby uważano ją za dorosłą, może być uznana jedynie za nastolatka, jeśli dąży wyłącznie do własnych korzyści. Jeśli rodzina i małżeństwo nie są dla kogoś wartościami samymi w sobie, a są cenne jedynie w takim stopniu, w jakim służą jej korzyści, nie sposób uniknąć poważnych problemów. Podobnie jest wtedy, gdy człowiek nie jest zdolny przyjąć odpowiedzialności za swoje problemy, ale wini innych. Tacy ludzie są niezdolni do życia w małżeństwie.

Tym, co odróżnia dorosłego od dziecka, jest zdolność wzięcia odpowiedzialności za swoje czyny i przyznania się do winy, a także zdolność tolerowania innych, odrzucania pokus, podejmowania decyzji, wytrwania, przebaczania i proszenia o przebaczenie. Poświęcenie tych wartości w zamian za fałszywą wolność nie jest spełnieniem, ale zwiedzeniem samego siebie. Moje potrzeby nie są najważniejsze i nie zawsze to ja muszę mieć rację. Również moje osobiste spełnienie nie jest najważniejszym celem życia, a zabawa nie jest ważniejsza niż obowiązki.

Człowiek nie powinien uciekać przed konfliktami i rozczarowaniami w małżeństwie. Jako małżonek nie powinien unikać wyzwań, ale raczej rozwiązywać problemy, nawet jeśli wydaje się to najtrudniejszym z możliwych wyjść. Naprawdę warto! Unikanie odpowiedzialności, lekceważenie problemów i obwinianie innych o własne niepowodzenia może się wydawać łatwiejsze. Ale prawdziwi mężowie i ojcowie oraz prawdziwe żony i matki wiedzą, że ja nie zawsze jest najważniejsze. Małżeństwo i rodzina to wartości ważniejsze niż ja, warto więc się dla nich poświęcić i o nie walczyć!

* * *

Nierealistyczne jest oczekiwanie stuprocentowego zwrotu ze związku, w który inwestuje się zaledwie 50 proc. Maksymalny zwrot jest możliwy wyłącznie dzięki zainwestowaniu 100 proc. wysiłku. Dojrzali, dorośli ludzie to tacy, od których można oczekiwać ofiarności w dążeniu do czegoś ważniejszego niż oni sami oraz tolerowania trudnych okoliczności bez oglądania się wyłącznie na własne korzyści i zachcianki. To wszystko jest częścią inwestycji, która przynosi wielkie rezultaty. Tego rodzaju zachowanie tworzy także dziedzictwo, które będzie wywierać pozytywny wpływ na stabilność małżeństwa i szczęście następnego pokolenia. 

Gábor Mihalec

[Opracowanie na podstawie książki autora pt. Żadnych gierek. Jak tworzyć wierny i satysfakcjonujący związek, Warszawa 2019. Śródtytuły od redakcji polskiej].