Nie łam małżeńskiej wiary

612

„Nie będziesz cudzołożył” — tak przetłumaczono siódme przykazanie Dekalogu w Biblii Tysiąclecia i Biblii gdańskiej, a w Biblii warszawskiej brzmi podobnie: „Nie cudzołóż”. Od kilku tysięcy lat ten tekst istnieje w świadomości człowieka bez względu na wyznanie.

Nie mogę sobie wyobrazić pary ludzi, którzy postanawiają zawrzeć związek małżeński i zakładają od samego początku, że nie będą sobie wierni. Może mam zbytograniczoną wyobraźnię? Nawet ten, który zdradza, nie lubi być zdradzany.

Dlaczego Bóg w Dekalogu umieścił to przykazanie jako nienaruszalne i niezmienne prawo? Bo przykazań Dekalogu nie wolno naruszyć, o czym wie każde dziecko, a całe Pismo Święte, czyli Biblia, w różnych miejscach to podkreśla. A Jezus nawet podniósł dawniejsze standardy, mówiąc: „Słyszeliście, iż powiedziano: Nie będziesz cudzołożył. A Ja wam powiadam, że każdy kto patrzy na niewiastę i pożąda jej, już popełnia z nią cudzołóstwo w sercu swoim”2.

Mocne słowa. Przez taką właśnie „twardą mowę” odeszło od Niego wielu uczniów. Zdrada w małżeństwie według Jezusa jest powodem do rozwodu.

Powracamy do pytania: dlaczego Bóg Stworzyciel napisał swoim palcem na tablicach kamiennych ten zakaz?

Po pierwsze dlatego, że to On jest twórcą związku małżeńskiego i autorem koncepcji „jednego ciała”, a po drugie — On wie najlepiej, co jest dla nas dobre, a co śmiertelnie szkodliwe. Każdy wierzący w Boga człowiek musi przyjąć na wiarę, że Bóg wie lepiej i żadne ludzkie pomysły w tej właśnie sprawie, czyli w kwestii dobrostanu małżeństwa, nie są lepsze od Jego koncepcji.

Musimy jednak wrócić do raju, gdzie to wszystko się zaczęło, i postarać się zrozumieć, dlaczego dzisiaj to zagadnienie jest szczególnie ważne. Wiemy już, że jak świat długi i szeroki rozpadają się rodziny, w wielu społeczeństwach ponad 50 proc. zwieranych małżeństw kończy się rozwodem. Są ludzie, którzy mają za sobą kilka rozwodów i nieudanych nieformalnych związków. W tych rozbitych rodzinach i związkach urodziły się dzieci, którym po rozstaniu rodziców zawalił się cały świat, znikło poczucie bezpieczeństwa (o ile w ogóle wcześniej było). Być może na zawsze utraciły szansę na życie w zdrowej rodzinie, w której mogłyby dostać dobry wzorzec męskości i kobiecości. One będą miały mniejsze szanse na założenie trwałych związków i wiele z nich powiększy statystyki rozwodowe.

To w raju, na samym początku, kiedy — jak tłumaczy z hebrajskiego rabin Cylkow — „ukształtował Wiekuisty Bóg żebro, które wyjął z człowieka, na niewiastę i przywiódł ją do człowieka. I rzekł człowiek: Tym razem jest to kość z kości moich i ciało z ciała mojego; tę nazywać mężatką, bo z męża wzięta ona”3, powstało pierwsze małżeństwo. To Bóg Stworzyciel sam przyprowadził kobietę do mężczyzny i nauczył ich, jak być razem, jak się kochać i jak rozmnażać. „A byli oboje nadzy, człowiek i żona jego, a nie wstydzili się”4. Ciało nie było czymś, czego należało się wstydzić czy brzydzić, bo piękno ludzkiego ciała jest dziełem Boga.

Stworzyciel powiedział też, że warunkiem stania się „jednym ciałem” jest złączenie się małżonków po opuszczeniu rodziców. Krótko mówiąc, warunkiem małżeńskiego powodzenia jest przyjęcie Bożego planu. Idea „jednego ciała” jest wtedy możliwa, kiedy w parze ludzkiej panuje wspólnota wartości i celów, wzajemność, a więc wychodzenie sobie naprzeciw, i miłość agape, a wiec wszechogarniająca miłość, której piękny opis niesie apostoł Paweł w 13. rozdziale PierwszegoListu do Koryntian: „Miłość jest cierpliwa, miłość jest dobrotliwa, nie zazdrości, miłość nie jest chełpliwa, nie nadyma się, nie postępuje nieprzystojnie, nie szuka swego, nie unosi się, nie myśli nic złego, nie raduje się z niesprawiedliwości, ale się raduje z prawdy; wszystko zakrywa, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa, wszystko znosi. Miłość nigdy nie ustaje”.

Ta miłość nie ma nic wspólnego z krótkotrwałą emocją, „zakochaniem”, oczarowaniem czy fascynacją. To także nie jest „pójście do łóżka” w celu „rozładowania napięcia”. Bo stanie się jednym ciałem nie jest możliwe wtedy, gdy będzie więcej niż dwoje, gdy między parą małżonków pojawią się jakiekolwiek formy przemocy czy też próby zdominowania drugiej osoby, albo niszczące nałogi — bo takie postawy zwyczajnie zrywają przymierze między parą ludzką i Bogiem. Wtedy nie ma już miejsca ani szansy na harmonię i wzajemność. Zaczyna się rozpad więzi.

Małżeństwo to wielka odpowiedzialność przed Bogiem i ludźmi. To wyzwanie na całe życie. Jak temu podołać, gdy otaczający nas świat nie uczy bycia dobrym małżonkiem czy rodzicem, choć wymaga nauki jazdy samochodem, żeglowania, nauki pilotażu itp.? Skąd brać wzorce, skoro wokół panuje wielki deficyt? Jak nauczyć się odpowiedzialności za siebie i drugiego człowieka? Jak nie poddać się otaczającej modzie i nie dać się przekonać, że wszyscy tak robią?

Może wystarczy popatrzeć na rezultaty i w pełnym świetle zobaczyć skutki samowoli i zlekceważenia Bożego planu dla człowieka. Gołym okiem widać, że to się ludzkości nie opłaca. Straty są trudne do oszacowania z powodu ogromu zniszczeń. To gorsze niż tsunami. Może warto wrócić do początków?

Barbara Niemczewska

1 Tora, Exodus, XX, 14, tłum. Izaak Cylkow, Wyd. Austeria, Kraków 2006. 2 Mt 5,27-28 Biblia warszawska. 3 Tora, Genesis, II, 22-23. 4 Tora, Genesis, II, 25.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj