Wieczne zasady czy relatywizm?

929

Kto ma prawo decydować, że jedna kultura, jeden kodeks moralny, jedna forma rządów jest lepsza od innych? Czy istnieje uniwersalny kodeks moralny odnoszący się do wszystkich ludów i narodów?

Podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych, broniąc się przed zarzutami łamania praw człowieka, prezydent Chin Jiang Zemin powiedział: „Teoria względności opracowana przez Einsteina, która stała się częścią nauk przyrodniczych, może być także, jak wierzę, zastosowana w dziedzinie polityki. Zarówno demokracja, jak i prawa człowieka są koncepcjami relatywnymi, a nie absolutnymi i ogólnymi”.

Z całym szacunkiem, prezydent Jiang powinien trzymać się polityki, a nie nauki. Einsteinowska (szczególna) względność jest w rzeczywistości oparta na niezmienności i powszechności praw fizyki, które pozostają takie same we wszystkich układach odniesienia w ruchu jednostajnym.

Niemniej Jiang poruszył ciekawą kwestię: czy istnieje uniwersalny kodeks moralny odnoszący się do wszystkich ludów i narodów, a jeśli tak, to skąd pochodzi?

Odpowiedź zależy oczywiście od naszego poglądu na genezę ludzkości. Jeśli żyjemy w całkowicie materialistycznym wszechświecie, który jest jedynie skutkiem ślepych sił, to prezydent Chin ma rację.

Kto bowiem ma prawo decydować, że jedna kultura, jeden kodeks moralny, jedna forma rządów jest lepsza od innych? Herodot opisał pewne społeczeństwo, w którym potomstwo było moralnie zobligowane do spożycia martwego ciała swego ojca. W starożytnych Indiach wdowy często składały się w ofierze na pośmiertnym stosie swych zmarłych mężów. Hammurabi wydał zarządzenie, że jeśli ciężarna córka szlachcica umrze uderzona przez mężczyznę, wówczas za karę córka napastnika poniesie śmierć. W starożytnym Rzymie niechciane dzieci porzucano, by umarły.

Zatem jeśli nie ma uniwersalnych zasad moralnych istniejących „ponad” czy choćby przed ludzkością, to co daje nam, mieszkańcom Zachodu w XXI wieku, prawo do osądzania tych czynów, bez względu na to, jak odpychające nam się one wydają? Jeśli dobro i zło, prawość i nikczemność oraz inne moralne ideały pochodzą nie od Boga czy jakiejś wiecznej transcendencji, a jedynie od samej ludzkości, to moralność jest subiektywna, jak preferowanie Spice Girls nad Beethovena czy bułki francuskiej nad bajgle. Niektórzy twierdzą — dość logicznie, zważywszy ich naturalistyczne założenia — że nie możemy „wiedzieć”, co jest dobre, a co złe (tak jak „wiemy”, że dwa plus dwa to cztery), ponieważ dobro i zło są jedynie arbitralnymi wyrażeniami opartymi na emocjonalnych i kulturowych preferencjach.

Z drugiej strony, jeśli moralny Bóg powołał do istnienia moralny wszechświat, wówczas pojęcia absolutnego dobra i zła, sprawiedliwości i nieprawości, muszą istnieć niezależnie od ludzkości i jej upodobań (choć niektórzy usiłują opierać moralność na prawie naturalnym tylko dlatego, że przy pomocy argumentu prawa naturalnego „uzasadniano” już niemal wszystko). Dalekie od bycia jedynie, jak to określił J. Fishkin, „wyrażeniami upodobań (…) postaw czy odczuć”, pochodzące od Boga zasady moralne odnoszą się do wszystkich i wszędzie. To znaczy, że pewne praktyki — bez względu na to, jak bardzo zakorzenione w tradycji, kulturze i utrwalone przez czas — są dobre albo złe, gdyż istnieje powszechny standard, według którego można je osądzić.

Oczywiście wiara w moralne absoluty nie rozwiązuje moralnych problemów ludzkości. Od wieków ludzie dźgali, palili, rozstrzeliwali i więzili swoich ludzkich bliźnich — a wszystko to w imię obrony transcendentnych absolutów moralnych. Sam Jezus ostrzegał: „Wyłączać was będą z synagog, więcej, nadchodzi godzina, gdy każdy, kto was zabije, będzie mniemał, że spełnia służbę Bożą”1.

Inny problem, charakterystyczny dla amerykańskiego eksperymentu rozdziału Kościoła i państwa, jest taki: jeśli moralne absoluty mogą istnieć jedynie w Stwórcy, jak możemy przenieść te absoluty, a przynajmniej zasady je odzwierciedlające, do naszego społeczeństwa, nie łamiąc zasady rozdziału Kościoła i państwa? Jeśli moralne zasady pochodzą od Boga, to co z tymi, którzy nie wierzą w Boga albo rozumieją Jego absoluty inaczej niż inni? Poza tym czym jest „znamię bestii”, jeśli nie próbą narzucenia „wiecznych” zasad moralnych tym, którzy wieczne prawa moralne pojmują inaczej niż większość?

Prezydent Jiang myli się. Absoluty moralne wykraczają poza kulturę i narodowość. Wyzwaniem jest nie tylko określenie, jakie są te absoluty, ale także które z nich należy narzucić społeczeństwu, a następnie znalezienie uczciwego i sprawiedliwego sposobu narzucenia ich tym, których wartości moralne pochodzą z innego źródła niż to prawdziwe.

Clifford Goldstein

1 J 16,2.

Jeśli moralne absoluty mogą istnieć jedynie w Stwórcy, jak możemy przenieść je do naszego społeczeństwa, nie łamiąc zasady rozdziału Kościoła i państwa?