Nie sądźmy przed czasem

401

Oceniamy pośpiesznie, powierzchownie, po pozorach, bazując jedynie na wycinkach informacji, ignorując ich kontekst.

Dziś na dzień dobry temat, którego w ogóle nie poruszamy w numerze. Bywają takie miesiące, gdy wydarzenia niemal galopują jedne za drugimi. Trudno znaleźć dla nich nawet miejsce do omówienia, chyba że już tylko w felietonie wstępnym.

Jakiś czas temu czytałem wspomnienia niemieckiego snajpera z walk na froncie wschodnim podczas drugiej wojny światowej. Jego zadaniem było zabijanie przede wszystkim oficerów. Bez nich zwykli żołnierze przedstawiają nikłą wartość bojową. Prawidłowość ta znajduje odzwierciedlenie również w sferze duchowej — w Biblii czytamy: „Uderzę pasterza, a owce będą rozproszone”1. Współczesny świat wziął sobie chyba te zasady do serca, bo celuje w niszczeniu wszelkich autorytetów.

Na pierwszy rzut idzie sam Bóg — główny winowajca całego zła tego świata. Chyba nie taki doskonały, jak się o Nim w Kościołach naucza, skoro świat jest, jaki jest. Pozwolił na Oświęcim i inne okropności. Widział i nie grzmiał. Do bani. Zwalniamy Pana, Panie Boże. Proszę sobie szukać innych naiwnych — zdają się mówić współcześni sceptycy.

Na drugi rzut idzie Kościół — też samo zło. I w gruncie rzeczy każdy. Gdyby świat poznawać tylko z mediów, to duchowni to sami pedofile i złodzieje, a Kościoły to organizacje założone tylko dla wyciągania od ludzi kasy. A że duża część ludzi już nic sama nie czyta, nawet sama nie myśli, a tylko ogląda i słucha cudzych przemyśleń, to przesiąka takim widzeniem świata.

Trzecim chłopcem do bicia jest chrześcijaństwo. Tu się może nawet nie dziwię, bo wielu „chrześcijan” — cudzysłów zamierzony — dawało i daje ku temu powody. Dwie ostatnie najstraszliwsze wojny świata rozpoczęły się w chrześcijańskiej Europie. A gdzie miłuj nieprzyjaciół swoich? A my sami, Polacy, najbardziej religijny naród Europy? Na każdym kroku znieważamy nasze chrześcijaństwo, ziejąc tą „miłością” do nieprzyjaciół, od ław parlamentarnych poczynając, na internetowych dyskusjach Polaków z Polakami kończąc.

Autorytety wdzięczne do obalania to oczywiście również liderzy życia społecznego — politycy i inne ważne osobistości. Im wyżej siedział czy siedzi, tym upadek będzie głośniejszy, bardziej widowiskowy. A to się przełoży na większą oglądalność, „klikalność”, polubienia na Facebooku, reklamy, słupki, sondaże, czyli kasę. No to obalajmy autorytety. Najpierw wynośmy pod niebiosa, potem niszczmy. Taki mamy, niestety, klimat.

W tym obalaniu zwykle jesteśmy niesprawiedliwi. Oceniamy pośpiesznie, powierzchownie, po pozorach, bazując jedynie na wycinkach informacji — często odpowiednio spreparowanych i wyrwanych z całego kontekstu.

Gdybym tak miał oceniać znane postaci z Biblii, wyszłyby więcej niż nieciekawie. Z relacji biblijnej wynika bowiem, że — uwaga! — Noe upił się w sztok, Abraham był kłamcą,
Mojżesz — zabójcą, Rahab (przodkini Jezusa) — prostytutką, Samson — babiarzem, królowie Saul — tchórzem, a Dawid — mordercą i erotomanem, apostołowie Piotr — też tchórzem, Tomasz — niedowiarkiem, a Paweł — mordercą chrześcijan. A jednak w Biblii czytamy, że to bohaterowie wiary i że będą zbawieni2. Bo to, co o nich napisałem, jest prawdą, ale… niepełną! A wybiórcza prawda jest w istocie kłamstwem, zwłaszcza kiedy owa wybiórczość jest w pełni zamierzona.

A jeśli już koniecznie chcemy kogoś oceniać, to róbmy to po Bożemu. A „Bóg nie patrzy na to, na co patrzy człowiek. Człowiek patrzy na to, co ma przed oczyma, ale Pan patrzy na serce”3. „Przeto nie sądźcie przed czasem, dopóki nie przyjdzie Pan, który ujawni to, co ukryte w ciemnościach (…)”4. A zwłaszcza gdy stawiano najpoważniejsze zarzuty, Bóg przed wydaniem wyroku nakazywał sprawę wyśledzić, zbadać, dowiedzieć się dokładnie, aby mieć pewność, że oskarżenie jest prawdą5. Pośpiech jest wskazany tylko w łapaniu pcheł, ale na pewno nie w ocenianiu ludzi.

Tak sobie myślę, jak pięknie by było, gdybyśmy tak na co dzień chcieli się do tego stosować.

Andrzej Siciński

1 Mk 14,27. 2 Zob. Hbr 11,39-40. 3 1 Sm 16,7. 4 1 Kor 4,5. 5 Pwt 13,15.